Wracając do początku tego tematu zaufanie, jak się na tym wychodzi, gdy takowe się okazuje?
Nie będę tu pisał o dzieciństwie i skutkach zaufania dorosłym-o tym już wiele pisałem, ale o obecnych czasach i obecnych wydarzeniach w moim życiu.
Człowiek z takich czy innych powodów wyjeżdża za pracą po za teren gdzie ma poukładane „życie” licząc na polepszenie swojej sytuacji czy polepszenia życia.
Dostaje ofertę pracy wiec nie jedzie w ciemno a dokładnie ma wszystko zaplanowane, gdyż przez telefon obiecano mu to, co mu odpowiada, to, czego szuka i na co liczył.
Inaczej pisząc ufa człowiekowi w to, co mówi, co obiecuje.
Gdy ów człowiek zostawia wszystko i wyjeżdża by realizować swoje plany i marzenia okazuje się, że to mrzonki, ze nie wiele z tego, co mu obiecano jest prawdą.
No, ale człowiek chce ufać człowiekowi, choć właśnie się na tym już nie raz „przejechał?”, dlatego też „nie pakuje Wszystkich do jednego worka” i ufa kolejnej osobie i w jego obietnice.
Z jakim skutkiem wychodzi ufając po raz kolejny myślę, że to widać w tym temacie.
Pracodawca, który ściąga pracownika z innego rejonu i nie jest zadowolony z ów pracownika gdyż, np. pracownik oferował więcej niż naprawdę miał do zaoferowania lub też szkodzi swoją osobą pracodawcy poprzez nieodpowiedzialność np: alkohol to ów pracodawca zawsze może powiedzieć takiemu pracownikowi, że mu dziękuje za współpracę nic nie tracąc.
Co jednak, gdy to pracownik zostaje „zwabiony” obietnicami przez pracodawcę?
Taki pracownik zostawia wszystko i jedzie bez powrotu, bez wyboru, bez natychmiastowego wyjścia ewakuującego się do lepszych warunków.
Codziennie mówię sobie, że ?żyje jak menel, jak bezdomny, choć mam pracę ?
Oczywiście, że nadal szukam pracy i ludzkich warunków dla pracownika, ale to już nie jest zaufanie a przymus i z tego też właśnie przyjmę pierwszą lepszą propozycje licząc na szczęście, którego nie posiadam.
Trzeba ufać ludzią- Hmm, którym?
Gdzie są ci ludzie, których własne słowa nie są zmienne niczym wiatr?
Dawno temu chyba jako jeszcze dziecko usłyszałem powiedzenie:
„szczęśliwy człowiek ten, który nie posiada nic do stracenia”
Patrząc na całe moje życie myślę, że jestem takim właśnie człowiekiem, który nie ma nic do stracenia.
Nie stracę miłości, bo jej nie znam, nie stracę rzeczy wartościowych, bo jedyne, jakie posiadam mogę zabrać ze sobą w ciągu 5 minut (a najcenniejszy jest chyba mój laptop wart może ze 600zł.)
Jednak jak to się ma do szczęścia?
Czy oby na pewno można nazwać mnie „szczęśliwym człowiekiem”?- Kiedyś myślałem, że tak dziś jednak wątpię w prawdziwość tego powiedzenia i chyba wolałbym mieć coś do stracenia i przez to być nieszczęśliwym, im więcej tego nieszczęścia tym było by lepiej a nóż bym tego nie stracił………

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
jesteś silnym człowiekiem,trzymaJ SIĘ
Czy masz BPD?
Co znaczy być szczęśliwym lub nieszczęśliwym człowiekiem? Jak się czegos nie ma trudno to stracić i człowiek nie wie jakby to było.
A co do ludzi-pracodawców, to powiem tylko tyle „Broń nas Panie Boże przed „prywaciarzami”, dla których liczy się tylko ich zysk i nic więcej nie widzą poza czubkiem swego nosa.
Jak można tak traktować człowieka??
Życzę Ci znalezienia pracy i zakwetorowania na poziomie. Trzymam kciuki