Ankiety

Myślę że opisy na tej stronie to:

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

1.Kontakt

Gadu-Gadu: 4028876
_______________________
E-mail: sneyk@pieklo-dziecinstwa.pl

Sneyk

Mogę być każdym! Mogę być Twoim bratem, sąsiadem,kolegą z klasy. Mogę żyć wszędzie! W sąsiednim domu lub na drugim końcu świata. W Twoim mieście lub w obcym kraju. Nierozpoznawalny: Sneyk- człowiek bez twarzy. A że Bóg mnie stworzył a Diabeł opętał, do śmierci będę święty i na wieki przeklęty. Oto jestem Ja- Sneyk Nie jestem Każdy i nie nazywam się Wszyscy...

Witam czytelników i przepraszam że dawno mnie tu nie było,ale jak już pisałem dorosłe życie Sneyka jest nudne i nie ma wsumie o czym pisać.
Ostatnio oglądałem pewien film w którym na jego początku dochodziło do katastrofy lotniczej małego samolotu na srodku jakiegoś jeziora.
Widząc to zadałem sobie pewne pytanie,nie potrafiąc na nie odpowiedzieć zadam je Wam :)
Wyobraźmy sobie że jesteśmy na srodku jeziora i w pewnym momencie jesteśmy jedynym świadkiem takiej katastrofy lotniczej.
W samolocie znajduje się:
1.35 letni pilot,ojciec 5 letniego dziecka.
2. 5 letnie dziecko
3.60 letnia mama ów ojca i zarazem babcia dziecka.
Jak większość ludzi widząc katastrofę śpieszymy z pomocą,niestety z przyczyn technicznych oraz kondycji fizycznej możemy uratować tylko jedną osobę,pozostali niestety zostaną skazani na śmierć przez utonięcie.
I tu pojawia się pytanie kogo uratujemy oraz dlaczego?
Nic o pasażerach nie wiemy dziecko może być śmiertelnie chore i tak umrze za 2 miesiące,albo i jest okazem zdrowia i żyć długo będzie,to samo tyczy się pozostałych pasażerów.
Gdy tracimy kogoś bliskiego i jesteśmy katolikami mówimy że bóg tak chciał,ale w tym przypadku decyzja należy do nas my decydujemy o życiu i śmierci rozbitków nie bóg więc kogo wybieramy i kto nam daje prawo decydować o tym kto wtedy przeżyje a kto nie?

Po długich przemyśleniach i zastanawianiu się nad pytaniem co tak naprawdę wydarzyło się u owego psychologa doszedłem do pewnych wniosków. Przedewszystkim myślę że psycholog miał w pewnym sensie rację twierdząc że traktuje jego jako wroga.
Zapewne dzieje się to nieświadomie z mojej strony gdyż psycholog jest w jakimś stopniu organem władzy tak jak policjant czy wychowawca lub zwykły nauczyciel.
Przez lata wpajano mi i wieku mi podobnym osobom że organy władzy-każdej władzy nie są po to by nam pomagać ale po to by pilnować pożądku który sami układali i egzekwowali.
Więc skoro psycholog to władza a władza to wróg to jak można zachować w jego towarzystwie spokój:( Oczywiście wiem że tak nie jest ale być może to co mały Sneyk się nauczył to w dorosłym życiu stosuje i trudno jest to zmienić w podświadomości która widać jest silniejsza od Sneyka rozsądku.
Inna sprawa to pytania ów psychologa które większości są dla Sneyka nie zrozumiałe ewentualnie nie potrafi Sneyk na nie odpowiedzieć patrząc pytającemu w oczy.
Kiedyś myślałem że przez rozmowy na GG z nieznajomymi Sneyk nauczy się mówić o sobie do tego stopnia że będzie też umiał mówić w realu,dziś już wiem że wirtualny świat i rozmowy w nim daleko odchodzą od świata realnego i w wirtualnym świecie nie nauczy się Sneyk mówić w realu,by nauczyć się mówić w realu Sneyk musiał by mieć czas w rozmowach z rozmówcą który ów czas chciał poświęcić i potrafiłby rozmawiać z Sneykiem.
Mimo wszystko podsumowując to wszystko i odpowiadając niektórym z czytelników bloga na pytanie co dalej Sneyk zrobi z terapią?
Odpowiadam że Sneyk postanowił zapisać się na kolejną wizytę w 25 maja.
Była to bardzo trudna decyzja gdyż Sneyk raczej nie wraca tam gdzie raz stwierdził że źle zrobił jednak tu zrobił wyjątek choć sam nie wie dlaczego.
Tak więc pisząc krótko:
Będzie kolejne podejście do psychologa-co z tego wyniknie?-tylko czas pokaże.

Parę dni temu na wskutek pewnych zbiegów okoliczności (nie jest najważniejsze w jaki sposób) Sneyk spotkał człowiek o 9 lat młodszego od siebie.
W trakcie zwykłej rozmowy z nim o niczym ów człek stwierdził „byłe w domu dziecka”.
Niby nic takiego nie powiedział ale jednak jest coś co mocno zwróciło uwagę Sneyka na to stwierdzenie,otóż gdy to wypowiadał w tejże samej chwili głos tej osoby diamentalnie się ściszył wporównaniu z tonacją tuż przed tym stwierdzeniem a jego głowa nagle opadła w dół patrząc na ziemię a nie jak przed chwilą na rozmówcę znaczy Sneyka.
Po tej rozmowie Sneyk zaczą się zastanawiać że rozmawia z kolejnym po sobie pokoleniem i nadal stwierdzenie że jest się „dzieckiem państwowym” wywołuje w nas wstyd choć za każdym razem się słyszy w rozmowach z starszymi że „takie były czasy,teraz to normalne,nikt już nie dyskryminuje dzieci z domu dziecka” skoro tak to skąd ów wstyd i zmieszanie mojego rozmówcy w chwili ujawnienia swojego dzieciństwa?
Kiedy dorosła już osoba będzie mogła stwierdzić z dumnie podniesioną głową do góry że była w domu dziecka?
Oczywiście by rozwiać skrępowanie rozmówcy jego stwierdzeniem Sneyk szybko stwierdził że również tam był i podaj znane ów rozmówcy miasto w którym był,od tej chwili rozmówca czuł że rozmawia ze swoim bez wstydu że było się w „bidulu”
Nie zmienia to jednak faktu że wychowankowie domu dziecka całe życie czują się naznaczeni inni od reszty społeczeństwa-pytanie brzmi „dlaczego?”
Otwarcie mówimy o wojnach na świecie o narkotykach-kto ile i co bierze,o różnych problemach w życiu ale jak ktoś ma powiedzieć „byłem w domu dziecka” to pojawia się zakłopotanie i wstyd z tym związany.
Pisze o tym gdyż Sneyk nigdy nie czuł żadnych emocji gdy miał stwierdzić że był w domu dziecka nigdy tego nie ukrywał,wstydzi i chowa to co spowodowało że tam trafił oraz to co tam się działo ale samo stwierdzenie że był w domu dziecka jest dla Sneyka tak proste jak powiedzenie dziś że był w pracy i Sneyk nie rozumie ów wstydu tylko z powodu samego pobytu w ów placówce :(

Zmieniłem zdanie i jednak napisze co ja o tym myślę.
Myślę że gdyby pierwsza rozmowa wyglądała tak jak ta ostatnią to nigdy by nie doszło do drugiego spotkania.
Za pierwszym razem ważne było bym tylko przyniósł skierowanie od lekarza ogólnego a nawet była sugestia by jeśli chce to żeby ów skierowanie też ktoś inny też załatwił mi to będę miał dwie wizyty w miesiącu.
Skierowanie dostał jedno wystawione na mnie.
Jednak cała wizyta była miła,ów psycholog wykazywał się dociekliwością i zainteresowaniem co sprawiło iż pozytywnie go oceniłem.
Drugą rozmowę znacie ja widzę w niej mało zainteresowania.
Jak na drugą rozmowę myślę że powiedziałem mu na tyle dużo że psycholog z 18sto letnim stażem pracy powinien znaleść już problem oraz jego przyczynę na tyle by podjąć odpowiednie leczenie,wzamian tego wciąż pytał o problem,skutki i czort wie o co a że nie znałem odpowiedzi na jego pytanie to jak widać stwierdził że ów terapia nie ma sensu.
Nie wiem może się mylę ale wcale się nie zdziwie że choć już nigdy do niego się nie zgłosze to NFZ będzie płacił za moje leczenie przez parę miesięcy-no co skierowanie jest a kto sprawdzi czy naprawdę Sneyk tam chodzi i jak to sprawdzi?
A może się mylę i poprostu do terapi nie doszło bo Sneyk nie potrafi się dostosować nawet do wymogów lekarza który to ma wypracowany 18sto letni schemat skutecznej pracy z pacjentami a tylko Osobowości Sneyka nie ujęto w tym schemacie:(
Zapewne każdy człowiek idąc do psychologa mówi o swoich problemach prosto z mostu-każdy ale nie Sneyk.
No i też zastanawia mnie zdziwienie psychologa że pacjent który przychodzi do psychologa jest nerwowy to tak jak by lekarz ogólny dziwił by się że pacjent z grypą przychodzi do niego i kaszle.
No ale to moje przemyślenia napewno ja na psychologi się nie znam i może tak właśnie powinny być:(

Ja-dzwoniąc do pana pytałem czy leczy pan zaburzenia osobowość,powiedział pan że tak.
Więc przychodzę do pana z zaburzeniem osobowości i niech pan to leczy.
On-mój sposób pracy polega na tym że pacjent zna konkretne odpowiedzi na pytania i wtedy jestem wstanie pomóc.
Ja-na konkretne pytania tak,ale pan pyta czego ja oczekuje.
Oczekuje zmienić życie a w jaki sposób to już pan się tego uczył jak to zrobić.
On-tryb moich pytań jest taki a nie inny może to panu odpowiadać albo i nie,ale tak pracuje.
Więc może poszuka pan kogoś innego?
Ja-więc to był głupi błąd?
On-nie wiem innej formy nie ma.
18 lat już pracuje w zawodzie i zawsze tak samo.więc albo przyjmie pan mój sposób pracy albo nie wiem.
Niech pan to przemyśli.
Ja-myślę od 2007r.i odpowiedzi na pana pytania nie znam i nic nie wymysłe.
On-(poleca mi inne osoby)
Ja-a dlaczego pan się tym nie zajmie?
On-zajmę ale moimi metodami
Ja-co ma pan na myśli pana metody?
On-odpowiadać na moje pytania
Ja-a jeśli się na nie odpowiedzi nie zna?
On-ma pan prawo nie znać ale ja jedyne co mogę polecić to by się nad mini zastanowić.
Ja-ale to nic nie zmieni
Ona-jeśli naprawdę nie zna pan odpowiedzi to nie ma sensu ta terapia.
Ja-to nie ma sensu,więc nie ma sensu (wyszedłem z gabinetu)

Wyżej napisana rozmowa miała dziś miejsce zapisałem w miarę dokładnie słowa moje i psychologa omijając nic nie znaczące półsłówka w zdaniach które nic nie wnosiły.
Nie będę tego komentował myślę że na podstawie tej rozmowy każdy sam sobie wystawi ocenę i komentarz co do terapi a raczej jej końca.

Dziś zgodnie z umówionym terminem udałem się na wizytę do ów psychoterapeuty.
Oto podstawowe pytania i odpowiedzi zadane w tej wizycie:
On-co od ostatniej wizyty się u mnie wydarzyło mniej lub bardzie istotnego?
Ja-co miało się wydarzyć?,nic się nie wydarzyło.
On-podał mi pan stronę która pan prowadzi,nie byłem na niej i nie wejdę.
Ja-może i lepiej.
On-każdemu kto tu przychodzi wydaje się że jego problem jest wyjątkowy,szczególny…
Ja-mi się nie wydaje.
On-jakiego typu kwestie zaprzątają mi głowę że podałem mu stronę?
Ja-gdyż jest tam wszystko opisane i skróciło by to okres wizyt oraz ułatwiło rozmowę.
On-nie daje panu spokoju fakt że problem z przeszłości tkwi w teraźniejszości?
Ja-nauka psychologi twierdzi że wszystko zaczyna się w przeszłości,nie ja to wymyśliłem.
On-czy próbowałem nawiązywać kontakty z ludźmi?
Ja-nie widzę takiej potrzeby.
On-a żyje się z tym lepiej czy gorzej?
Ja-normalnie.
On-normalnie to rzecz bardzo względna.
Ja-tak samo jak lepiej czy gorzej.
On-no tak też fakt.
On-chodzi mi o pana wewnętrzne samopoczucie,lepiej czy gorzej?
Ja-normalne.
On-skoro przyszedł pan po raz drugi to czego się spodziewam po wizytach?
Ja-nie wiem,nie mam najmniejszego pojęcia.
On-coś jednak do tych wizyt pana gna?
Ja-nacisk społeczeństwa.
On-jak to rozumieć?
Ja-odkąd pamiętam każdy mi sugeruje bym się leczył.
On-każdy to na przykład kto?
Ja-każdy to znaczy każdy.
On-wewnętrznie też tak pan odczuwa?
Ja-rozsądek mówi że powinienem.
On-Slucham się ludzi czy rozsądku i własnych przekonań bardziej.
Ja-tu moje przekonania nie mają znaczenia.
On-co sądzą ludzie by przepracować na spotkaniach z psychologiem?
Ja-ci z podobną przeszłością by przepracować przeszłoś a pozostali co nic nie wiedzą bym się leczył.
On-więc chodzi o przepracowanie przeszłości?
Ja-tak,ponoć to miało wpływ na teraźniejszość co też potwierdza nauka o psychologi.
On-co warto omówić z przeszłości?
Ja-jak rozumieć pojęcie warte?
On-coś co po przepracowaniu poprawi panu teraźniejszość.
Ja-to już pana zadanie
On-nie jest to moje zadanie,powinna być współpraca.
Mam wrażenie że przychodzi pan jako mały chłopiec obrażony za to że świat go potraktował tak lub inaczej.
Z jednej strony oczekuje pomocy z drugiej robi pan wszystko by jej nie dostać.
Zachowuje się pan jak bym ja był pana wrogiem nie wiem dlaczego i po co.
Zadaje pytania a pan mi ogólnikami odpowiada.
Więc jeśl pytam co powoduje że teraźniejszość jest trudna to pan mówi przeszłość.
Jest to ogólnik więc co konkretnie jakie przejścia?
Ja-wszystki podstawowe jakie pan zna.
On-niech pan poda przykład?
Ja-molestowanie seksualne,przemoc fizyczna i psychiczna(uniesionym głosem)
On-która z tych rzeczy najbardzie przeszkadza?
Ja-skąd ja mam to wiedzieć?
On-przeciesz pan to przeszedł?
Ja-i co z tego?
On-to pan wie która najbardzie doskwiera.
Ja-nie wiem,nie mam pojęcia.
On-która z tych rzeczy wyjątkowo nie daje spokoju,ułożyć to w hierarchi.
Ja-nie wiem może pan mi powie co jest gorsze molestowanie dziecka czy katowanie?
On-przyszedł się pan kłócić ze mną?
Ja-nie pan pyta więc odpowiadam.
On-odpowiada pan bardzo nerwowym głosem.
Ja-przepraszam że jestem nerwowy.
On-czego więc oczekuje?
Ja-nie wiem nie mam pojęcia.
On-skoro pan nie wie to nie wiemy w jakim kierunku iść a przychodzi pan z nerwami i niczym pozatym.
I z ogólnikami.
Ja-a czego pan oczekiwał?
On-żeby mówić wprost.
Przychodzą ludzie po różnych zdarzeniach i po takich jakie pan wymienił też.
Ja-i pewnie przychodzą z uśmiechem na twarzy i opowiadają jakby czytali książkę?
On-nie
Ja-przeciesz nie są nerwowi?
On-nerwowi nie,a czemu?
Są smutni ale nie nerwowi
Ja-ja nie jestem smutny gdyby to było takie proste to bym dawno w dzieciństwie o tym mówił.
On-chodzi o to bym wykrył powiązania między przeszłością a teraźniejszością.
Ja-to już panu powiedziałem,mówiłem to już kilka razy.
Są rzeczy które z przeszłości odbijają się w przyszłości jest to w każdej książce psychologicznej,pan się dziwi że jestem nerwowy a ja się dziwię czemu psycholog się dziwi że ktoś jest nerwowy mając taką nawet informacje jaką pan już o mnie ma.
Niech pan zadaje konkretne pytania a ja konkretnie odpowiem.
On-więc konkretne pytanie na ile procent jest pan szczęśliwy z tego życia?
Ja-jeden
On-co powoduje że tylko jeden procent?
Ja-nie wiem niech pan mi powie czemu jestem taki a nie inny?
On-to pan wie
Ja-nie ja nie wiem
On-skąd ja mam to wiedzieć to pan musi wiedzieć
A czego by brakowało by pana życie miało sens?
Ja-nie wiem
On-pierwszy pacjent mi się taki trafia wie pan co chwila tylko nie wiem.
Ja-nie powiedziałem że to będzie łatwa rozmowa.
On-powiem wprost nie jestem wstanie panu pomóc co od pana nic się nie dowiaduje.
Ja-Hmm normalne
A co pan chce się dowiedzieć?
On to o co pytałem a słyszę tylko nie wiem.
Ja-no bo nie wiem gdy idę do sklepu też nie wiem po co mówię że coś do chleba i tyle a jak pytają co to mówię że bez znaczenia.

Nie tak dawno podczas rozmowy na gadu gadu powiedziano Sneykowi że blog który pisze jest kontrowersyjny.
Sneyk to prosty człowiek,więc nie zabardzo rozumie pojęcia tak dziwnych wyrazów dlatego też poprosił o sprecyzowanie wyrazu kontrowesyjny.
W odpowiedzi usłyszałem że blog wzbudza emocje takie jak gniew czy złość.
Zaciekawiony tą oceną bloga zapytałem czy ów emocje są skierowane do autora bloga w odpowiedzi usłyszałem że do tego co autor pisze na blogu oraz też do samego autora gdyż to pisze.
Według autora tej wypowiedzi ludzie nie chcą tego czytać i wiedzieć o tym co Sneyk opisuje.
Jakiś czas później Sneyk zapytał inną osobę co czuła gdy czytała blog jakie emocje? W odpowiedzi usłyszał że złość.
Tym razem była to złość skierowana do dorosłych krzywdzących nieletnich a do autora czuła ta osoba współczucie oraz litość :( :( :(
Zastanawiam się dziś jak to jest z polskim społeczeństwem czy tak naprawdę dorośliśmy do tego by powiedzieć głośno NIE dla przemocy w rodzinie oraz NIE dla każdej inne przemocy? Tu zacytowałem dwie wypowiedzi niby takie same uczucie kazda czuła złość ale jak widać ów złość jest skierowana w inne strony zależności od osoby.
Oczywiście nie zaprzeczy się że w mediach mówi się wiele o przemocy ale czy mówi się o tym że to ważne czy też tylko dla tego że to medialne i gdy słysząc płacz dziecka zjawimy się u jego rodziców z pretensjami że za głośno płacze a nie dlaczego tak płacze?
Wracajac do bloga i jego autora to zastanawiam się skoro blog wywołuje złość u osób które nie znają autora to jak ów autor byłby potraktowany gdyby znał realnie czytelnika?
Czy zawsze w obecności realnej czytelnika autor czułby pogardę do swojej osoby? Czy wkońcu by się do tego przyzwyczaił?
Społeczeństwo w znacznym stopniu nie potrafi zaakceptować homoseksualizmu więc jak może zaakceptować kogoś kto w pewnym stopniu dobrowolnie był ofiarą pedofili?
Skoro czytelnik czuje złość nie wnikając w to do kogo ów złość jest ukierunkowana to jednak każda złość musi znaleść swoje ujście więc wkońcu ów złość byłaby skierowana do autora blogu jako tego co złość wywołał.
Sam nie wiem może to tylko moja obsesja i myśl że wiedza na mój temat wywołała by nienawiść i pogardę do mojej osoby jest wywołane tym że gdzieś w głębi siebie tak właśnie sam myślę o sobie?
Nie zmienia to jednak faktu że gdy czytacie blog czujecie złość a do kogo to już każdy z Was wie sam.
Z drugiej strony zastanawiam się co tak naprawdę wywołuje tu złość?
Sneyk nie pisze o niczym o czym by zwykły człowiek nie wiedział choćby z teori….

” Dla dobra dziecka”
Takie właśnie hasło-myśl siedzi w głowach ludzi którzy mają prawo decydować o dalszych losach nieletnich.
Nie wnikając już w to kto i dlaczego daje takie prawo ów dorosłym zastanawiam się nad tym co dokładnie oznacza te hasło przewodnie-”dla dobra dziecka”?
Załóżmy że rodzi się dziecko w biednej rodzinie pełnej tej całej miłości i zrozumienia jednak rodzina jest wielodzietna i bardzo często brakuje finansów na na jedzenie nie wspominając o innych potrzebnych artykułach.
Co wtedy?
Jakaś instytucja a dokładnie osoba w niej pracująca słyszy ów hasło i prosi sąd dla nieletnich o pomoc dla „dobra dziecka”oczywiście.
Sąd z tego powodu też kieruje dziecko do placówki państwowej lub rodziny zastępczej zabierając dziecku wszystko co znało do tej pory,tącałą rodzicielską miłość i troskę o dziecko pomimo biedy.
W placówce dziecko ma 5 posiłków dziennie i wszystko inne co można kupić a jest niezbędne dla niego,wzamian za to wychowuje się w dzikim stadzie którego nie rozumie walczą o przetrwanie w nim codziennie nie zaznając tam rodzinnego ciepła i atmosfery.
Kochających go rodziców nie stać na częste wizyty swojego dziecka i coraz rzadziej go odwiedzają wkońcu wogóle przestają i miłość do dziecka przestaje istnieć.
Rodzina zastępcza?
Biologiczny rodzic od państwa dostaje 100 zł.na dziecko jako wychowawcze a rodzina zastępcza na jedno dziecko dostaje prawie tysiąc.
Dla dobra dziecka zabiera się dziecko do rodziny zastępczej od kochających rodziców bo w zastępczej będzie miało lepiej.
Sporadyczne przypadki pokazują media publiczne informując o tym że kolejne dziecko zostało pobite przez opiekunów,a wystarczyłoby dać ów tysiąc na dziecko rodzinie biologicznej.
Są też biologiczne rodziny patologiczne i dla „dobra dziecka”zamyka się dziecko z takiej rodziny w placówce by nie było bite za to że „za głośno płakało z głodu” na kilka lat do pełnoletności.
Jednak czy to faktycznie dla dobra dziecka,wkońcu to patologiczni rodzice mają problem z głowy i nie muszą już karmić dziecka a wzamian mogą kupić więcej alkoholu.
Dziecko zostało zamknięte a rodzice wolni mają wolną rękę a jeśli zabraknie im dziecka to za parę miesięcy będą mieli nowe i historia się powtórzy.
Przeciesz ów dziecko mogło by woleć umrzeć z rąk biologicznych rodziców niż później zastanawiać się „dlaczego”to ich spotkał?
Więc dla czyjego dobra tak naprawdę człowiek postępuje zabierając dziecko od rodziców biologicznych mówiąc że to dla „dobra dziecka”?
Czemu dziś o tym pisze?

Dziś jest 29 marca,co wydarzyło się dnia każdy kto czyta blog wie.
W 1991r. Sneyk urodził się ponownie tego to dnia zaczą poznawać ludzi i otaczający go świat bez regulaminów i przepisów,nakazów i przykazów.
W tym też dniu Sneyk złożył obietnice że jeśli coś pójdzie nie tak to to żywy do ośrodka nie wróci a ewentualnie uciekając przed tymi co zechcą go tam zawieść ucieknie na wysoki budynek i skoczy.
Niestety wszystko poszło zgodnie z planem i Sneyk się narodził poto by żyć i poznawać świat jako wolny człowiek.
Więc dlatego też złożył sobie kolejną obietnice że ten właśnie dzień będzie jego dniem narodzin nie ten co widnieje w aktcie urodzenia.
Właśnie 29 marca Sneyk ujrzał świat własnymi oczami a nie 2 lipca,od tego też dnia uczył się poznawać bodźce jakie dali mu w prezencie genetycznym jego biologiczni rodzice i zaczą też tego dnia decydować o swoim życiu oraz śmierci.
29 marca Sneyk zaczą żyć!
Tego też dnia świętuje pijąc (napoje bezalkoholowe :) ) zdrowie tych co nie mogą bo są za mali,bo regulamin tego zabrania i wiele innych bo…
Dziś tylko w kalendarzu Sneyka jest dzień wolności i pamięci dni niewoli skazanego za winny dorosłych!
Święto te jest ważniejsze od wszelkich świąt biologicznych (urodziny czy imieniny) czy też świąt religijnych-kościelych czy państwowych ustawowo wolnych od pracy.
Wszystkim skazanym nieletnim tego dnia co rok życzę szybkie wolności najlepiej zgodnie z prawem,choć nie koniecznie jeśli sytuacja tego wymaga i szczescia w dalszymy życiu oraz pogodzenia się z demonani przeszłości by w przyszłości nie dawały o sobie znaku życia!
LOVE FREE

Ostatnio przeczytałe pewien artykuł a raczej pytanie które ktoś zadał w internecie.
Osoba ta zastanawiała się nad tym co polskim dzieciom daje wychowanie w domach dziecka?
Wsumie to chyba nigdy się nad tym nie zastanawiałem do czasu przeczytania tego pytania,ale jednak uważam że to dobre pytanie:)
Tak więc zastanawiając się nad tym pytaniem zgodzę się z jego autorem że dzieci w placówkach bez różnicy na wiek uczą się przedewszystkim porządku wokół swojej osoby oraz środowiska jakie jego otacza co w normalnych domach bywa różnie ale i tak wkońcu to mama w normalnym domu sprząta.
Autor zauważa że w placówkach uczymy się repercji rzeczy materialnych głównie odzieży ale także znacznie mniej o nie dbamy tak jak z oszczędnością światła,wody itd..,pisze że w domu rodzinnym rodzice stale upominają dziec o oszczędności a w placówkach nie gdyż dawało to państwo.
Nie zgodziłbym się z tą teorią gdyż dobrze pamiętam jak wychowawczyni ciągła nas do góry za skórę pod brodą gdy np. W trakcie mycia zębów leciała woda z kranu,więc była to jakaś tam nauka oszczędności.
Zastanawiając się dalej nad tym pytaniem czego uczymy się jako wychowankowie placówek należało by podkreślić że umiejętności przetrwania w każdych warunkach i w każdym otoczeniu,jak to mówi znane i potwierdzone przysłowie „miejsca te są takie gdzie czas silnych uszlachetnia a słabych zabija”.
Co do czasu to myślę że ponieważ w placówkach niemal że wszystko ma z góry określony czas to uczy to wychowanków placówek planowania swojego codziennego życia jako osobę dorosłą,bynajmniej ja większość swoich codziennych zajęć wykonuje w z góry określonym na to czasie i staram się zawsze tego trzymać choć już nikt na to nie nalega:).
Wszystko co tu opisałem myślę że można zaliczyć do pozytywów wychowana w placówkach gdyż w domu rodzinnym raczej tego się nie uczymy w okresie dzieciństwa i dojrzewania.
Jedyny negatyw z ogólnie w placówkach to jest taki że tam wsumie wychowanek nie ma głosu decydować tak naprawdę o niczym,ale powiedzenie „dzieci i ryby głosu nie mają” jest głównie stosowane przeciesz w domach rodzinnych.
Hmm chyba właśnie napisałem reklamę placówek wychowawczych ale faktycznie dziecko w placówkach wiele się uczy rzeczy potrzebnych w życiu dorosłym a w normalnym domu uczy się tego znacznie wolniej a czasami wogóle,a na pytanie co traci będąc w placówkach a nie w domu jakoś nie potrafię odpowiedzieć gdyż nie znajduje takich rzeczy.
Źródło pytania znajduje się na stronie: http://forum.wp.pl/fid,1526,72879,temat.html?ticaid=17b1d&_ticrsn=3

Dziś chyba z nudów postanowiłem przejechać się rowerem po mieście w którym mieszkam obecnie i mieszkałem jako małe dziecko.
Pierwszy obiekt który odwiedziłem był to wieżowiec w którym mieszkałem mając lat kilka wraz z matką biologiczną i rodzeństwem oraz ojczymem.
Gdy tylko zaczynałem się przed ów wieżowcem i spojrzałem do góry na okna mieszkania które wtedy zajmowaliśmy ogarnęło mnie dziwne uczucie i przypomniałem a raczej pomyślałem sobie jak tak samo zrobiłem wiele lat temu gdy wracałem ze szkoły wraz z nauczycielką która to koniecznie uparła się by dowiedzieć się skąd posiadam siniaki na ciele.
Kolejny przystanek zrobiłem przed budynkiem gdzie mieszkałem w rodzinie zastępczej.
Poniewarz tuż przed tym budynkiem znajduje się przedszkole z którego to terenu popełniłem wielkie przestępstwo kradnąc kwiat bzu to też właśnie o tym myślałem stojąc przed ów budynkiem.
Wiedziłem też parę miejsc gdzie stały budynki do rozbiórki w których to spałem wielokrotnie będąc na ucieczce z domu dziecka oraz budynek z windą która posiada luk bagażowy w którym także się spało budząc się za każdym razem gdy winda ruszyła mając nadzieję że nikt tam nie zajrzy.
Będąc w pobliżu budynków w których mieszkałem jako dziecko i widząc mijające mnie osoby w odpowiednim wieku za każdym razem zastanawiałem się czy mnie zna?,czy pamięta?,co pamięta?
Hmm tak se myślę że ów psycholog nie za bardzo wiedział co mówił twierdząc że powinien Sneyk wychodzić z domu,gdyż każde takowe wyjście zawsze kończy się jakimiś skojarzeniami z przeszłości a mijając ludzi z pytaniami w mojej głowie czy zna?,co pamięta?
Na szczęście mieszkam na drugim końcu miasta niż mieszkałem jako dziecko więc w tamtych rejonach rzadko bywam.

© 2010 Piekło Dzieciństwa Suffusion theme by Sayontan Sinha