Dzisiaj udałem się na zakupy do jednego z większych dyskontów spożywczych.
Niby nic nadzwyczajnego już byłem w tym sklepie nie jednokrotnie, mieści się parę kilometrów od wioski, w której mieszkam a znajduje się w większym miasteczku.
Tak, więc podchodzę pod ów sklep jak wielu ludzi przede mną.
Widok, jaki ujrzałem tuż przed wejściem do ów sklepu chyba podniósł mi ciśnienie na maxa.
Tuż przed wejściem siedzi wizualnie młoda kobieta z talerzykiem w ręku, a obok niej wózek dziecięcy wraz z zawartością- dzieckiem.
Spojrzałem na ów kobietę z pogardą i wszedłem na zakupy.
W sklepie nie byłem zbyt długo może z 10 minut, po czym wychodząc ponownie spojrzałem na kobietę, która właśnie przytula ów dziecko do siebie i idę w swoją stronę tak jak wielu ludzi przede mną.
Odszedłem może 5 metrów od tego sklepu i dalej nie mogłem iść, po prostu nie potrafiłem.
Ci, co czytają moją stronę od początku wiedzą, że byłem wychowankiem domu dziecka, ośrodka wychowawczego oraz że siedziałem w więzieniu.
W takich miejscach od najmłodszych lat człowiek uczy się, że choćby nie wiem, co się działo to nie dzwoni się na Milicję-Policję, wszelkie sprawy załatwia się samemu lub też za pomocą znajomych, ale nigdy nie miesza się do tego władz czy to państwowych czy też wewnętrznych np. wychowawców gdyż jest się wtedy konfidentem-kapusiem, więc kimś gorszym od człowieka- tak zostałem wychowany.
Wychodząc z tego sklepu po przejściu tych 5 metrów stanąłem i obserwując ów kobietę i dziecko z nią wiedziałem, że nie mogę tego tak zostawić jak zrobili to dziesiątki klientów tego sklepu przede mną.
Nie wiedziałem jednak, co uczynić.
W mojej głowie kłębiły się tylko dwa wyjścia z tej sytuacji skoro trzecie, znaczy się odejście nie wchodziło w grę.
Pierwsze wyjście to podejść do tej kobiety i pogonić ją z stamtąd, ale ponieważ widok ten naprawdę mnie ruszył to wiedziałem, że to by nie była grzeczna rozmowa a nawet mogłoby dojść do rękoczynu.
Drugie wyjście to zadzwonić na Policję, ale jak pisałem nic nie tłumaczy korzystanie z ich usług (no chyba, że jesteśmy głodni, policja jest po to by służyć i chronić, więc zapewne hamburgera przywiozą nawet z innego miasta-, jeśli nie wpadną po drodze do jeziora).
Tak, więc stoję dobre 5 minut walcząc z myślami, co uczynić, w końcu wykręcam zakazany numer 997 i przedstawiając sytuację podając lokalizację sklepy słyszę, że policja się tym zajmie.
Myślę, że z ciekawości dalszego rozwoju sytuacji postanowiłem poczekać i popatrzeć na ów reakcję policji.
Stoję tak przed tym sklepem z jakieś 15 minut wypatrując przedstawicieli władzy, bez rezultatu.
Ja osoba dorosła ubrana odpowiednio na porę roku stojąc i czekając na policję naprawdę bardzo zmarzłem w przeciągu tych paru minut, mimo tego, że miałem nawet rękawiczki.
Nie mogąc się doczekać policji dzwonię do nich po raz drugi i już uniesionym głosem pytam się, kiedy łaskawie ktoś tu przyjedzie, przecież jest cholernie zimno mi a nie wspomnę jak zimno musi być temu dziecku, które ma góra 4 lata?
W odpowiedzi słyszę, że nie z nim rozmawiałem 15 minut temu i pyta gdzie to jest?
Ponownie podaje adres i ponownie słyszę, że się tym zajmą.
Tą rozmowę przeprowadzałem nie daleko tej kobiety, która słysząc rozmowę zabrała dziecko do wózka i odszedł z przed sklepu w kierunku, w którym ja też się udawałem, a policji oczywiście nie było.
Mijając tą kobietę nie mogłem się powstrzymać i spojrzawszy na nią splunąłem z pogardą na chodnik.
Na ten widok kobieta zwróciła się do mnie z pretensjami:
Ona-, Co, coś ci się nie podoba?!
Ja- Tak nie podoba mi się, co robisz z tym dzieckiem!
Ona- Twoje dziecko?
Ja- Nie a twoje?
Ona- Moje!
Ja- Nie!, Nie twoje ty je tylko wychowujesz, a jak to roisz wiesz najlepiej.
Tak też zakończyła się ta rozmowa i całe spotkanie, bez policji (pewnie stali za hamburgerem).
Osobiście rozumiem motywy działania tej kobiety, jednak nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy wchodzili i wychodzili z tego sklepu.
Nie rozumiem, dlaczego dziesiątki ludzi przede mną nic nie zrobili, w żaden sposób nie zareagowali?
Nikogo naprawdę nie interesowało to, że jest zimno i że te dziecko nie jest tam z własnej nieprzymuszonej woli i przez sam fakt pobytu pod tym sklepem marznie?
Czy rzucona złotówka ta talerzyk matki załatwia sprawę dziecka i jego dobrobytu?
ZNIECZULICA!- a ja się czasem zastanawiałem, czemu nikt nie wzywał milicji, gdy wychowywany przez biologicznych rodziców nikt z sąsiadów nie reagował, gdy zapewne niejedno krotnie wołałem o litość i pomoc.
Co tam sąsiedzi skoro w tym sklepie pewnie były całe bloki ludzi?
A policja?
No cóż sami zdecydujcie, po co tak naprawdę jest i kiedy pracują.
„Art., 160. § 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”
Niżej zdjęcie opisanych osób.

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)