Ankiety

Myślę że opisy na tej stronie to:

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

1.Kontakt

Gadu-Gadu: 4028876
_______________________
E-mail: sneyk@pieklo-dziecinstwa.pl

Dawno temu, gdy jeszcze mieszkałem w domu z mamą i ojczymem jakoś nie długo po tym, gdy się właśnie ojczym do nas wprowadził-więc to musiało być bardzo dawno temu.

Więc w tym okresie pewnego dnia a raczej wieczora poinformowano mnie przez rodziców, że wychodzą i niewiedzą, kiedy wrócą, ale że nie zabierają kluczy od domu, więc miałem czekać na ich powrót.

Niestety chyba byłem za mały (chodziłem wtedy góra do pierwszej klasy podstawowej) i usnełem, obudziło mnie stukanie i walenie, do dźwi.

To był powrót rodziców z jakiejś zabawy.

Tak, więc gdy już otworzyłem im dźwi to za coś w rodzaju nagrody dostałem kiść winogrona jak wiecie w tamtych czasach to był rarytas zwłaszcza dla dziecka.

Tak dając mi owe winogrono podkreślili, że dostaje je tylko ja za to, że czekałem. Jaki ja byłem wtedy szczęśliwy i dumny, że to właśnie ja dostałem owy owoc a moi bracia nie, z tą radością poszedłem spać dalej.

Następnego dnia owe winogrono dostali też moi bracia mi powiedziano, że dostałem je w nocy.

Nie długo po tym pojawiły się pretensje i żale za to, że musieli tak długo pukać owego wieczoru do dźwi i chwilę potem już byłem gotowy do przyjęcia kary cielesnej za to, że tamtej nocy usnąłem i nie wytrzymałem do ich powrotu.

Poleć na:
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop

Nie wiem jak i dlaczego ale pamiętam, że przychodziła do mamy jej jedna z sióstr zwana dalej ciocia.

Więc ciocia to, że przychodziła to nie było nic dziwnego, ale dziwne było to, że rozmawiała z mamą na mój temat.

Mówiła mamie by mnie nie biła tak często, że są inne sposoby karania, które nie zostawiają śladów fizycznie takie jak klęczenie.

Widać częściowo mama posłuchała się rady swojej siostry gdyż zacząłem bardzo często klęczeć zaraz po tym jak dostawałem lanie.

Głównie klęczałem na przedpokoju pod dźwiami frontowymi.

Wielokrotnie klęczałem tak długo aż opadłem z sił i zasypiałem tam gdzie klęczałem.

Jak mieli rodzice dobry humor to mnie budzili w nocy kopiąc(o dziwo delikatnie)bym poszedł spać do swojego łóżka a jak nie to spałem tak do rana pod tymi dźwiami.

Nigdy się nie przejmowali tym, że akurat przyszli jacyś goście i wchodząc musieli mnie przekroczyć(myślę tu o koleżance mamy, która pamiętam jak przyszła wieczorem wraz z swoimi dziećmi ominęli mnie wtedy jakby jakiegoś psa uważając by nie nadepnąć, bo jeszcze ugryzę)-nadal miałem nie więcej jak 8-9 lat.

Poleć na:
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop

Około 1982r.kiedy to miałem 7 lat mama poznała mężczyznę w swoim wieku i seksualne zabawy się skończyły.
Niemal odrazu gdy nowy tata zwany dalej ojczymem wprowadził się do naszego mieszkania powstał dziwny podział wychowawczy.
Podział ten wyglądał tak iż ojczym faworyzował o rok młodszego brata a matka o rok starszego,najstarszy z braci mieszkał w jakiejś szkole z internatem więc rzadko bywał w domu.
Ja zajełem miejsce kopciuszka z znanej każdemu baśni.
Ulubionym powiedzeniem mamy co do mnie stało się „dupa nie szklanka nie pęknie” a ojczym twierdził że wychowa mnie „po cygańsku-będe dostawał lanie rano za to co zrobie do południa,popołudniu za to co zrobie do wieczora i wieczorem za to co zrobiłem przez cały dzień”
Tak więc byłem bity za wszystko i zawsze,nawet brak powodu był dobrym powodem jeśli mieli na to ochotę.
Poniewarz przy tej ich rozrywce głośno płakałem i krzyczałem to wkładano mi do buzi ziemniaka lub inny przedmiot.
Byłem bity dosłownie wszystkim co mieli akurat pod ręką-nie wiedziałem raczej co znaczy przysłowiowy klaps.
Im dłużej płakałem i krzyczałem tym mocniej i wiecej dostawałem wkońcu przestałem płakać,niestety śmiać się też przestałem.
Odrabianie lekcj zadanych w szkole wyglądało tak że ile razy wyszedłem za linie w zeszycie od polskiego lub jaki był wynik matematyczny którego nie znałem tyle razy dostawałem głową w stół przy kutrym owe lekcje odrabiałem-dziś żartuje sobie że dosłownie wbijano mi to do głowy.
Jak pisałem mieszkałem w wieżowcu,mieszkało tam 8 rodzin na moim piętrze z czego 2 mieszkania zajmowała moja rodzina-siostry,bracia mojej matki oraz jej matka.
Mimo tego nikt nie reagował nigdy gdy napewno niejedno krotnie błagałem by przestali-znieczulica była zawsze.

Poleć na:
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop

Wiele osób w świece realnym pyta mnie od zawsze w jaki sposób straciłem oko?
Zazwyczaj odpowiadam że to pamiątka po pewnej osobie ale nie pamiętam jak to się stało.
Postanowiłem opowiedzieć te zdarzenie tutaj skoro już i tak wszystko o sobie pisze.
Jak już pisałem wypadek miał miejsce w 1980r.więc jak miałem 5 lat.
Do domu przyjechał najstarszy z moich braci który w tamtym okresie rzadko bywał w domu ale nie wiem do dzisiaj gdzie był chyba jakaś szkoła z internatem czy coś takiego.
Któregoś dnia ów brat nazwijmy go Andrzej zrobił z czterech zapałek,igły,trochę nitki i kartki papieru taką lotke podobną do takiej co to się rzuca do tarczy.
Tak więc tego feralnego dnia Andrzej wraz z mamą bawili się ową lotką rzucając w siebie na wzajem.
Ja i nie pamiętam czy inni bracia siedzieliśmy w małym pokoju a walka na lotki toczyła się między dwoma pokojami znajdującymi się dokładnie na przeciw siebie gdzie oddzielał je przedpokuj.
W pewnym momencie postanowiłem iść do toalety gdzie wejście do niej znajdowało się również na przedpokoju po stronie małego pokoju w którym to siedziałem oddalone od owego pokoju jakieś dwa metry.
Wychodząc z pokoju do toalety na przedpokuj owa walka na lotki nie ustała,gdy zbliżałem się już do dźwi ubikacj odwróciłem się z jakiegoś powodu w kierunku bawiących się lotką i w tym momencie dostałem nią w oko.
Między pokojami a ubikacją były jakieś dwa metry odległości,na przedpokoju nie było okien więc nie mogło być jakiegoś dużego przeciągu czy zawirowań powietrza.
Każdy wcześniejszy rzut lotką był po lini prostej między pokojami.
Jest bardzo mało prawdopodobne by akurat ten rzut był tak przypadkowo feralny że zniosło lotke aż o taki kąt lotu akurat w moim kierunku.
Pamiętam że rzucała wtedy mama i że się obruciłem tuż przed dźwiami od ubikacj,nie pamiętam jednak dlaczego się obruciłem.
Dopuszczam wsumie dwie możliwości jedna to ta w którą chce wierzyć to znaczy że jako dziecko ciekawy dalszym rozwojem zabawy przed wejściem do ubikacj chciałem zobaczyć czy brat dostanie ową lotką czy też się obroni zamykając w porę dźwi od pokoju i w tym celu się obruciłem,a druga to ta że obruciłem się dla tego że poprostu zostałem zawołany,tak czy owak gdybym się nie obrucił dostał bym w tył głowy a tak dostałem w oko.
Lotka została wyciągniętą z mojego oka przez name zaraz po zdarzeniu oczywiście i jak dowiedziałem się z dokumentów medycznych dopiero po tygodniu od czasu zdarzenia trafiłem do okulisty gdyż od tygodnia skarżyłem się na ból oka.
Pamiętam że mama kazała mi mówić iż to w przedszkolu jakaś dziewczynka niechcący uderzyła mnie w oko rogiem jakiejś kartki od kolorowanki i też jest tak zapisane w owych dokumentach medycznych jako powód bólu oka.
Zostałem skierowany do szpitala gdzie jak pisało w dokumentach ponieważ było zagrożenie dla drugiego oka (nie pamiętam jakie to zagrożenie) postanowiono usunąć owe oko by ratować drugie.
Zapisano też tam że podczas operacj wyciągnięto z oka opiłki metalu oraz czarne włukno co obala teorie wypadku w przedszkolu.
Pamiętam że jakiś zabieg w szpitalu bardzo mnie bolał i nie chciałem a nawet za nic nie pozwalałem go sobie robić ale niewiem czemu nie pamiętam czy samo trafienie w oko lotką oraz ten tydzień po nim czy mnie bolał czy też nie ale to pewnie przyczyna minionego czasu:(
Gdy wróciłem do domu z placówek wychowawczych kilkakrotnie mieszkając w rodzinnym domu słyszałem od mamy gdy poruszałem temat wypadku że często mnie odwiedzała w szpitalu i że nawet kupiła mi jakiś tam samochód na baterie.
Oczywiście pamiętam tem samochód którym doprowadzałem do szału kobiety na oddziale w szpitalu gdyż bardzo hałasował gdy się nim bawiłem,a leżałem na oddziale kobiecym nie dziecięcym sam nie wiem dlaczego.
Nigdy jednak mi słyszałem od mamy ani od nikogo innego faktów mojego wypadku oka a o pewnie i tak nic nieznaczącym słowie przepraszam nawet nie wspomnę,nie sądzę by nawet najlepszy samochód na baterie wyrównywał mi stratę oka czy też umniejszał wine osoby przyczyniającej się do tego:(

Poleć na:
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop

Urodziłem w 1975r.w ładnym turystycznym mieście.
Mieszkałem w nowoczesnym jak na tamte lata wieżowcu na 8 piętrze w mieszkaniu dwó pokojowym z wszystkimi wygodami.
Odkąd pamiętam w mieszkaniu panował zawsze niesamowity bałagan.
Mnie wraz z moimi trzema braćmi opiekowała i wychowywała nas samotnie kobieta która nas urodziła zwana dalej mamą.
Swojego ojca wtedy nie znałem jeszcze.
Nie pamiętam teraz jak często i jak długo to trwało ale napewno będąc jeszcze w wieku przedszkolnym uprawiałem coś w rodzaju seksu z z własną matką na tyle na ile mógł to robić tak mały człowiek jak ja wtedy.
Dziś pamiętam tylko parę życzeń mamy i jej słów wypowiadanych przy owej zabawie.
W 1980r.na wskutek bezmyślnej zabawie matki z najstarszym bratem straciłem jedno oko(dziś po dokładnej analizie i przemyśleniach o tym wypadku trudno jest mi to nazwać czystym wypadkiem a raczej celowym działaniem jedynie los chyba tylko sprawił że straciłem oko ale to też tylko chyba)
Dziś już wiem że w tamtych latach byłem już dziwnym dzieckiem nie szukającym kolegów w przedszkolu oraz w zerówce trzymałem się na uboczu poza jakakolwiek grupą,jak mi ktoś powiedział co mnie pamięta z tamtego okresu miałem własny świat.
Oczywiście nigdy nikomu nie mówiłem o tym co dzieje się w domu.
Pewnie myślałem sobie że skoro mama to robi widać tak musiało być.

Poleć na:
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
© 2010 Piekło Dzieciństwa Suffusion theme by Sayontan Sinha