Czasami bywa tak że ktoś za pomocą Internetu poprosi Sneyka o coś w rodzaju „wywiadu” w celu uzyskania jakiś tam informacji potrzebnych do jakiś pracy maturalnej czy też innej.
W sumie to zwykle się na to Sneyk zgadza i odpowiadam w wolnej chwili na wysłane mu pytania, w końcu to nic trudnego dostaje pytania i na nie odpowiada- hmm żeby tak też wyglądała terapia to pewnie chętnie by się na nią chodziło i nie kończyłyby się tak jak się kończyły.
No ale do sedna sprawy?
Niedawno Sneyk spełniał ponownie taką właśnie prośbę i odpowiedział emailem na zadane pytania tyczące się jak zwykle Sneyka „beztroskiego dzieciństwa” oraz spędzania go w placówkach wychowawczo opiekuńczych typu Dom Dziecka.
Choć takowy „wywiad” wykonywał drugi raz to w sumie nie miał większych problemów z odpowiedziami na zadane mu tam pytania, aż do właśnie tego ostatniego emaila.
Pytań zwykle jest nie wiele i zawsze zrozumiale sformułowane, jednakże jedno z tych ostatnich pytań sprawiło mu pewną trudność oraz dało do myślenia.
Choć nadal zastanawia się nad poprawną odpowiedzią na ów pytanie to jednak myśli że te pytanie jest co najmniej dziwne- bynajmniej jak dla Sneyka.
Pytanie te brzmiało:
„Jak ocenia Pan przygotowanie do życia rodzinnego przez placówkę w
której Pan się wychowywał?”
W swoim już kilko dziesięcioletnim życiu słyszał o nauce przygotowującej do różnych etapów życia takich jak np.: nauka do życia w społeczeństwie, w zespole-grupie, czy tez w zawodzie.
Jednak nigdy nie spotkał się z zagadnieniem na temat nauki do życia w rodzinie.
Czytając te pytanie pierwszą myślą było jak można nauczyć się życia w rodzinie?
Zakładając że w ów rodzinie jestem synem swojej matki od pierwszych sekund swoich narodzin to jak i kiedy mam się nauczyć bycia ów synem matki?
Czy to właśnie na tym polega że jeśli uczeń nie pojmie ów nauki życia w rodzinie to za karę trafia do placówki tracąc rodzinę?
Tak naprawdę to na czym polega nauka do życia w rodzinie?
Czym się różni od nauki do życia w społeczeństwie?
Sneyk na to pytanie nie wiedząc tak naprawdę co oznacza odpowiedział:
„Nigdy o tym tak nie myślałem.
Jednak jeśli bym już musiał ocenić placówki pod względem przygotowywania do życia w rodzinie to znacznie łatwiej byłoby to oceniać do przygotowywania do życia w samotności.
W placówkach dziecko uczy się raczej przetrwania niż życia, a doświadczenie jakie już posiada skłania go do przekonań że nigdy nie założy rodziny.”
A Waszym zdaniem czytelnicy Piekła dzieciństwa jak myślicie na czym polega nauka do życia w rodzinie?
Czego podczas ów nauki człowiek się uczy?
Zastanawiając się nad tym pytaniem pamiętajmy że już niemowlę jest członkiem rodziny i to bez żadnych nauk o egzaminach z tego przedmiotu już nie wspomnę.

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Dla mnie zycie w rodzinie to swiadomosc,poczucie silne i stabilne,ze jest pewna grupa osob,ktorej jest sie czescia,zawsze,wszedzie i bez wzgledu na wzglad,wiec tym osobom sie ufa i od nich sie wymaga zaufania,wie sie,ze zrobia dla ciebie jak nie wszystko to w kazdym badz razie wiele,i ze pomoga,i byc gotowym na podobna bezinteresownosc,na kompromisy,na niewygode,na poswiecenia w imie nie-mojego-osobistego dobra,starac sie z calych sil cos osiagnac,aby moc sie tym potem im pochwalic i zobaczyc dume w ich oczach,cierpiec,gdy niektore decyzje sa dla nich trudne i sprawiaja cierpienie,ale i moc wierzyc,ze jakos je potem/kiedys zaakceptuja,moc zadzwonic,przyjsc,zwierzyc sie nawet.Brzmi patetycznie,wiem,sama zdaje sobie z tego sprawe,nie nakrzyczcie na mnie za bardzo w komentarzach.Zreszta to teoria,praktyka zawsze szwankuje.Mowiac krotko zycie w rodzinie to wedlug mnie calkowite przeciwienstwo zycia aby tylko przezyc i przetrwac.Pelne emocji i uczuc,ktore osobie samej na swiecie moga byc nieznane,niezrozumiale i obce.Nie sadze,aby mozna tego bylo nauczac:) Zreszta rownie duzo zalezy od osob,ktore nas otaczaja jak od nas samych,wiec wszyscy musieliby uczeszczac na kursy:)
zgadzam się z TOBĄ SNEYK……..
Lisette CIEMNY TUNEL …….JEST W ŻYCIU KAŻDEGO CZŁOWIEKA ??, MOŻE I TAK JEST, ALE ZALEŻY TEŻ JAKI DŁUGI I JAKI CIEMNY JEST TEN TUNEL!!!!!………MÓJ NIE MA KOŃCA ……………………
Nikt z Nas nigdy nie będzie doskonały,ciągle uczymy się na błędach cudzych,własnych i poprzez tę naukę stajemy się z każdym wschodem słońca coraz lepsi,wraźliwsi..doskonalimy swoje wewnętrzne „Ja”,,
a może to tylko moja naiwność ..?
Nie jest też tak jak twierdzisz że „wyciągniete wnioski z przeszłości stają się wielką barierą do przyszłości”
bowiem nikt z nas zapewne nie chce tkwić w maraźmie,ułudzie lub innym nieodpowiednim układzie.To raczej zwyczajny brak środków do życia powoduje w nas bierność.Za 1200zł wypłaty trudno o cokolwiek..
są także decyzje podjęte zbyt pochopnie,nieprzemyslane w naszym szalonym życiu,które mozna zmienić dopiero po latach z różnych przyczyn..w życiu każdego czlowieka jest jakiś ciemny tunel z którego próbujemy wyjść i zawsze na końcu tunelu jest jakiś początek malutkiego światła
Ładnie napisane Lisette, naprawdę podoba mi się ten komentarz.
Szkoda tylko że czasami wyciągnięte ów wnioski z przeszłości okazują się wielką barierą do przyszłości…
Myślę,że Dom Dziecka (jakikolwiek) choćby nie wiem jak się starał,nie jest w stanie odpowiednio przygotować swych wychowanków do życia w rodzinie-co wcale nie oznacza,że wychowankowie domu dziecka są na pozycji straconej, która to z kolei przesądza o ich życiu w rodzinie.Czasami ciężkie traumy z przeszłości są silną motywacją niektórych jednostek do przygotowania się do życia w rodzinie
Jeżeli wyciągniemy odpowiednie wnioski ze swej przeszłości,start nasz nie musi być taki sam jak naszych poprzedników lub rodziców.Nikogo nie należy przekreślać a już na pewno,nie powinniśmy przekreślać samych siebie. Pozdrawiam
nie trzeba być w bidulu ,aby uczyć się przetrwanie,ja też się go uczyłam mimo tego,że nie trafiłam do bidula…
przetrwanie punkt numer 1 w moim życiu,pełnym ,bólu ,strachu,pijaństwa,ucieczek….i wielu ,wielu rzeczy o których trudno tu napisać…
tez nie wiem co to rodzina , a już na 100 procent pytanie przygotowanie do życie rodzinnego …?
masakra….czy tam wogle przygotowują do życia,czy wogle można przebywając w bidulu przygotować się do czegokolwiek,czy w patologicznej rodzinie też można???
nie my jesteśmy dziećmi ulicy!!!