Pisałem kiedyś o niezrozumiałym jak dla mnie „wstydzie” faktu, że było się wychowankiem domu dziecka.
Zawsze sądziłem, jako osoba dorosła, że nie ma znaczenia gdzie się mieszkało, jako dziecko dla innych dorosłych, myślałem, że każdy dorosły rozumie, że dziecko nie decyduje o swoim losie i o tym gdzie mieszka.
MYLIŁEM SIĘ!!
Jak pisałem w mojej nowej pracy mieszkałem w pokoju z innym współpracownikiem- alkoholikiem.
W pierwszy dzień ów osoba akurat była w trakcie „rozstania” się ze swoją partnerką i jakoś w tym momencie, gdy to żalił mi się, jako to by ona nie była zła itd. Powiedział, że jest taka, „bo wychowywała się w domu dziecka i nie zna życia”.
Nie mogłem tak bez słowa przyjąć tego stwierdzenia, więc pewnie z jakimś oburzeniem zapytałem się go, a raczej stwierdziłem gdyż nie oczekiwałem odpowiedzi:
„nie znam tej kobiety nie będę jej oceniał, ale Ja też wychowywałem się w domu dziecka i co uważasz, że też nie znam życia z tego powodu?”
Pomijając dalszy ciąg tej rozmowy przejdę dalej do tematu.
Tak, więc powiedziałem gościowi, że byłem w domu dziecka i kilka dni później, gdy już go lepiej poznałem wiedziałem, że pewnie wie o tym już chyba każdy z pracujących tu osób od szefostwa do pracownika.
Ów lokator oczywiście już tu nie pracuje i nie mieszka, zwolnił się zaraz po tym jak pozwolił Se na „pożyczenie sobie” bez pytania paru złotych ode mnie i obrażając się na mnie, że nazwałem go złodziejem zwolnił się z pracy i się wyprowadził- hmm ja tam z tego powodu nie płacze.
No, ale do rzeczy?
Drugą osobą, jakiej powiedziałem tu, że byłem w bidulu była moja pracodawczyni-szefowa.
Wiedziałem, że i tak już wie o tym, więc gdy zapytała się czy na wolne od pracy zamierzam jeździć do domu powiedziałem, że dom mój jest tam gdzie mieszkam i pracuje, dlatego szukam pracy z zakwaterowaniem, gdyż wychowywałem się w domu dziecka i nie utrzymuje rodzinnych kontaktów z nikim, choć mieszkają niedaleko.
Powiedziałem jej to ze względu na to by gdyby chciała mnie zwolnić by poinformowała mnie stosownie wcześniej o tym bym mógł znaleźć inną pracę z zakwaterowaniem.
Oczywiście zgodziła się, ale ja i tak w to nie wierzę zbytnio.
Piszę o tym gdyż parę dni temu popadłem w konflikt słowny o jakąś drobnostkę z pewną pracownicą w przybliżonym wieku do mojego.
Kobieta ta posiada chyba większe zaburzenia osobowości niż Ja, no, ale nie jestem znawcą psychiatrii, więc nie będę oceniać tego.
Chodzi o to, że w trakcie ów konfliktu słownego zaznaczę, że nie było w nim wyzwisk ani obelg po żadnej ze stron, ta kobieta powiedziała do mnie:
„wracaj do domu dziecka skąd przyszedłeś”
Tak te zdanie wywarło na mnie wrażenie, choć nigdy wewnętrznie nie wstydziłem się tego, że nie wychowywałem się przy tak zwanych rodzicach, a chyba nawet jestem wdzięczny za to, że przy nich się nie wychowywałem, to jednak słysząc ów zdanie poczułem się jakoś bardzo dziwnie.
Nie wiem czy słowa „jakbym był kimś gorszym od innych tylko dla tego, że nie wychowywali mnie rodzice” poprawnie opisują ów uczucie, ale po tym zdaniu stwierdziłem do niej „słuchaj no szmato hu.. Cię obchodzi moja przeszłość”
Wyzwałem ją od szmat, więc z pewnie wymuszonym płaczem na zawołanie poleciała do szefowej ze skargą nie wspominając oczywiście, dlaczego tak powiedziałem i od czego się zaczęło.
Ja dostałem ustne upomnienie bym nie kłócił się z pracownikami i ich nie wyzywał ona pewnie pochwałę i sprawa ucichła.
Osobiście nie wiem skąd wiedziała ów kobieta, że byłem w bidulu, od której ze wspomnianych dwóch osób i wcale mnie to nie obchodzi jednak ciekawi mnie fakt jak dorośli tak naprawdę akceptują innych dorosłych, gdy wiedzą np. o tym, że ów dorośli nie mieli cudownego dzieciństwa?
Czy nadal pomimo upływu tylu lat uważa się tych z bidula przez innych rówieśników za odłam społeczeństwa a osoby starsze wiekowo traktują byłych wychowanków z placówek z nieukrywaną litością jak to pamiętam z czasów, gdy byłem dzieckiem?
Puszczając wodze fantazji, czy co pewnie nigdy się nie sprawdzi gdybym poznał partnerkę i chciałbym się z nią ożenić ciekawe czy przed ślubem usłyszałbym od przyszłych teściów słowa do córki ” nie wychodź za niego, on jest nikim wychowywał się w domu dziecka, nawet jego rodzina go nie chciała”
A po ślubie od żony podczas sprzeczek małżeńskich bym słyszał, „co ty wiesz nie znasz życia, wychowywałeś się w domu dziecka”
Hmm mówi się, że Człowiek jest najmądrzejszą żyjącą istotą na ziemi- CZY OBY NA PEWNO?
mar 132011

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Nigdy nie byłabym z osobą, która, choćby i w czasie najostrzejszej kłótni, wypomniała mi moje pochodzenie. Czasy podstawówki, gdy dzieci biegały za mną (brakowało im jeszcze kołka osinowego i czosnku) i krzyczały: ?znajda, znajda?, dawno się skończyły. Chociaż nie mam do nich pretensji, same tego nie wymyśliły, pewnie usłyszały w domu.. Ale jaki szacunek mógłby mieć do mnie partner, który używa tej informacji jako karty przetargowej?
Przecie zrobiłam w cudzysłowiu !
istnieją zabójstwa w afekcie,oczywiście nie usprawiedliwiam ich,ale gdyby ktoś skrzywdził moje dziecko mogłabym zareagowac nieracjonalnie,może posunąć się nawet do najgorszego..
Dobranoc
Masz na to jakieś dowody?

Jaki inna istota na ziemi zabija bez powodu czy też tylko z ludzkich bezsensownych powódek swoich bliskich?
99% okrucienstw wykonanych przez człowieka to czysta chciwość lub egoizm (zdrada itd..)
Czy to jest oznaką mądrości?
hmm wolę już być psem lub jakimś padalcem
Pozdrawiam
Taa ! człowiek sneyk-u jest ” najmądrzejszą istotą na ziemi ”
)
pozdrawiam