Dzień wcześniej przed załatwieniem zaświadczenia o meldunku zabrałem Michała po uzyskaniu informacji z kilku źródeł o prawie bezdomnego i obowiązkach mu pomocy przez państwo-miasto do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie dalej zwanego opieką.
W opiece po bardzo krótkim przedstawieniu sytuacji chłopaka który czekał przed gabinetem w którym pracowały „kompetentne” osoby by mu pomóc i podaniu jego nazwiska odrazu usłyszałem że nie udzielą mu pomocy gdyż był tam niedawno i wiedzą że posiada w mieście dwie rodziny gdzie może mieszkać.
Ponieważ jedne zebrane informacje to potwierdzały ale inne zaś zaprzeczały takim prawom więc zaczęłem w znany sobie sposób kłócić się tam z nimi jak mogą odmawiać z tego powodu pomocy komuś przeciesz różnie w różnych rodzinach bywa-sam coś o tym chyba wiedziałem.
Wielce oburzone panie z opieki stwierdziły że nie jestem jego przedstawicielem a gdy powiedziałem że jestem zażądali na to dokumentów z sądu lub bym wyszedł bo nie będą zemną rozmawiać.
Zawołałem chłopaka i powiedziałem by rozmawiały z nim.
Powiedziały ów kompetentne panie że rozmawiać owszem będą z nim lecz gdy ja wyjde bo przy mnie rozmowa się nie odbędzie chyba że mam uprawomocnienia a on jest usamowolniony-wyszedłem zostawiając go tam choć zostać nie chciał lecz mu wręcz kazałem.
Samemu zaś jak wiecie gdy coś zaplanuje to rzadko rezygnuje z realizacji ów planów a to wkońcu był plan pomocy Michałowi.
Tak więc gdy Michał Rozmawiał z kompetentnymi pracownikami opieki ja udałem się do kierowniczki tejże instytucji.
Po streszczeniu mojego punktu widzenia odmowy pomocy chłopakowi kierowniczka stwierdziła że to nie możliwe że napewno był inne powody niż zameldowanie czy rodzina w mieście gdzie Michał jest bezdomny.
Od słowa do słowa doszło do kolejnej głośnej wymiany poglądów i stwierdzenia że Michał ma sam to se załatwiać.
Powiedziałem że załatwiał i mu się nie udało że był tu nie dawno co mówią w innym pokoju i nadal mieszka na ulicy więc może nie umie sam se załatwić i potrzebuje pomocy w tym.
Jakiś pracownik obok stwierdził że Michał był w więzieniu i słusznie ukarany więc napewno potrafi sam o siebie zadbać-co miało to mieć z tym wspólnego nie wiem.
Wkońcu doszliśmy do porozumienia że rozmowa nie ma sensu póki Michał rozmawia w innym pokoju a my nie znamy rezultatów więc nie rozumieją dlaczego ja tu przyszedłem i się wykłócam.
Kierowniczka opieki może nie rozumiała ale ja tak gdyż wiedziałem od razu że Michałowi nie pomogą w tym pokoju,a wiedziałem to po ich reakcj przy rozmowie zemną w pierwszych minutach gdy byłem jeszcze grzeczny:)
Tak więc wyszedłem z gabinetu kierowniczki opieki i czekałem na Michała który niebawem też skończył rozmowę.
Okazało się że miałem rację i że nie udziela mu pomocy w kwesti udzielenia miejsca w domu dla bezdomnych gdyż posiada rodzinę i meldunek w tym mieście.
Już nieco zdenerwowany tą całą sytuacją niemal wciągłem Michała do kierowniczki każąc mu powtórzyć czemu mu nie pomogą.
Kierowniczka słysząc to mówi że właśnie kończy pracę i idzie do domu.
Normalnie nie wiedziałem co zrobić czy się śmiać czy też kogoś przez okno wywalać ale tylko powiedziałem:
No tak pani do domu ja do domu a co ma zrobić on?
Czy ma tu przed dźwiani zamieszkać a może zostanie tu-miałem na myśli ów gabinet.
Chyba kierowniczka zaczęła mówić w moim języku i powiedziała że jutro dowie się dokładnie czemu była odmowa i ma Michał przyjść około 13 tej.
Następnego dnia po wyrobieniu zaświadczenia o meldunku udaliśmy się do ów kierowniczki na rozmowę.
Jednak ja nie chcąc kłótni z kierowniczką jak wczoraj i licząc,mając przeczucie na pozytywny obrut sprawy nie pokazałem się na oczy a Michał szedł sam do gabinetu kierowniczki opieki.
Po ponad godzinnej rozmowie wkońcu wyszedł i powiedział że dostał miejsce w domu dla bezdomnych na tydzień i w tym okresie musi pokazać faktycznie chęć zmian inaczej więcej mu nie pomogą.
Podziękowaliśmy i odeszliśmy w pokoju bez ofiar śmiertelnych.

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)