Pociągi zielone dalekobieżne głównie pośpieszne rzadziej osobowe będąc dzieckiem mój ulubiony darmowy transport po polsce.
Nie pamiętam już od jakiego to znawcy darmowych podróży koleją dostałem kilka cennych rad jak nie zostać złapanym ale dziś pamiętam że sprawdziłem skuteczność 2 z trzech przekazanych mi instrukcji i zawsze się udawało i pewnie dziś też by się udało z tego co widziałem jadąc niedawno do mojego nowego miejsca zamieszkania.
Pierwsza z tych rad brzmiała by zamykając się w toalecie pociągu nie zamykać zamku a tylko podstawić pod klamkę kij z widełkami na końcu takimi jak na proce,podał wtedy dokładne wymiary długości ów kija (dziś ich nie pamiętam).
Metoda ta miała za zadanie zablokować dźwi od toalety pociągu w której się znajdowałem a nie powodować zapalenia się światła informującego konduktora o tym że ktoś jest w toalecie (takie światło zawsze jest nad dźwiami wejściowymi do wagonu z przedziałami dla podróżnych)
Brak pałacego się światła było dla konduktora informacja że toaleta jest wolna więc nie zaglądał a pasażer chcąc skorzystać z toalety myślał że ów toaleta jest nie czynna gdyż była zamknięta i szedł do innej.
Sposób dobry ale nie dawał stu procentowej gwarancji wkońcu ktoś mógł zapytać konduktora o dostępność toalety lub sam konduktor nie patrząc na światło mógł sprawdzić czy nikogo tam nie ma.
Ja osobiście tą metodę wypróbowałem tylko raz i się udało choć o wygody wtedy trudno było prosić,kabina mała podróż zwykle długa niejednokrotnie nawet całą noc a położyć nie było się gdzie wie na siedząco się spalo.
Trzeci sposób którego nie sprawdziłem nigdy to taki że ponoć w toalecie pociągu jest na górze suficie klapa po jej otwarciu jest wystarczająco dużo miejsca by dziecko mogło się tam wcisnąć i na leżąco przejechać całą trasę.
Problem polegał tylko na zdobyci odpowiedniego klucza-klamki do otwarcia ów klapy czego nigdy nie zdobyłem więc też tego nie sprawdziłem.
O drugim moim zdaniem do dziś pewnym,bezpiecznym i wmiarę wygodnym darmowym sposobem każdy koleją dla dziecka na ucieczce bez biletu opisze następnym razem.
Zwykłymi pociągami osobowymi jeździłem dość często głównie w okresie pierwszycz ucieczek z domu dzieck gdy będąc jeszcze na tyle mały i głupi że wierzyłem w miłość rodzicielską i swoje kroki uciekając z placówki kierowałem do domu rodzinnego do biologicznej matki a później tylko do rodzinnego miasta jako jedynego które znałem.
W takim pociągu tak naprawdę to nie ma możliwości bezpiecznej podróży bez biletu i głównie nastawia się na szczęście-uda się lub też nie.
Jedyne miejsce gdzie można się schować przed konduktorem to jest toaleta w pociągu ale niemal każdy konduktor sprawdza ów miejsce osobiście lub też patrzący na światełko nad dźwiami które się zapala gdy ów toaleta jest zamknięta.
Dlatego też podstawowym sposobem jaki stosowałem było poprostu udawanie że się śpi licząc że konduktor też człowiek i dziecka nie obudzi a wrazie gdyby jednak to zrobił miałem zawsze jakiś bilet w kieszeni wyciągnięty ze śmietniczki w ów pociągu wywalonym przez jakiegoś pasażera który wywalil bilet wysiadając na jakiejś wcześniejszej stacji-wtedy zawsze można było powiedzieć że się zaspało.
Jedyna podróż która utkwiła mi w pamięci to ta którą to jak zwykle jechałem do „domu” i idąc do toalety natknęlem się na konduktora który poprosił mnie o bilet.
Oczywiście biletu nie miałem bo niby skąd.
Starając się ukryć strach szybko odpowiedziałem że bilet ma tata który siedzi w następnym przedziale.
Ów konduktor nie dał mi wiary i udał się wraz zemną na poszukiwanie ów taty.
Ponieważ ów tata nie istniał co okazało się po przejściu całego pociągu wraz z konduktorem,konduktor zabrał mnie do przedziału służbowego każąc mi tam siedzieć i zamkną dźwi bym nie wyszedł-jak wtedy myślałem.
Po paru minutach powrócił ja już będąc mocno w strachu będąc pewny że wracam do domu dziecka siedziałem w tym przedziale w oczekiwaniu na milicję która mnie zabierze.
Nagle ów konduktor otwiera dźwi i stojąc w dźwiach pyta dokąd jadę słysząc moja odpowiedź mówi bym zapukał do pomieszczenia obok gdzie siedziała obsługa pociągu gdy będę chciał wysiąść ale miałem mu obiecać że nie będę więcej go okłamywał co uczyniłem wcale nie wierząc w to że tak poprostu mnie wypuści.
Na końcu podróży przy mojej stacji docelowej konduktor sam wyszedł i mnie wypuścił ot tak poprostu.
Choć bardzo mnie to zdziwiło to jak już pisałem już wtedy wiedziałem że konduktor to też człowiek.
Do dziś zastanawiam się wspominająca swoje ucieczki nad jednym pytaniem,a mianowicie co tak długo ciągło mnie do „domu” do mojego miasta i moich „rodziców”?
Przecież człowiek czy mały czy duży uczy się na własnych błędach i już po pierwszych próbach powrotu do „domu” i oddawania mnie przez „rodziców” milicji by mnie odzieżli powinienem dać se spokój z tym miastem i tymi ludźmi a jednak wiele razy tam wracałem liczba na jakieś zmiany w ich zachowaniu.
Wersja że dziecko zawsze ucieka tam gdzie czuło się bezpieczne i „kochane” raczej w tym przypadku nie miała racji bytu o czym wiecie czytając blog od początku no może po za pojęciem „kochane” ale to już zależy od punktu widzenia jeśli by kojarzyć pojęcie „kochać” z pojęciem „sex” co chyba jak miałem okazję się przekonać jedno nie istnieje bez drugiego to byłem „kochanym dzieckiem” a bynajmniej przed wprowadzeniem się mojego „ojczyma”-ale o tym już było…..
Będąc na ucieczce z domu dziecka jadąc pociągiem towarowym łączy się tylko jedna historia gdyż tylko raz odważyłem się na podróż tym że właśnie środkiem transportu.
Pamiętam że było nas wtedy dwuch ja i jeszcze jeden chłopiec nie wiem kto dokładnie więc nie określe czy też uciekł z domu dziecka czy też z rodzinnego domu.
Gdzieś w polsce na jakiejś stacji kolejowej postanowiliśmy spróbować transportu rodem z filmu pociągiem towarowym wkońcu tam nie ma konduktorów sprawdzejących biletów.
Na takich wagonach kiedyś były napisana kartka ze stacją docelową i wybierając wtedy odpowiednią stacje gdzie chcieliśmy jechać wsiedliśmy do wagonu z nie zabląbowanymi dźwiami zamykając je za sobą.
Pamiętam dziś nasz strach i obawę słysząc zbliżającego się pracownika koleji który sutkał młotkiem w jakieś resory pod wagonami.
Wkońcu pociąg ruszył z miejsca.
Choć podróż nasza była krótka nie potrafię określić jak krótka to jednak wydawało nam się że trwa wieczność gdyż w środku było naprawdę bardzo zimno i nasze młode wtedy organizmy nie były przystosowane na taką podróż dlatego też wysiedliśmy na pierwszej stacji na której ów pociąg się zatrzymał a wcześniej pojawiały się plany by wyskoczyć z tego wagonu w biegu pociągu lecz brakło nam na to odwagi.
Szkoda że nie pamiętam jaka to była pora roku wtedy ale chyba nie zima to mimo wszystko każdy pociągiem towarowym nie polecam nikomu chyba że w lokomotywie
Jadąc za pracą pociągiem jakoś mimowolnie zaczęłem wspominać sobie swoje podróże pociągami „na gapę”.
Tak też opisze tu sposoby jazdy pociągiem za darmo gdy jest się dzieckiem gdyż raczej to nie działa co do osób dorosłych.
W czasach gdy często jeździłem pociągami będąc na ucieczce z domu dziecka jako dziecko odróżniałem 3 rodzaje pociągów:
1.pociągi towarowe (tego nie będę wyjaśniał każdy wie jak wygląda pociąg towarowy)
2.pociągi żółte (tak nazywałem pociągi regionalne. Tak zwane elektryczne z rozsuwanymi dźwiami w wagonach.
3.pociągi zielone (do tych pociągów zaliczały się wszelkie pociągi dalekobieżne typu pośpieszne ekspresowe i wszelkie inne takie z przedziałami dla pasażerów w wagonach.
W kolejnych wpisach będę opisywał historię związane z podróżami takimi właśnie pociągami jakie miałem okazję przeżyć będąc na gigancie-ucieczce z domu dziecka gdy nie miałem więcej niż 13 lat.
Jak wcześniej pisałem na wskutek opisanych już okoliczności postanowiłem zwolnić się z pracy i poszukać nowej.
W międzyczasie znalazłem też choć może nie taką jaką chciałem ale dającą szansę na zmiany w moim życiu terapię.
Niestety szybko się okazało że te dwa wydarzenia stały się sprzeczne z sobą gdyż nie znajdowałem zatrudnienia w mieście w którym mieszkałem i znalazłem terapię.
Z tego też powodu okazało się że za pracą musiałem wyemigrować w inne rejony polski a co za tym idzie uczęszczanie na terapię stało się nie możliwe ze względu na odległość to jest ponad 450km.
Nie wiem czy to losowy paradoks czy znak od życia że nigdy nie może być tak jak bym tego chciał a może po prostu mam już takiego pecha że znajdując coś czego szukam od lat tracę coś innego przez co muszę stracić to co lata szukałem.
Tak czy owak terapia przepadła w tamtym mieście może gdy jakoś tu gdzie obecnie się na dobre zadomowie to tu uda się znaleźć coś w rodzaju ów terapi by przekonać się o jej pozytywnym działaniu.
Z drugiej jednak strony to zawsze chciałem wyjechać z mojego miasta do którego wróciłem z przymusu jak wiecie by mieć gdzie mieszkać będąc na ucieczce z ośrodka do ukończenie pełnoletności.
Tak więc i tym razem nie ma tego złego co by nie można na dobre obrócić i nie zagrać z tego w grę o której już pisałem o nazwie „cieszę się”.
Choć tym razem na dzień dzisiejszy trudno mi powiedzieć co będę robił „jutro” i gdzie mieszkał,przypomina to obecnie trochę życie mojego „biologicznego” ojca który gdy byłem dzieckiem tak właśnie żył co wakacje inne miasto i inna ofiara nad którą właśnie pracował by ją okraść,z tą różnicą że ja zaczynam swą „włóczęgę” po Polsce za pracą może gdzieś się zadomowię na dobre jeśli los w końcu zacznie mi sprzyjać.
Jak już pisałem wcześniej znalazłem chyba po latach poszukiwań terapeute oraz terapię która mogłaby coś zmienić w moim życiu a może i nawet zmienić wszystko.
Terapeutka ta na pierwszej wizycie sprawiała wrażenie na osobę która wie co mówi choć starała się być ostrożna w niektórych wypowiedziach.
Problem mój polegał na tym czy jest sens zaczynania takiej formy.
Pisze takiej formy gdyż miała to być terapia w ośrodku interwencji kryzysowej a jak sama nazwa wskazuje zajmują się tym co jest ważne dziś,teraz i jeśli jest potrzeba cofają się do przeszłości.
Inna sprawa terapia w takim ośrodku zapewne nie byłaby pełna i całkowitą a tylko do momentu rozwiązania ów kryzysu więc wstępnie oszacowano na 10 wizyt.
Mimo moich wątpliwości czy powinienem zaczynać taką formę terapi wiedziałem że napewno tak ale nie ze względu na jej oczekiwane rezultaty ale z tego powodu że mogłem w tym czasie uzyskać kilka jak nie wiele odpowiedzi na pytania na jakie szukam odpowiedzi.
Już na pierwszej wizycie dostałem sensowną i przekonywującą mnie odpowiedź na pytanie:
Dlaczego gdziekolwiek bym nie był zmieniając otoczenie i całkowicie otaczających mnie ludzi zawsze robię wokół siebie wrogów?-pytanie te kiedyś zadawałem tu na błogu.
Odpowiedź była prosta potwierdzająca w pewnym sensie mój post o tytule „komunikacja międzyludzka”.
Otóż jeśl ja nie świadomie nawet podchodzę do ludzi mnie otaczających z nastawieniem że „ja cię nie lubię ty chcesz mi zrobić krzywdę” i dając to nawet nie świadomie do odczucia innym że jest dla mnie zagrożeniem osoba ta też stara się bronić przed moim atakiem a jak wiadomo najlepszą obroną jest atak więc atakuje i mnie nie dając mi i sobie więcej czasu na poznanie siebie nawzajem.
Cóż jak pewnie widać pisze o podjęciu ów tej terapi w ośrodku interwencji kryzysowej w czasie przeszłym gdyż jest to na dzień dzisiejszy już przeszłością i choć umówiłem się na kolejną wizytę w poniedziałek ją muszę odwołać i nigdy więcej nie nastąpi kolejne spotkanie-mam taką nadzieję.
Jednak bogatszy o doświadczenia w poszukiwaniu terapi i terapeuty mam też nadzieję że uda mi się szybko znaleść i przejść inną w innym miejscu ale o tym może napisze następnym razem.
BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)