Skoro jestem już przy ucieczkach z bidula i dziwnych miejscach na sen, to opisze tu jeszcze parę innych historii z tym związane, które utkwiły mi w pamięci.
Jak już pisałem jednym z takich miejsc był właśnie ten budynek do rozbiórki, a zapamiętałem go pewnie z powodu, iż była to jedna z najzimniejszych nocy w moim życiu.
Inne z dziwnych miejsc to była winda w galeriowcu na Leningradach.
Leningrady to jak pewnie każdy kojarzy jest to osiedle „leżących” wieżowców tak bardzo chętnie budowane za czasów PRL-u.
Tak, więc jeśli ktoś nie wie to zwykle w takich budynkach są dwie windy a tylko jedna posiada dodatkowe pomieszczenie używane w razie transportu większych „gabarytów” Np. mebli.
To właśnie w takiej windzie w jakimś mieście postanowiłem spędzić noc.
Miejsca zawsze wybierałem pod względem bezpieczeństwa- by nie zostać przez nikogo zauważonym i ciepła- by nie zmarznąć, ów dodatkowe pomieszczenie na takie wyglądało.
Niestety pozory mylą, gdyż mimo tego, że było ciepło i w miarę czysto to jednak całą noc strasznie się bałem czy oby bezpiecznie.
Nie wiem czy tak tam było zawsze czy tylko tego dnia, a raczej nocy, ale gdy Ja próbowałem się przespać to niemal całą noc ktoś sobie jeździł ów windą w górę i duł.
Nie trudno się domyśleć, że za każdym razem, gdy winda ruszała to jako dziecko na ucieczce schowany w „przedziale” na meble miałem tak zwane „serce w gardle” ze strachu, że ktoś tu zajrzy i na tym zakończy się moja ucieczka.
Tak to miała być spokojna, przespana noc w bezpiecznym miejscu, a okazała się nie przespaną nocą strachu i obaw.
Hmm czy ludzie nie wiedzą, co to cisza nocna?- Dziecko budzić!
Inne z pamiętanych miejsc to niewątpliwie stóg siana gdzieś w polu chyba w okolicach Radomia.
Nie pamiętam z tej nocy zbyt wiele po za faktem, że spałem tam razem z jakimś towarzyszem ucieczki i nim się całkiem obudziłem to prawie, że przez sen coś głaskałem, gdy już oprzytomniałem to coś okazało się naprawdę wielkim szczurem, jakiego kiedykolwiek do tamtego czasu widziałem a trza Wam wiedzieć, że był to okres „medialnych” opowieści o niemożliwych do zabicia „czarnych szczurach”- jeśli to pamiętacie.
Choć nie należałem już do osób bojących się jakiś zwierząt, to jednak wtedy strasznie się przestraszyłem i jak tylko wywaliłem ów „maskotkę do snu dziecka” z krzykiem i paniką schowałem się w głąb stogu niemal, że na sam jego dół wkopując się od góry- a był wysoki.
Innym pamiętnym miejscem, jakie na zawsze zapamiętam to było poddasze jakiegoś budynku typu stare budownictwo, chyba w Szczecinie Dąbie a może i nie.
Tak czy owak również wtedy miałem jakiegoś towarzysza wędrówki przez świat.
Tak, więc razem z nim szukamy miejsca na sen.
Uczony doświadczeniem wiedziałem, iż w tamtych czasach niemal każdy dom mający dach szpiczasty miał wtedy jakieś poddasze, co za tym idzie było prawie pewne, że miał niezamieszkały strych.
Strych w takich budynkach był często bezpiecznym miejscem na sen, prawie jak piwnice w budynkach z „płaskim” dachem.
Tak, więc idziemy do budynku z szpiczastym dachem, tak jak założyliśmy okazuje się, że posiada ten budynek otwarty strych gdzie postanawiamy zostać do rana.
Oczywiście nim udajemy się na spoczynek poznajemy nowe pomieszczenie szperając gdzie tylko można.
Pamiętam, że znalazłem tam wtedy jakąś białą rozkładaną laskę, wtedy nie zdawałem sobie sprawy o funkcji tego przedmiotu, dziś wiem, że była to laska, jaką używają osoby niewidome.
Znaleźliśmy tam też kolekcie książek gatunku „tygrysy”- jeśli pamiętacie, co to za książki, które mieliśmy zamiar sprzedać następnego dnia na jakimś rynku, co często robiliśmy, gdy mieliśmy jakieś książki.
Była tam też jakaś zabawka, którą chciałem zabrać, nie pamiętam, jaka, jakiś ludzik chyba z gumy z ruchomymi kończynami.
Tak, więc w trakcie poznawania terenu odkrywamy, iż na tym strychu jest nawet sprawna ubikacja, co wtedy uważamy za mało znaczący fakt i kładziemy się spać na jakimś starym materacu.
Wcześnie rano budzi mnie mój towarzysz mocno przestraszony i mów coś od rzeczy, że ktoś tu był, że ktoś był w tej ubikacji czy coś takiego.
Nie pamiętam dokładnie jak dalej potoczyły się sytuacje, ale pamiętam, że chwilę potem, gdy zostałem obudzony przez towarzysza podróży usłyszałem w głębi budynku głosy rozmowy o treści podobnej do cytowanej:
„tam ktoś śpi. To są jakieś dzieci, dzwoń na milicję”
Nie czekaliśmy na dalszy rozwój sytuacji i dosłownie biegiem wyskoczyliśmy z tego budynku, zostawiając wszelkie rzeczy planowane do zabrania i nie czekając na śniadanie schowaliśmy się w jakieś krzaki a potem ruszyliśmy w dalszą drogę- gdziekolwiek by to nie było.

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)