Ankiety

Myślę że opisy na tej stronie to:

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

1.Kontakt

Gadu-Gadu: 4028876
_______________________
E-mail: sneyk@pieklo-dziecinstwa.pl

Czasami bywa tak że ktoś za pomocą Internetu poprosi Sneyka o coś w rodzaju „wywiadu” w celu uzyskania jakiś tam informacji potrzebnych do jakiś pracy maturalnej czy też innej.
W sumie to zwykle się na to Sneyk zgadza i odpowiadam w wolnej chwili na wysłane mu pytania, w końcu to nic trudnego dostaje pytania i na nie odpowiada- hmm żeby tak też wyglądała terapia to pewnie chętnie by się na nią chodziło i nie kończyłyby się tak jak się kończyły.
No ale do sedna sprawy?
Niedawno Sneyk spełniał ponownie taką właśnie prośbę i odpowiedział emailem na zadane pytania tyczące się jak zwykle Sneyka „beztroskiego dzieciństwa” oraz spędzania go w placówkach wychowawczo opiekuńczych typu Dom Dziecka.
Choć takowy „wywiad” wykonywał drugi raz to w sumie nie miał większych problemów z odpowiedziami na zadane mu tam pytania, aż do właśnie tego ostatniego emaila.
Pytań zwykle jest nie wiele i zawsze zrozumiale sformułowane, jednakże jedno z tych ostatnich pytań sprawiło mu pewną trudność oraz dało do myślenia.
Choć nadal zastanawia się nad poprawną odpowiedzią na ów pytanie to jednak myśli że te pytanie jest co najmniej dziwne- bynajmniej jak dla Sneyka.
Pytanie te brzmiało:
„Jak ocenia Pan przygotowanie do życia rodzinnego przez placówkę w
której Pan się wychowywał?”

W swoim już kilko dziesięcioletnim życiu słyszał o nauce przygotowującej do różnych etapów życia takich jak np.: nauka do życia w społeczeństwie, w zespole-grupie, czy tez w zawodzie.
Jednak nigdy nie spotkał się z zagadnieniem na temat nauki do życia w rodzinie.
Czytając te pytanie pierwszą myślą było jak można nauczyć się życia w rodzinie?
Zakładając że w ów rodzinie jestem synem swojej matki od pierwszych sekund swoich narodzin to jak i kiedy mam się nauczyć bycia ów synem matki?
Czy to właśnie na tym polega że jeśli uczeń nie pojmie ów nauki życia w rodzinie to za karę trafia do placówki tracąc rodzinę?
Tak naprawdę to na czym polega nauka do życia w rodzinie?
Czym się różni od nauki do życia w społeczeństwie?
Sneyk na to pytanie nie wiedząc tak naprawdę co oznacza odpowiedział:
„Nigdy o tym tak nie myślałem.
Jednak jeśli bym już musiał ocenić placówki pod względem przygotowywania do życia w rodzinie to znacznie łatwiej byłoby to oceniać do przygotowywania do życia w samotności.
W placówkach dziecko uczy się raczej przetrwania niż życia, a doświadczenie jakie już posiada skłania go do przekonań że nigdy nie założy rodziny.”

A Waszym zdaniem czytelnicy Piekła dzieciństwa jak myślicie na czym polega nauka do życia w rodzinie?
Czego podczas ów nauki człowiek się uczy?
Zastanawiając się nad tym pytaniem pamiętajmy że już niemowlę jest członkiem rodziny i to bez żadnych nauk o egzaminach z tego przedmiotu już nie wspomnę.

Pisałem kiedyś o niezrozumiałym jak dla mnie „wstydzie” faktu, że było się wychowankiem domu dziecka.
Zawsze sądziłem, jako osoba dorosła, że nie ma znaczenia gdzie się mieszkało, jako dziecko dla innych dorosłych, myślałem, że każdy dorosły rozumie, że dziecko nie decyduje o swoim losie i o tym gdzie mieszka.
MYLIŁEM SIĘ!!
Jak pisałem w mojej nowej pracy mieszkałem w pokoju z innym współpracownikiem- alkoholikiem.
W pierwszy dzień ów osoba akurat była w trakcie „rozstania” się ze swoją partnerką i jakoś w tym momencie, gdy to żalił mi się, jako to by ona nie była zła itd. Powiedział, że jest taka, „bo wychowywała się w domu dziecka i nie zna życia”.
Nie mogłem tak bez słowa przyjąć tego stwierdzenia, więc pewnie z jakimś oburzeniem zapytałem się go, a raczej stwierdziłem gdyż nie oczekiwałem odpowiedzi:
„nie znam tej kobiety nie będę jej oceniał, ale Ja też wychowywałem się w domu dziecka i co uważasz, że też nie znam życia z tego powodu?”
Pomijając dalszy ciąg tej rozmowy przejdę dalej do tematu.
Tak, więc powiedziałem gościowi, że byłem w domu dziecka i kilka dni później, gdy już go lepiej poznałem wiedziałem, że pewnie wie o tym już chyba każdy z pracujących tu osób od szefostwa do pracownika.
Ów lokator oczywiście już tu nie pracuje i nie mieszka, zwolnił się zaraz po tym jak pozwolił Se na „pożyczenie sobie” bez pytania paru złotych ode mnie i obrażając się na mnie, że nazwałem go złodziejem zwolnił się z pracy i się wyprowadził- hmm ja tam z tego powodu nie płacze.
No, ale do rzeczy?
Drugą osobą, jakiej powiedziałem tu, że byłem w bidulu była moja pracodawczyni-szefowa.
Wiedziałem, że i tak już wie o tym, więc gdy zapytała się czy na wolne od pracy zamierzam jeździć do domu powiedziałem, że dom mój jest tam gdzie mieszkam i pracuje, dlatego szukam pracy z zakwaterowaniem, gdyż wychowywałem się w domu dziecka i nie utrzymuje rodzinnych kontaktów z nikim, choć mieszkają niedaleko.
Powiedziałem jej to ze względu na to by gdyby chciała mnie zwolnić by poinformowała mnie stosownie wcześniej o tym bym mógł znaleźć inną pracę z zakwaterowaniem.
Oczywiście zgodziła się, ale ja i tak w to nie wierzę zbytnio.
Piszę o tym gdyż parę dni temu popadłem w konflikt słowny o jakąś drobnostkę z pewną pracownicą w przybliżonym wieku do mojego.
Kobieta ta posiada chyba większe zaburzenia osobowości niż Ja, no, ale nie jestem znawcą psychiatrii, więc nie będę oceniać tego.
Chodzi o to, że w trakcie ów konfliktu słownego zaznaczę, że nie było w nim wyzwisk ani obelg po żadnej ze stron, ta kobieta powiedziała do mnie:
„wracaj do domu dziecka skąd przyszedłeś”
Tak te zdanie wywarło na mnie wrażenie, choć nigdy wewnętrznie nie wstydziłem się tego, że nie wychowywałem się przy tak zwanych rodzicach, a chyba nawet jestem wdzięczny za to, że przy nich się nie wychowywałem, to jednak słysząc ów zdanie poczułem się jakoś bardzo dziwnie.
Nie wiem czy słowa „jakbym był kimś gorszym od innych tylko dla tego, że nie wychowywali mnie rodzice” poprawnie opisują ów uczucie, ale po tym zdaniu stwierdziłem do niej „słuchaj no szmato hu.. Cię obchodzi moja przeszłość”
Wyzwałem ją od szmat, więc z pewnie wymuszonym płaczem na zawołanie poleciała do szefowej ze skargą nie wspominając oczywiście, dlaczego tak powiedziałem i od czego się zaczęło.
Ja dostałem ustne upomnienie bym nie kłócił się z pracownikami i ich nie wyzywał ona pewnie pochwałę i sprawa ucichła.
Osobiście nie wiem skąd wiedziała ów kobieta, że byłem w bidulu, od której ze wspomnianych dwóch osób i wcale mnie to nie obchodzi jednak ciekawi mnie fakt jak dorośli tak naprawdę akceptują innych dorosłych, gdy wiedzą np. o tym, że ów dorośli nie mieli cudownego dzieciństwa?
Czy nadal pomimo upływu tylu lat uważa się tych z bidula przez innych rówieśników za odłam społeczeństwa a osoby starsze wiekowo traktują byłych wychowanków z placówek z nieukrywaną litością jak to pamiętam z czasów, gdy byłem dzieckiem?
Puszczając wodze fantazji, czy co pewnie nigdy się nie sprawdzi gdybym poznał partnerkę i chciałbym się z nią ożenić ciekawe czy przed ślubem usłyszałbym od przyszłych teściów słowa do córki ” nie wychodź za niego, on jest nikim wychowywał się w domu dziecka, nawet jego rodzina go nie chciała”
A po ślubie od żony podczas sprzeczek małżeńskich bym słyszał, „co ty wiesz nie znasz życia, wychowywałeś się w domu dziecka”
Hmm mówi się, że Człowiek jest najmądrzejszą żyjącą istotą na ziemi- CZY OBY NA PEWNO?

© 2010 Piekło Dzieciństwa Suffusion theme by Sayontan Sinha