….a po za tym jako jedyny jest leworęczny.
Gdy powiedział mi że będzie robił tak jak chce to wulgarnie mu powiedziałem by poszedł bo go uderze i wtedy udał się do szatni się przebierać.
Nikt z nas nie wiedział że akurat szła żona szefa która słyszała ów krzyki.
Zeszła by zobaczyć i dowiedzieć się co się stało z tą wodą.
Jak tylko zeszła zawołała mnie,myśląc że będzie pytała o wodę i awarie podeszłem.
Dalej sytuacja odegrała się błyskawicznie,gdy byłem już blisko jej zapytała „co się stało,czemu krzycze?”i nie czekając na jakieś wyjaśnienia sytuacji UDERZYŁA MNIE W TWARZ.
Nie wiem ale jak dla mnie to raczej coś nie do pomyślenia takie zachowanie,wiemy my pracownicy że niejednokrotnie w ten sposób postępuje ze swoim ponad 40 letnim synem ale ja nie jestem jej synem a tylko pracownikiem.
W pierwszej chwili chciałem jej oddać ale nawet nie podniosłem ręki powiedziałem tylko że jak jeszcze raz to zrobi to jej wyrwę tą rękę.
Czemu jej nie oddałem nie wiem do teraz.
Może dla tego że była kobietą a może że byłem pod wpływem narkotyku który mnie uspokajał mimo wszystko a może uległem jakiejś zmianie w swoim zachowaniu po nie udanym planie „A”-nie wiem,wiem że kiedyś zrobiłbym to bez chwili wachania.
Żona szefa poszedła po tym zajściu do innych pracowników pożalić się jaki to ja jestem zły,słyszałem jak pytała się co się stało z ów baterią i zaworem a zaraz po ten mówiła że to ja go urwalem-to mnie akurat nie dziwiło wkońcu za wszystko byłem tam winny, winny że zakładowy kot zdechł,winny że kradne jedzenie drugiemu kotu lub pieniądze na to (pisałem o tym),winny że została zrobiona produkcja zlecona przez pracodawcę a jego żonie wydaje się za dużo zrobione,winny,winny,winny…
Jeszcze przez parę minut próbowałem wykonać swoje obowiązki ale nie potrafiłem,rzuciłem wszystko i poszedłem się przebrać.
Na szatni zjawiła się żona szefa i nie wiem może chciała załagodzić sytuację co miała w zwyczaju albo jeszcze bardziej mnie zdenerwować sprawdzając na ile może sobie jeszcze pozwolić.
Tak czy owak jak tylko się odezwała powiedziałem jej by spier…(poszła) na górę bo jej zaje..(uderze) wtedy mówiła to co miała też w zwyczaju że długo tu nie popracuje,że wielu chętnych itd…
Ja na to powtórzyłem to co mówiłem wcześniej tylko głośniej gdyż może z brakiem rozumu straciła też słuch więc krzykłem „spier.. kur… na górę bo za chwilę ci zaje…”-chyba zrozumiał gdyż grożąc mi chyba każdym kogo zna i nie zna udała się do domu na górze w budynku zakładu pracy a ja po przebraniu się też wyszedłem zwalniając się z pracy.
Ktoś mógłby powiedzieć że zbyt pochopna decyzja że może by się to jakoś ułożyło ale ja wiem że od dziś zawsze gdy bym ja choć tylko widział na oczy to zawsze będę miał ochotę jej oddać za to co zrobiła i wiem że pewnie kiedyś bym to zrobił więc naprawdę dla mojego dobra i mojego bezpieczeństwa wolałem się zwolnić z pracy ku radości niektórym niż kiedyś zrobić coś czego nie chce.
Pracowałem tam teraz trzy lata to i tak długo jak dla mnie.

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)