Ankiety

Myślę że opisy na tej stronie to:

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

1.Kontakt

Gadu-Gadu: 4028876
_______________________
E-mail: sneyk@pieklo-dziecinstwa.pl

Sneyk

Mogę być każdym! Mogę być Twoim bratem, sąsiadem,kolegą z klasy. Mogę żyć wszędzie! W sąsiednim domu lub na drugim końcu świata. W Twoim mieście lub w obcym kraju. Nierozpoznawalny: Sneyk- człowiek bez twarzy. A że Bóg mnie stworzył a Diabeł opętał, do śmierci będę święty i na wieki przeklęty. Oto jestem Ja- Sneyk Nie jestem Każdy i nie nazywam się Wszyscy...

Szukam pracy!
Hmm jest to chyba ostatnie miejsce w którym chciałbym znaleść swojego pracodawcę,ale czasem człowiek nie ma zbyt wielu pozytywnych wyjść i wybiera tak zwane mniejsze zło-a zły to jest pomysł pisania o tym tutaj choć z drugiej strony ewentualny pracodawca chcąc mnie zatrudnić i znajdując mnie właśnie tutaj na tej stronie wiedziałby kogo zatrudnia i czego może się spodziewać po kimś,może czymś takim jak ja.
Tak więc dobrze czy też źle zamieszczam też i tutaj ów ogłoszenie o pracy.

” SZUKAM PRACY
Młody 30-paro letni kawaler,bez zobowiązań szuka pracy najlepiej w charakterze POMOCNIKA PIEKARZA.
Posiadam kilkuletnie doświadczenie pracy na tym etacie a dokładniej w ręcznej produkcji podstawowego pieczywa.
Mimo tego że PIEKARNISTWO jest jedynym zawodem na którym się „trochę” znam-na poziomie pomocnika to dopuszczam możliwość podjęcia każdej innej „STAŁEJ” pracy w dowolnym zawodzie po ewentualnym przyuczeniu w ostateczności „budownictwo”.
Rejon zatrudnienia „CAŁA POLSKA” warunek początkowe zakwaterowanie do czasu pierwszych poborów i wynajmu czegoś we własnym zakresie (minimalne warunki to zamykamy pokój jednoosobowy z nieograniczonym dostępem do kuchni i łazienki do czasu zamieszkania)
Hmm myślę że dane o wykształceniu i o sobie pisać tu nie muszę można to znaleść czytając ów stronę.
Kontakt przez email lub komunikator gadu gadu podany na stronie głównej. ”

Dodam że głównym powodem zamieszczania tutaj i wogóle w sieci ogłoszeń w poszukiwaniu pracy jest „nadzieja” na znalezienie szansy na wyjechanie z tego „przeklętego” miasta do którego popełniłem błąd wracając kilkanaście lat temu uciekając z ośrodka wychowawczego.

….a po za tym jako jedyny jest leworęczny.
Gdy powiedział mi że będzie robił tak jak chce to wulgarnie mu powiedziałem by poszedł bo go uderze i wtedy udał się do szatni się przebierać.
Nikt z nas nie wiedział że akurat szła żona szefa która słyszała ów krzyki.
Zeszła by zobaczyć i dowiedzieć się co się stało z tą wodą.
Jak tylko zeszła zawołała mnie,myśląc że będzie pytała o wodę i awarie podeszłem.
Dalej sytuacja odegrała się błyskawicznie,gdy byłem już blisko jej zapytała „co się stało,czemu krzycze?”i nie czekając na jakieś wyjaśnienia sytuacji UDERZYŁA MNIE W TWARZ.
Nie wiem ale jak dla mnie to raczej coś nie do pomyślenia takie zachowanie,wiemy my pracownicy że niejednokrotnie w ten sposób postępuje ze swoim ponad 40 letnim synem ale ja nie jestem jej synem a tylko pracownikiem.
W pierwszej chwili chciałem jej oddać ale nawet nie podniosłem ręki powiedziałem tylko że jak jeszcze raz to zrobi to jej wyrwę tą rękę.
Czemu jej nie oddałem nie wiem do teraz.
Może dla tego że była kobietą a może że byłem pod wpływem narkotyku który mnie uspokajał mimo wszystko a może uległem jakiejś zmianie w swoim zachowaniu po nie udanym planie „A”-nie wiem,wiem że kiedyś zrobiłbym to bez chwili wachania.
Żona szefa poszedła po tym zajściu do innych pracowników pożalić się jaki to ja jestem zły,słyszałem jak pytała się co się stało z ów baterią i zaworem a zaraz po ten mówiła że to ja go urwalem-to mnie akurat nie dziwiło wkońcu za wszystko byłem tam winny, winny że zakładowy kot zdechł,winny że kradne jedzenie drugiemu kotu lub pieniądze na to (pisałem o tym),winny że została zrobiona produkcja zlecona przez pracodawcę a jego żonie wydaje się za dużo zrobione,winny,winny,winny…
Jeszcze przez parę minut próbowałem wykonać swoje obowiązki ale nie potrafiłem,rzuciłem wszystko i poszedłem się przebrać.
Na szatni zjawiła się żona szefa i nie wiem może chciała załagodzić sytuację co miała w zwyczaju albo jeszcze bardziej mnie zdenerwować sprawdzając na ile może sobie jeszcze pozwolić.
Tak czy owak jak tylko się odezwała powiedziałem jej by spier…(poszła) na górę bo jej zaje..(uderze) wtedy mówiła to co miała też w zwyczaju że długo tu nie popracuje,że wielu chętnych itd…
Ja na to powtórzyłem to co mówiłem wcześniej tylko głośniej gdyż może z brakiem rozumu straciła też słuch więc krzykłem „spier.. kur… na górę bo za chwilę ci zaje…”-chyba zrozumiał gdyż grożąc mi chyba każdym kogo zna i nie zna udała się do domu na górze w budynku zakładu pracy a ja po przebraniu się też wyszedłem zwalniając się z pracy.
Ktoś mógłby powiedzieć że zbyt pochopna decyzja że może by się to jakoś ułożyło ale ja wiem że od dziś zawsze gdy bym ja choć tylko widział na oczy to zawsze będę miał ochotę jej oddać za to co zrobiła i wiem że pewnie kiedyś bym to zrobił więc naprawdę dla mojego dobra i mojego bezpieczeństwa wolałem się zwolnić z pracy ku radości niektórym niż kiedyś zrobić coś czego nie chce.
Pracowałem tam teraz trzy lata to i tak długo jak dla mnie.

Pracuje zawodowo od 17-stego roku życia w różnych zawodach z różnymi ludźmi.
Przez ten cały czas w pracach jakie miałem bywało zawsze różnie.
Były lepsze i gorsze dni,były konflikty z współpracownikami co bywało że doprowadzało do zmiany pracy.
Tym razem chciałem ów konflikty przeczekać nie poddawać się tak łatwo.
Jednak to co miało miejsce dzisiaj rano przed końcem pracy przeszedło nawet moje jako osoby która zawrza stara się przewidzieć najgorszy obrót sytuacji wyobrażenia-nigdy bym nawet nie pomyślał że coś takiego może mieć miejsce w zakładzie pracy gdzie pracują dorośli ludzie i ponoć dorośli i odpowiedzialni ludzie innych ludzi zatrudniają.
Nie chce mi się nawet tego dokładnie opisywać dlatego tak ku pamięci napisze to w pewnym skrócie.
Ostatnio w moim już byłym zakładzie pracy dochodziło często to mniej lub bardziej poważnych awari-wszystko się waliło.
Tego dnia „ktoś” na koniec pracy biorąc kąpiel jak codzień urwał zawór w bateri otwierający dopływ wody pod prysznicem.
Napewno nie uczynił tego specjalnie podejrzewam że było to poprostu tak zwane „zmęczenie materiału”-złośliwość rzeczy martwych.
Część pracowników poradziła sobie jakoś z ów prysznicem bez tego zaworu i po kąpieli poszli do domu jak zwykle.
Jeden z pozostałych pracowników postanowił to naprawić odkręcając ów zawór z innej bateri kranu-nie wiem czemu uważał że są takie same skoro się znacznie baterie różniły.
W rezultacie ów napraw prysznic był nieczynny a z kranu z którego miał wymienić zawór leciała bez kontroli woda gdyż w jakiś sposób uszkodził drugą baterie i nie szło wody zakręcić.
Mimo iz nalegałem na naprawę tego to poprostu nie szło wody zakręcić i ów pracownik stwierdził że szef naprawi kupując nową baterie.
Owszem miał rację że naprawi ale była to godzina 4.20 rano a szef pewnie wstanie o 8 rano,do tej pory nonstop lecącą bierzaca woda będzie narażała firmę i tak nie przynoszącą kokosów na straty w postaci opłaty rachunków za wodę,która to jak szef często podkreślał jaka jest droga.
Na moje nieszczęście ów pracownik pewnie z „braku czasu” pozostawił wszystko w stanie niezmiennym więc zepsutym z lecęcą wodą i poszedł do domu.
W zakładzie pracy pozostały 3 mało znaczące osoby włącznie zemną.
Z tych trzech osób byłem-jestem najbardziej rozgarnięty,jedna osoba to lekko upośledzony syn żony mojego pracodawcy,druga to ów nowy „nie zastąpiony” pracownik o którym już pisałem w temacie „nie ma ludzi nie zastąpionych” oraz ja-”głupi frajer” jak nazwał mnie kiedyś współpracownik.
Mimo moich usilnych starań nie udało mi się znaleść zaworu głównego odcinająceg całkowicie dopływ wody więc woda nadal leciała do kanalizy.
Mimo tego że prosiłem syna pracodawcy a dokładnie jego żony by poszedł po szefa bo to szkoda kosztów związanych z wodą jakoś nie udało mi się go do tego namówić a sam nie chciałem dzwonić gdyż wiedziałem że to mi się za to w przenośni „oberwie”.
Około 5 rano zaczęli zbierać się poranni pracownicy i któryś z nich zdecydował się na obudzenie szefa.
Gdy szef zszedł to przedstawiłem mu krótk bierzącą sytuację pomijając fakt jak do tego doszło gdyż ta wiedzą i tak nic by nie zmieniła w obecnej sytuacji a po za tym nie uznałem za stosowne tego mówić.
Ponieważ był już pracodawca i z mojego punktu widzenia nie musiałem już się przejmować lecącą wodą gdyż to przeją mój szef zajełem się swoimi obowiązkami tak jak i ów „niezastąpiony pracownik” który też miał swoje obowiązki.
„niezastąpiony” miał przywieść pewne półprodukty na następna produkcję i ułożyć je tak jak od początku gdy to robi mu tłumacze i proszę.
By zrozumieć dalszy obrót sytuacji trza wam wiedzieć że „niezastąpiony” jest mańkutem-leworęczny.
Widząc że ponownie układa dane półprodukty odwrotnie mówię mu by je odwrócił-poprawił.
Na moją prośbę słyszę że układa dobrze,tak jak chce i że mu to nie przeszkadza.
Będąc już i tak zdenerwowany całą sytuacją w pracy powiedziałem mu a dokładnie krzykłem dość wulgarnie żeby poszedł do domu sam to zrobię skoro on nie chce i zapewne nie musi wkońcu jest „niezastąpiony”,a nie przeszkadza mu to że źle robi bo potem to ja się z tym męcze-cdn…

Po wyjściu zaraz dotarło do mnie że został Michał po prostu oszukany z czego nie zdawał sobie sprawy a ja też nie wiedziałem od razu i tak naprawdę nadal nie wiem w końcu nie byłem świadkiem tej godzinnej rozmowy i jego deklaracji tam składanych.
Jednak patrząc logicznie to w piątek dają mu tydzień czasu na pokazanie chęci do zmian.
Od piątku do następnego piątku jak rozumiem, po środku są 3 dni świat-majówka,4maja też jakoś wolne urzędy mają coś ustawowe jakieś to już mamy 4 dni wolne zostają 3 z ów tygodnia a w tym niedziela więc jak można pokazać chęć zmiany w 2 dni?
Nawet ją bym tak nie potrafił chyba :(
Póki co jednak ma spanie i strawę,ponoć robi jako wolontariat pomagając innym niepełnosprawnym bezdomnym.
Więc myślę że ja swój plan pomocy jemu zrealizowałem i liczę na to że będę mógł kiedyś,niebawem powiedzieć każdemu kto chłopaka skreślił już na początku jak bardzo się mylił-co zresztą powiedziałem Michałowi.

Czemu o tym pisze,choć to nie moja historia?
Myślę że dlatego że chce pokazać jak z pozoru dobre państwo i dobre prawo dba o obywateli a w rzeczywistości pozory mylą.
Z drugiej strony zastanawiam się jak to jest że ja byłem w podobnej sytuacji ze 3 a nawet 4 razy i jakoś w ciągu kilku dni stawałem na nogi nie spotykając większych przeszkód a inni od miesięcy nie mogą choć na centymetr odbić się od dna.
Myślę że to przez emocje.
On wie że jest na dnie czuje jakiś żal,smutek czy rozczarowanie i to pogłębia jego sytuację ja zaś nigdy nie myślałem nawet o tym że to złe,niedobre a raczej że normalne i dlatego że nie zdawałem sobie sprawy z tego co mnie spotkało szybko stawałem na nogi-kolejny powód do podziękowań dla moich wszystkich opiekunów za naukę nie zdawania sobie sprawy ze złych doświadczeń gdyż wtedy to mnie nie zabija a tylko wzmacnia-ale czy oby na pewno?

Dzień wcześniej przed załatwieniem zaświadczenia o meldunku zabrałem Michała po uzyskaniu informacji z kilku źródeł o prawie bezdomnego i obowiązkach mu pomocy przez państwo-miasto do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie dalej zwanego opieką.
W opiece po bardzo krótkim przedstawieniu sytuacji chłopaka który czekał przed gabinetem w którym pracowały „kompetentne” osoby by mu pomóc i podaniu jego nazwiska odrazu usłyszałem że nie udzielą mu pomocy gdyż był tam niedawno i wiedzą że posiada w mieście dwie rodziny gdzie może mieszkać.
Ponieważ jedne zebrane informacje to potwierdzały ale inne zaś zaprzeczały takim prawom więc zaczęłem w znany sobie sposób kłócić się tam z nimi jak mogą odmawiać z tego powodu pomocy komuś przeciesz różnie w różnych rodzinach bywa-sam coś o tym chyba wiedziałem.
Wielce oburzone panie z opieki stwierdziły że nie jestem jego przedstawicielem a gdy powiedziałem że jestem zażądali na to dokumentów z sądu lub bym wyszedł bo nie będą zemną rozmawiać.
Zawołałem chłopaka i powiedziałem by rozmawiały z nim.
Powiedziały ów kompetentne panie że rozmawiać owszem będą z nim lecz gdy ja wyjde bo przy mnie rozmowa się nie odbędzie chyba że mam uprawomocnienia a on jest usamowolniony-wyszedłem zostawiając go tam choć zostać nie chciał lecz mu wręcz kazałem.
Samemu zaś jak wiecie gdy coś zaplanuje to rzadko rezygnuje z realizacji ów planów a to wkońcu był plan pomocy Michałowi.
Tak więc gdy Michał Rozmawiał z kompetentnymi pracownikami opieki ja udałem się do kierowniczki tejże instytucji.
Po streszczeniu mojego punktu widzenia odmowy pomocy chłopakowi kierowniczka stwierdziła że to nie możliwe że napewno był inne powody niż zameldowanie czy rodzina w mieście gdzie Michał jest bezdomny.
Od słowa do słowa doszło do kolejnej głośnej wymiany poglądów i stwierdzenia że Michał ma sam to se załatwiać.
Powiedziałem że załatwiał i mu się nie udało że był tu nie dawno co mówią w innym pokoju i nadal mieszka na ulicy więc może nie umie sam se załatwić i potrzebuje pomocy w tym.
Jakiś pracownik obok stwierdził że Michał był w więzieniu i słusznie ukarany więc napewno potrafi sam o siebie zadbać-co miało to mieć z tym wspólnego nie wiem.
Wkońcu doszliśmy do porozumienia że rozmowa nie ma sensu póki Michał rozmawia w innym pokoju a my nie znamy rezultatów więc nie rozumieją dlaczego ja tu przyszedłem i się wykłócam.
Kierowniczka opieki może nie rozumiała ale ja tak gdyż wiedziałem od razu że Michałowi nie pomogą w tym pokoju,a wiedziałem to po ich reakcj przy rozmowie zemną w pierwszych minutach gdy byłem jeszcze grzeczny:)
Tak więc wyszedłem z gabinetu kierowniczki opieki i czekałem na Michała który niebawem też skończył rozmowę.
Okazało się że miałem rację i że nie udziela mu pomocy w kwesti udzielenia miejsca w domu dla bezdomnych gdyż posiada rodzinę i meldunek w tym mieście.
Już nieco zdenerwowany tą całą sytuacją niemal wciągłem Michała do kierowniczki każąc mu powtórzyć czemu mu nie pomogą.
Kierowniczka słysząc to mówi że właśnie kończy pracę i idzie do domu.
Normalnie nie wiedziałem co zrobić czy się śmiać czy też kogoś przez okno wywalać ale tylko powiedziałem:
No tak pani do domu ja do domu a co ma zrobić on?
Czy ma tu przed dźwiani zamieszkać a może zostanie tu-miałem na myśli ów gabinet.
Chyba kierowniczka zaczęła mówić w moim języku i powiedziała że jutro dowie się dokładnie czemu była odmowa i ma Michał przyjść około 13 tej.
Następnego dnia po wyrobieniu zaświadczenia o meldunku udaliśmy się do ów kierowniczki na rozmowę.
Jednak ja nie chcąc kłótni z kierowniczką jak wczoraj i licząc,mając przeczucie na pozytywny obrut sprawy nie pokazałem się na oczy a Michał szedł sam do gabinetu kierowniczki opieki.
Po ponad godzinnej rozmowie wkońcu wyszedł i powiedział że dostał miejsce w domu dla bezdomnych na tydzień i w tym okresie musi pokazać faktycznie chęć zmian inaczej więcej mu nie pomogą.
Podziękowaliśmy i odeszliśmy w pokoju bez ofiar śmiertelnych. :)

Zgadzając się na pomoc jemu postanowiłem to zrobić w ten sposób tak jak sam zrobiłem sobie kilka lat temu wychodząc z zakładu karnego po nie udanym planie „A”.
Plan pomocy wydawał się być łatwy w realizacji a polegał na znalezieniu Michałowi jakiegoś miejsca do spania z posiłkiem i bierzącą wodą,by był wypoczęty,najedzony i czysty.
Spełniając te trzy podstawowe wymogi będzie mógł upodobnić się do społeczeństwa i znaleść jakąś pracę,a dzięki niej powoli podnosić się z dna.
To było tyle w teori,rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana niż w moim przypadku.
Okazało się że Michał próbował już prosić niemal każdego ze swej rodziny o pomoc w podniesieniu się z dna i prosił chyba naprawdę o to każdego włącznie z ciotkmi,kuzynami,kuzynkami,braci i siostrę-zwykle zostając skreślonym już na początku proszenia.
Brak wiary w chęć zmiany się na lepsze przez Michała zwykle powodował fakt że Michał często kłamał już od dziecka by uzyskać to co chce i wcale nie doceniając faktu że ów coś uzyskał mimo wszystko.
Nie wiem czy był i jest aż tak dobrym kłamcą że nawet gdy będąc dzieckiem choć powinien chodzić do 5 klasy podstawowej w co wierzono w jego pseudo domu pseudo rodzice byli przekonani wręcz o tym i kupowali mu co roku następne książki do następnej klasy a tak naprawdę chodził do klasy 3 co szybko się okazało gdy Michał przez pewien okres był pod moja opieką.
W tamtym też okresie wyszło na jaw fakt że Michał ma problem z narkotykami i alkobiolen co spowodowało jego podwójny pobyt w więzieniu.
Więzieniu jednak przeszedł terapię od uzależnień i po wyjściu z braku pomocy jak sam twierdzi zaczą na nowo zażywać narkotyki lekkie typu amfetamina o czym każdy w jego rodzinie wiedział.
Ponieważ Michał nie posiada dowodu osobistego-gdzieś zgubił udałem się z nim by załatwić mu zaświadczenie o meldunku który ponoć miał takie wczoraj wydane ale wczoraj też pogotowie ratunkowe zabrało go dosłownie z ulicy w stanie nieprzytomności po zatruciu się skrętem maryhuany i też wtedy gdzieś przepadła jego torba w której miał dokumenty z innego wypisu ze szpitala (pozwałona głowa,pękniętą czaszka i krwiąk-ale bez śladów narkotyków czy alkoholu,czytałem te dokumenty gdy jeszcze je miał)
Więc ów zaświadczenia o meldunku pani w biurze meldunkowym mówi że nie wyda bo nie może-wydaje tylko jedno.
Po burzliwej dyskusji zemną na temat co może a czego nie oświadcza że taki dokument kosztuje (myślała chyba że to mnie przerazi) stwierdziłem że wkońcu mówi po ludzku i ile oraz gdzie się płaci ów opłaty skarbowe bo tak to się nazywało.
Trochę zdziwiona i nieco zdenerwowana pewnie moja osobą pokierowała mnie do kasy a chwilą później wręczała ów zaświadczenie mówiąc że następnym razem on ma przyjść sam gdyż nie jestem jego pełnomocnikiem.
Stwierdziłem że jestem a on jest moim żywym upoważnieniem i wyszliśmy załatwiając to co chcieliśmy.

Nie dawno skontaktowałą się zemną pewną młoda osoba-dokładnie chłopak w wieku 25 lat.
Nasze ścieżki po raz pierwszy splotła pewna sytuacja życiowa gdy ów chłopak miał jakieś zaledwie 5 lat,może nazwijmy go Michał.
Nie będę opisywał jak i dlaczego poznałem ów Michała gdyż to raczej jego historia,ważne jest to że myślę a nawet wiem od osób postronnych i neutralnych że byłem kimś ważnym dla Michała gdy on uczył się żyć jako dziecko.
Myślę że do dnia dzisiejszego ów Michał jak się okazuje jest przekonany że będę mu zawsze udzielał pomocy i wsparcia w wychodzeniu z kłopotów do których ma niezmiernie wielkie zdolności wpadać.
Wracając do tematu to Michał dzwoni do mnie i choć jest dorosłym człowiekiem płacze do słuchawki jak dziecko prosząc o pomoc gdyż mimo tego że wyszedł z zakładu karnego kilka miesięcy temu i posiada w moim mieście „rodzinę patologiczno-biologiczną” oraz prawnie drugą rodzinę „własną”-żonę i jej dziecko (ślub w zakładzie karnym) nadal mieszka na „ulicy” często bez środków do życia.
Wsumie to nie wiem czemu ale mimo upływu lat nadal czułem się gdzieś wgłębi odpowiedzialnym za niego i postanowiłem mu pomoc tak jak tylko będę mógł zaznaczając że napewno nie będzie to pomoc finansowa z mojej strony dla niego.

Nie wiem może popełniłem kolejny błąd narażając się na ujawnienie w świecie realnym ale postanowiłem coś sprawdzić.
Od dawna wiem że w moim mieście jest coś takiego jak ośrodek interwencji kryzysowej a w niej psychologowie którzy prowadzą psychoterapie.
Jeden z tych psychologów pracujących tam jest dzieckiem mojego pracodawcy więc raczej bałem się o tym myśleć by tam się udać.
Mimo wszystko niedawno robiąc wiele tajemniczych podchodów upewniając się że nie natknę się na ów dziecko mojego pracodawcy zgłosiłem się z pytaniem o ów terapię.
Mimo tego że byłem pewny że rozmawiam z psychologiem okazało się że rozmawiam z jakimś socjologiem który to dopiero konsultuje z psychologiem.
Nie było łatwo powiedzieć o co mi chodzi dokładnie i w jakim celu tam przyszedłem,nawet nie wiem czy to zrobiłem ale obiecano mi że jakiś psycholog zapozna się ze stroną i jeśli uzna że widzi się na tyle odpowiedni w tym temacie to się skontaktuje ze mną za pomocą kontaktów podanych na stronie.
Zapomniałem tylko o jednym drobnym fakcie mianowicie posiadam zablokowaną stronę na całe moje miasto by nikt w świecie realnym mnie nie poznał po ów stronie.
Skoro mam blokadę to jak zapoznają się z ów strona?
W jaki sposób stwierdza czy mogą coś w tym temacie zrobić nie mając wglądu do tematu?
Odblokować całe miasto dla jednej osoby to zbyt wielkie ryzyko.
Może coś się uda wymyślić pośredniego i udostępnić im jakoś dostęp :)
Tak czy owak to chyba kolejne podejście do realizacji planu „B” w który to coraz mniej wierzę w jego istnienie :(

Dziś w nocy oglądałem w telewizji pewien film na faktach autentycznych w którym to pewna,robiąca wrażenie katolicka rodzina adoptuje z osobna dwuch sześcio letnich chłopców.
W dalszej części filmu ów chłopcy są już młodzieńcami,jeden przebywa w zakładzie poprawczym a drugi zeznaje na policji jako świadek morderstwa swoich adopcyjnych rodziców których ktoś właśnie zabił.
Gdy ów chłopiec tak właśnie zeznając opowiada o swoim domu i rodzicach dowiadujemy się z pokazanych w filmie jego wspomnień że od niemal początku adopcji jego adoptowany brat nazwijmy go Rob był ofiarą przemocy fizycznej gdzie katem był adopcyjny ojciec a adopcyjna matka na to pozwalała.
Pierwotnie to właśnie Rob był podejrzany o ów morderstwo gdyż powiedzmy Max w swych opowieściach-zeznaniach pokazuje siebie jako idealne,kochające dziecko.
Pod koniec filmu jednak Max nie wytrzymuje napięcia przesłuchań i sprzecznych dowodów z jego zeznaniami i wyjawia prawdę o sobie i o morderstwie.
Okazuje się że gdy Rob był od początku adopcj bity przez nowego tatę,to Max w tym samym czasie był molestowany przez swojego nowego tatę.
Gdy Rob i Max byli już prawie dorośli to ów rodzice adoptowali kolejnego chłopca.
I tak Rob w zakładzie poprawczym,Max jak widać z filmu zastępuje w tym domu Roba więc syna do bicia a trzecie małe dziecko no cóż tego nie wiemy gdyż rodziców zabił Max nie wytrzymując tego wszystkiego i słysząc rozmowę swych rodziców że chcą go oddać (zapewne też do zakładu poprawczego)
Na koniec filmu podają że Rob popadając od dziecka i w dalszym życiu w konflikty prawne odsiaduje wyrok w więzieniu,a Max za morderstwo też dostaje 8 lat w stanowym więzieniu,3 chłopiec żorałe adoptowany przez „kochających rodziców”
Tak oglądając streszczony tu film zastanawiałem się nad dwiema sprawami.
1. Dwoje chłopców,dwa jakże bardzo różne,odmienne charaktery.
Jeden buntownik,pełen nienawiści i agresji,drugi z pozoru miły,grzeczny i wrażliwy,a w rezultacie kończą tak samo w więzieniu i zaczynali również podobnie według filmu jeden 5 a drugi 6 domów zastępczych przed ów adopcją-domyślam się że domy zastępcze w ameryce to tak jak u nas domy dziecka.

Druga sprawa chyba bardziej realna to taką że zaczęłem się ponownie zastanawiać nad myślami jakie miałem w nocy opisanymi w poście „samodzielność” związanymi ze śmiercią moich opiekunów.
Ciekawe ile bym dostał lat za morderstwo tych osób-pewnie sporo gdyż pewnie bym nie powiedział czemu to zrobiłem.
Z drugiej strony ciekawe ile daje mieć świadomość dokonanej zemsty na kimś kto ewentualnie kogoś,jakoś skrzywdził,jak bardzo to pomaga w dalszym życiu.
To nie pierwszy film na faktach który tak się właśnie kończy że ofiara zabija oprawce i zapewne nie ostatni jaki mam możliwość obejrzeć.
Więc ile jest warta zemsta że mimo kary byłe ofiary decydują się na to.
Oczywiście ja nie planuje żadnej zemsty-pewnie życia by nie starczyło by każdego zlokalizować a zabić jednego w imię reszty to chyba nie to samo,zemsta wciąż byłaby nie pełna.
Jako ciekawostkę napisze że kiedyś będąc dzieckiem marzyłem o tatuażu na ramieniu,o wężu owiniętym wokół sztyletu-miecza co oznacza właśnie przysięgę zemsty na kimś lub czymś,przysięgę którą trza dokonać by ów wężowi dorysować koronę na głowie-to były tylko marzenia :)

(28.04.2010r.
temat ogólnodostępny specjalnie dla czytelników z forum kidprotect gdzie jak się okazało nie wolno na ten temat się wcale wypowiadać-niczym komunistyczna cenzura w mediach co nie odpowiednie to się blokuje lub wycina)

Ponieważ niektórzy z zainteresowanych czytelników blogu zastanawiają się jak dostać się do zabezpieczonych hasłem postów-postaram się to wyjaśnić.
Jak wiecie już od dawna sneyk nie jest już anonimowy w świecie realnym,są ludzie którzy czytają blog i z znanych sobie powodów zmieniają się w realnych kontaktach ze sneykiem po uzyskaniu wiedzy o mnie.
Głównie z tego też powodu dla tych właśnie ludzi,dla ich wygody i komfortu by nie musieli czytać a potem patrzeć mi w twarz starając się zrozumieć to co przeczytali a co zapewne niejednokrotnie przerasta standardowe ludzkie myślenie a także dla własnego bezpieczeństwa by nikt więcej z mojego realnego otoczenia nie czytał i nie musiał zmieniać o mnie poglądów i zdania tylko dla tego że poznaje moje wspomnienia i tajemnicę.
Z tych powodów zabezpieczam wszelkie kolejne posty hasłem.
By uzyskać hasło wystarczy się ujawnić,ujawnić swoją obecność na blogu poprzez rejestrację tutaj i dokonanie minimalnie dwóch komentarzy w różnych dniach pod wybranym przez siebie dostępnymi postami.
Pewnie ktoś pomyśli w jakim celu?
Otóż po rejestracji i dokonaniu komentarzy uzyskuje w łatwy sposób adres ip komputera osoby piszącej i sprawdzając ów adres mogę stwierdzić z jakiego miasta ktoś pisze.
Jeśli ów miasto nie jest moim miastem co wyklucza potrzebę zabezpieczeń podaje hasło dostępu do postów na zarejestrowany email.
Zdaje sobie sprawę że ów dyskomfort będzie na tyle uciążliwy że większość poprostu zrezygnuje z czytania ale tak naprawdę to nie pisze tego tylko po to by ktoś sobie czytał (w tym celu proponuje książkę lub gazetę) a osoby które po za samym czytaniem biorą coś więcej z zawartych tu informacji myślę że to nie przerazi gdyż rejestracja jest bardzo prosta a ów KOMENTARZE DLA CELÓW UZYSKANIA HASŁA NA PROŚBĘ MOGĘ ODRAZU SKASOWAĆ I NIGDY NIE POJAWIĄ SIĘ NA STRONIE WIĘC WYSTARCZY NAPISAĆ NAWET 1 ZNAK W RUBRYCE KOMENTARZE.

© 2010 Piekło Dzieciństwa Suffusion theme by Sayontan Sinha