Gdy poraz pierwszy zaczęłem opisywać swoją historię w sieci a było to gdzieś około 2004r.albo i wcześnie liczyłem że znajdę odpowiedzi na zadane tu pytania w internecie,gdyż ponoć w internecie jest wszystko.
W tamtym czasie wierzyłem że gdy opisze swoją przeszłość to co z niej pamiętam to nawiąże kontakt przez internet z jakimś psychologiem zdolnym na udzielenie mi odpowiedzi a może i nawet sposobu na „normalne życie”.
Zbiegiem upływu czasu na poszukiwania dowiadywałem się że „złotej” rady na życie nie ma a jedyny sposób to psychoterapia w świecie realnym gdyż jako taka przez internet jest bezskuteczna.
Po nieudanej próbie samobójczej (post „plan A”) postanowiłe skorzystać z ów wiedzy i szukać psychoterapi w świecie realnym.
Wtedy też zaczęłem pisać od nowa wcześniej skasowany ów blog.
Pisząc go starałem się by było w nim opisane prawie wszystko co pamiętam z przeszłości oraz pokazać tu jaki jestem obecnie.
Pisałem to wszystko z myślą by wykorzystać to jako pierwszy kontakt z ewentualnym psychoterapetom.
Nie dziwi to chyba nikogo gdy napisze że wiele z tu opisanych rzeczy-doświadczeń trudno byłoby opowiadać komukolwiek patrząc w twarz.
Nawet opisywania tego tu na stronie też musiałem się nauczyć co nie było z początku takie łatwe.
Tak więc pisząc blog od nowa bardziej szczegółowo i zbierając materiały na swój temat by pisać jeszcze dokładniej szukałem terapi w świecie realnym po psychologach,psychiatrach i opisywałem rezultaty takich spotkań o jak mi się do dziś wydaje małej wiedzy co do terapi osób,”ofiar” przemocy w dzieciństwie.
Odwiedziłem chyba wszelkie możliwe miejsca gdzie przyjmuje psycholog zajmujący się psychoterapią po za jednym miejscem o którym wiedziałem od początku.
Psychologowie lub nie czytali strony a co za tym idzie nie wiedzieli jakie są powody mojego przyjścia do nich,a ja nie umiałem wyjaśnić,lub też czytali i spotykałem się z bezradnością lub niechęcią.
W przypadku jak mi się wydawało niechęci zawsze zastanawiałem się co ją powoduje czy Sneyk swoją osobą gdy dochodziło do spotkania czy też wiedza że Sneyk opisuje swoje życie w internecie co pewnie nie jednemu wydaje się to dziwne.
Mijały lata,mijały miesiące i skończyły się pomysły gdzie szukać terapeuty jako jedynej osoby która mogłaby coś zmienić a nawet zmienić wszystko w moim życiu.
Pozostało tylko to jedno miejsce do którego nie chciałem nawet wchodzić by nie zostać rozpoznanym w świecie realnym (pracuje tam osoba znana ludziom z którymi ja miałem kontakt codzienny).
Jednak to miejsce nigdy nie dawało mi zapomnieć o sobie,wciąż miałem wrażenie że powinienem tam się udać.
Na wskutek pewnych zdarzeń opisanych tu na stronie (sprawa z Michałem) z wielkimi obawami odważyłem się tam wejść i choć rozmowa nie należała do przyjemności to udało się powiedzieć kim jestem i w jakim celu tu przyszedłem(dawno temu wysłałem tam też pytania podając adres strony przez email).
Szybko okazało się że mimo upływu czasu Sneyk a raczej jego historia jest tam znana i zaproponowano mi wstępną konsultancie z psychologiem zajmującą się psychoterapią na takich zasadach jakie mi odpowiadały.
Zasady te były i są bardzo proste:
1.psycholog nie może znać mnie osobiście ani nie może (bynajmniej ja o tym nie wiem) znać ludzi z którymi utrzymuje kontakty.
2. Psycholog zapozna się choć wstępnie z treścią strony by wiedział w czym może tkwić ewentualny problem i przed spotkaniem zdecydować czy wiedza ów psychologa pozwala na podjęcie próby takowej terapi.
Nie długo po tym spotkaniu dostałem informacje o znalezieniu odpowiedniego psychologa i o tym że w wymienionym dniu zapozna się z treścią strony a po tym zostanie wyznaczony termin spotkania.
Kolejną informacja jaką dostałem był to termin spotkania z psychologiem.
Termin ten przypadał na dziś tj. 31-5-2010r.
Czyżby po latach poszukiwań znalazłem to czego szukałem choć nie wiem czego po tym oczekuje?
Każdy zapewne wie co to jest Dom Dziecka i jakie ma cel istnienia taka instytucja w społeczeństwie (teoretycznie),każdy też zapewne wie co to jest i jak działa wypożyczalnia czegokolwiek np: kaset,rowerów itd…
Co te dwa zakłady mają wspólnego z sobą?
Otóż co jakiś czas (jak na razie 2 lub 3 osoby) piszą do mnie na gadu gadu by porozmawiać o domu dziecka,niby nic dziwnego temat ciekawy i jeśli mogę to chętnie udzielam informacji o działaniu takiej placówki na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji.
Jednak te 2-3 rozmowy na ten temat były bardzo dziwne gdyż pytając o dom dzieck pytają o konkretnie jakaś osobę z tej placówki.
Oto kilka zdań z takich rozmów które pamiętam:
1.chciałam porozmawiać na temat nastoletniej dziewczyny….
Dalej ta osoba pisze:
….którą odwiedzam tam,zabieram na sobotę i niedzielę do siebie….
Inna osoba pisze:
2. Myślę by przysposobić sobie takie dziecko z domu dziecka pomagać w nauce odwiedzać zabierać do siebie….
Nie dalej jak w tym samym miesiącu ów osoba pisze:
Zdecydowałam się na te dziecko ma na imię … ma … lat i była u mnie na weekend było cudownie….
Nie wiem ale czy tylko mi się te zdania,rozmowy kojarzą z wypożyczalnią?
Człowiek się budzi rano z myślą idę po dziecko do domu dziecka tak normalnie jak po chleb do sklepu i tyle samo ma z tym problemu tylko wybór jaki chleb lub jakie dziecko?
Czy obecnie w domach dziecka nie ma jakiś zasad co do kontaktów z rodziną i a głównie z obcymi każdy bierze jak chcę,wystarczy pokazać dowód osobisty?
SZCZERZE W TO WĄTPIĘ!!!
Więc tak tutaj publicznie proszę tych co tak piszą by nie pisali lub pisali jaśniej a nie dawali do zrozumienia że jak psa z marnego schroniska biorą sobie dzieci bo mają ochotę.
Inne dziwne zdanie-rozmowa choć z innej beczki to:
3. Mam 12 letniego syna chciałem zainteresować go twoją stroną ale….(nie był zainteresowany)
Na moje zdziwienie się na ów wiadomość zapytałem czy chciałeś by twój syn czytał tą stronę?
Usłyszałem że trzeba przeciesz dzieci uświadamiać….
Czy naprawdę tak wygląda uświadamianie dzieci,tak się to robi że daje się coś do czytania i tyle problem z głowy,obowiązek spełniony dziecko już wie bo czytało?
Drodzy czytelnicy naprawdę:
Jeśli nie wiesz co napisać nie pisz nic a napewno nie napiszesz nic głupiego!!!
Jakiś czas temu w sieci znalazłem artykuł który umieściłem w „czytelni” po prawej stronie blogu.
Czytając ten artykuł zaczęłem się zastanawiać nad tym co pokazują „zwykłym” ludziom wszelkie dostępne media.
Nie wiem czy też to Wy zauważyliście ale wystarczy obejrzeć czasem jakieś wiadomości czy też przeczytać gazetę nie wspominając o internecie by zobaczyć lub przeczytać o tym jak to kolejny mężczyzna (ojciec,konkubemu,wychowawca,nauczyciel,ksiądz itd..) skrzywdził dziecko przez (pobicie,molestowanie itd…).
Wsumie myślę że to już nikogo nie dziwi,wkońcu mówi się o tym najmniej raz w tygodniu od wielu lat,odkąd stało to się tematem medialnym,czymś co przyciąga uwagę widza tak więc mamy w tv wiadomość „kolejne dziecko pobite przez pijanego …” a zaraz po tym „najlepsze piwo dla prawdziwych mężczyzn”-ale nie o tym tu pisać dziś chce.
Chodzi mi o to że najmnie 80% takich wiadomości pokazuje jak bardzo zły jest mężczyzna-płeć męską.
Wiecie o mnie prawie tyle samo co ja sam o sobie więc znacie też moje pierwsze „wspomnienia,doświadczenia z ludźmi”.
Pamiętając pewien komentarz kogoś o przybliżonej treści „uprawiałeś seks z kmietą więc o co ci chodzi” oraz zdziwienie psychologa gdy robiłem sobie psychotesty „z pana matką?!” zastanawiam się dlaczego gdy pokazuje się publicznie informacje o kolejnej krzywdzie dziecka mówi się o mężczyznach zapominając o tym że kobiety to też ludzie i potrafią tyle samo sprawić dziecku co mężczyzna.
Czytając ten artykuł w „czytelni” wysłałem jego autorowi-kobiecie pytanie dlaczego tak bardzo wszędzie pokazuje się że to mężczyzna jest zły pokazując kobiety jako niemalże święte istoty które nie potrafią nikomu zrobić krzywdy?(pytanie brzmiało inaczej ale trzymało się tego zagadnienia) i wcale nie liczyłem na odpowiedź.
Odziwo odpowiedź dostałem w której to autorka pisze że wie,że miała kontakt z ludźmi gdzie to kobieta w ich dzieciństwie była katem.
Ja też to wiem,tylko nie wiem dlaczego się o tym nie mówi na równi głośno jak o tym że katem jest mężczyzna?
Taki mały przykład pewnie znany nie jednemu prawnikowi.
Gdy mężczyzna pomaga w kąpieli swojej 10 letniej córki to przy ewentualnym rozwodzie rodziców pada oskarżenie że „ojciec pedofil” ale gdy mama pomaga w kąpieli swojego 12 letniego syna mówi się że to „dbająca mama o higienę swojego dziecka) i nikogo to nie dziwi,lecz prawdę znają tylko ofiary oraz kat.
Tak samo sprawa ma się pobicia dziecka,gdy pobite dziecko idzie do szkoły to szkoła wzywa mamę by dowiedzieć się czemu tata ów dziecko pobił-czy mama nie może tego zrobić?
Kiedyś widziałem plakat przeciw przemocy w rodzinie i na nim „hasło reklamowe”
W pierwszej części ów plakatu dziecko pisało na tablicy szkolnej zdanie „mój tata jest najlepszy na świecie” w drugiej zaś części tego plakatu inne dziecko pisało „mój tata jest najsilniejszy na świecie”-takich plakatów jest wiele ale czy ktoś widział podobne gdzie wyraz „tata” zamienia się na „mama”?
Czy naprawdę to tak bardzo rzadkie,sporadyczne przypadki gdzie kobieta jest katem czy faktyczni wolimy o tym nie myśleć że kobieta to też człowiek i może tyle samo co mężczyzna?
Czy nie mamy równouprawnienia?
Mam nadzieję że autorka tekstu w „czytelni” się nie obrazi gdy na koniec wkleje pewien jej cytat z odpowiedzi do mnie który myślę daje odpowiedzi na te pytanie ale nie odpowiada czemu tak jest to jednak warto się nad tym zastanowić.
Oto ów cytat:
„Najgorsze jest to, ze ten problem jest dośc trudny, niewygodny dla niektórych, a jak jeszcze by powiedziec ze oprawcą moze byc matka, to juz wogóle mogło by wszystko ucichnąc !” -daje do myślenia?
Skończyłem właśnie poraz kolejny przeglądać wszystkie dokumenty z przeszłości jakie udało mi się odzyskać szukając w nich niewiadom czego.
Tak jak bym przeglądał instrukcje obsługi urządzenia które widzę po raz pierwszy chcąc nauczyć się go obsługiwać,tak przeglądam ów dokumenty by zrozumieć cel i swoje przeznaczenie.
Tyle razy już te dokumenty przeglądałem a wciąż do nich zaglądam w nadziei że znajdę w nich przyczyny mego istnienia.
Czemu w dokumentach tego szukam?
Pewnie dla tego że wiem iż tam jest zawarta większa część mojej przeszłości niż w mojej głowie i pamięci.
Mówi się że rodzice znają najlepiej swoje dzieci,ciekawe kto zna mnie?
Inna sprawa to czemu ostatnio gdy nie myślę o niczym to w mej głowie pojawia się myśl,zdanie o treści ” ja chciałem tylko żyć” co te zdanie oznacza czemu w nim jest słowo „chciałem” przecież nadal żyje a bynajmniej staram się robić imitacje życia.
Zastanawiając się nad ów wyrazem „chciałem” w tej myśli-zdaniu przypomniałem sobie pewien post tu opisany nie pamiętam tytułu ale miał coś związanego z pewną wizją-marzeniem o wakacjach,dacie moich urodzin i wkońcu o końcu wszystkiego.
Czyżby ów zdanie to przepowiednia,tak wszystko się dobrze układa w tym kierunku….
Gdzieś dawno temu w jednych z pierwszych wpisów Sneyka,Sneyk zastanawiał się nad jednym z wielu pytań jakie sobie zadaje by wytłumaczyć sobie,zrozumieć pewne wydarzenia z przeszłości.
Pytanie to brzmiało „dlaczego mimo częstych zmian miejsca zamieszkania małego Sneyka (zmian domów jego opiekunów więc i jego,zmian ośrodków i państwowych placówek,grup w nich a nawet zmian miast zamieszkania) zawsze dochodziło do negatywnych relacji Sneyka z otaczającym go społeczeństwie?”
Innymi słowami mówiąc to czemu wszędzie gdzie nie pojawił i nie pojawia się Sneyk w jakimkolwiek otoczeniu szybko robi sobie wrogów w danej grupie społecznej?
Niedawno ktoś nieświadomie chyba pomógł mi na znalezieniu odpowiedzi na ów pytanie.
W odpowiedzi na pewien list email ów osoba napisała „Proszę nie przejmować się tym, czy rozmowa z Panem należy do łatwych czy przyjemnych”
Odpisując na dany list i nawiązując do tego zdania zrozumiałem że to jest jeśli nie główny to jeden z głównych powodów konfliktów,tak więc myślę że powodem takiego zachowania jest komunikacja między ludzka.
Wbrew tej rady by się nie przejmować sposobem rozmowy oraz jak zostaje odebrana myślę że to jest bardzo ważne.
Nie trzeba być psychologiem by wiedzieć z ogólnie dostępnych mediów i materiałów że dziecko wychowywane w „nietypowych” warunkach ma problemy komunikacyjne z rówieśnikami,choć nie ma tu jakiegoś schematu jedne się zamykają inne robią się agresywne to jednak zawsze się różnią czymś od reszty.
Człowiek od chwili narodzin jest „wzrokowcem” i najpierw widzi a potem ocenia.
Tak więc wracając do Sneyka.
Sneyk już od dziecka (z tego co pamiętam) zawsze miał problemy z wyrażeniem swoich myśli co potwierdza pierwsza opinia psychologiczna gdy sneyk miał 9 lat w zdaniu „chętnie nawiązuje takt słowny mimo znacznej wady nowy”,”wypowiada się prostymi zdaniami”.
Po za tymi opisami Sneyk faktycznie,realnie mówi szybko,ponoć mało wyraźnie ale bardzo często głośno o czym już było pisane,oraz też często nie potrafi klarownie zamienić myśli na słowo w rozmowie,a wynika później z tego to że Sneyk nie jest zrozumiany tak jakby rozmówca że Sneykiem rozmawiał z jakimś cudzoziemcem nie znającym wspólnego języka.
Próbowaliście się kiedyś dogadać z osobą mówiącą w obcym mam języku?
W trakcie takiej rozmowy bez różnicy o co by nie chodziło to niemal na samym jej początku myślimy o jej zakończeniu a im trwa dłużej tym bardziej działa to na nerwy słuchacza który nic i tak nie rozumie.
Więc mając za rozmówcę osobę który:
Mówi nie wiadomo co i dlaczego.
Choć dla rozmówcy normalnym a dla słuchacza podniesionym głosem.
Dodając do tego charakter wizualny rozmówcy tak jak np: dziwny wygląd
Odzieży-(nie modny,nie estetyczny,czy nawet brudny i stary)
Osoby-(jakieś szramy,blizny,dziwne spojrzenie itd)
Szybko chcemy odejść jak najdalej od tej osoby kończąc rozmowę jeśli nie możemy my skoczyć robimy wszystko by to rozmówca ją skończył jeśli to nie wychodzi narasta wtedy niechęć a potem gniew,złość i agresja do rozmówcy gdyż jeśli tak naprawdę nie musimy to wcale nie chcem zrozumieć kogoś kto mówi niewiadom co.
Dlatego też myślę że to właśnie komunikacja między ludzka a raczej brak jej umiejętności powodowała niechęć otoczenia do Sneyka w latach przeszłych jak i teraźniejszych i wypowiedź oraz jej forma ma wielkie znaczenie dla każdego człowieka.
Jakiś czas temu ktoś rozpoznał mnie w świecie realnym jako osobę z którą chodził do ostatniej klasy przedszkola „zerówki”,ja oczywiście wcale nie pamiętałem ów osoby ani nawet ów zerówki choć wiedziałem że do tego budynku chodziłem do przedszkola.
W dalszych kontaktach z ów osobą okazało się że posiada zdjęcie z tego okresu i że mi je wyśle.
Długo na nie czekałem aż wkońcu dostałem-to jedyne zdjęcie z tego okresu dziecinstwa jakie posiadam.
W trakcie odbierania zdjęcia przez pocztę email ów osoba zadzwoniła do mnie by mi powiedzieć że właśnie zdjęcie wysłała.
W tym momencie właśnie zdjęcie ukazało się moim oczom i patrząc na nie zapytałem rozmówcy przez telefon:
Wszystko dobrze ale gdzie ja tu jestem?
W odpowiedzi usłyszałem:
Nie poznajesz się?
Mając chwilę na przypatrzenie na te zdjęcie stwierdziłem:
Już wiem,rozpoznałem po wyglądzie.
Wybrałem tego najbardziej moim zdaniem zaniedbanego.
W odpowiedzi usłyszałem:
Nie przesadzaj są gorsi.
Tak więc mały eksperyment-konkurs dla czytelników potwierdzający kto miał rację
Publikuje na stronie opisane zdjęcie i prosiłbym o wypowiedzenie się w komentarzach która dokładnie osoba Waszym zdaniem wygląda na najbardziej zaniedbanego chłopca na tym zdjęciu?
Oraz,który z widocznych na zdjęciu chłopców wygląda na najbardziej smutnego,zmartwionego?
Po wybraniu swoich „kandydatów” prosilawń o jak najdokładniejsze opisanie swojej decyzj czym motywyowama ona jest-co widzicie?
Napisałem że to eksperyment,konkurs więc musi być nagroda:)
Tak więc jako nagrodę obiecuje jeśli będzie choć parę ocen napisać który na ów zdjęciu to mały sneyk
(człowiek rośnie i zmienia wygląd więc zagrożenie minimalne)
Temat ten poruszałem już kilkakrotnie na swojej stronie,zwykle przed podjęciem kolejnej próby psychoterapi czy też poprostu przed rozmową z psychologiem na swój temat.
Psychoterapia w jaki sposób zwykła rozmowa z psychologiem-psychoterapeutą może zmienić postępowanie klienta,pacjenta czy też obiektu badanego.
Jak leczenie przez słowa może sprawić że człowiek bojący się wody zostanie wodnym ratownikiem.
W każdym przypadku w jakim było dane mi rozmawiać z psychologami padało pytanie czego oczekuje? ,w jakim celu tu przyszedłem?
Nigdy tego nie wiedziałem i nadal nie wiem.
Myślę że podjęcie przezemnie psychoterapi mógłbym porównać do wejści do nowo powstałego wielkiego centrum handlowego.
Przechodząc ulicą widzimy nowe centrum handlowe które to właśnie otworzyli,takie wielkie z kolorowymi reklamami itd..,a tuż obok tego centrum jest zwykły kiosk ruchu.
Myślę że przechodząc koło takiego centrum handlowego każdy by tam wszedł tak jak i zapewne ja.
Gdyby ktoś zaraz po wejści zapytał by się mnie po co tu wszedłem pewnie moja odpowiedź byłby prosta i szczera-ciekawość.
Po godzinnym zwiedzaniu ów centrum handlowym kupił bym tam gdzieś np: paczkę papierosów i gdyby ktoś zaraz po wyjści z tego centrum zapytał po co tam wszedłem odpowiedział bym że po papierosy.
Myślę że to dobre porównanie gdyż tak samo jest moim zdaniem z terapią,zaczynając ją nie wiem czego chce z czasem będąc tam wystarczająco długo w jakiś tajemniczy sposób zatrzymywany na niej może bym dowiedział się czego po niej oczekuje i jak jak terapia może pomóc w czymkolwiek.
Prosił bym Was czytelników ów strony jako osób neutralnych na wypowiedzenie się na temat co myślicie o psychoterapi?
W jaki sposób jeśli wogóle słowo może leczyć?
Jak to według Was wygląda czy Wy wierzycie w siłę psychoterapi?
Te pytania kieruje do Was czytelników i nie tylko do tych co mieli osobisty kontakt z terapią ale do każdego kto choć słyszał coś na temat terapi.
Odpowiedzi w tym temacie są dla mnie BARDZO WAŻNE i hmm częściowo pilne
Już chyba jako dziecko choć nie pamiętam w jakich okolicznościach i kiedy dokładnie poznałem pewną „grę słowną” o dość optymistycznej nazwie „cieszę się”.
Gra ta polega na tym by z każdej życiowej sytuacji jaka może zdarzyć się człowiekowi nawet z takiej bardzo złej takiej w której to myślimy że nic gorszego się już zdarzyć nie może wyciągnąć pozytywne dla siebie korzyści.
Korzyści takie które to z ów „fatalnej” sytuacji zrobić ją troszkę mniej fatalną dzieje się to tak gdyż tak naprawdę nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej więc należy szukać czegoś dobrego w tym czymś co właśnie myślimy że jest złe i gorsze być nie może.
Jak wiecie ostatnio zwolniłem się z pracy,co za tym idzie jeśli nie znajdę i podejmę innej w dość szybkim okresie czasu pojawią się problemy finansowe a z tym wiąże się problem z zamieszkaniem więc by jakoś funkcjonować będzie trzeba wrócić na ścieżkę „nocnego zbója” niczym w wierszu „Życie Kaczora”-to najczarniejszy scenariusz przyszłości (zakładając że nie nastąpi jakieś dziwne załamanie się i powrót do planu „A” co by nie było takie złe)-oczywiście nie jest powiedziane że ów scenariusz musi się wydarzyć.
No dobrze ale co z „moją” grą?
Wiemy co może się stać złego z powodu zwolnienia się z pracy co w tym dobrego?
Nim zacząłem pracować w tej firmie jeśli piłem alkohol to głównie 2 piwa dziennie pracując tam piłem nawet 3 piwa a bywało często że nawet 6-8 piw w ciągu jednej nocy w pracy-poza pracą nie piłem wcale lub 1-2 gdy był dzień wolny od pracy.
Nim zacząłem pracować w tej firmie nie miałem żadnego kontaktu z zażywaniem narkotyku o nazwie amfetamina pracując tam zacząłem dość często ją zażywać i to tylko w pracy ewentualnie tuż przed nią by nie być zbyt agresywnym słownie w stosunku do innych a jak pisałem amfetamina dziwnie mnie uspokajała.
Nie pracując tam nie korzystam z ów preparatu nawet o tym nie myślę.
Więc „cieszę się” że już tam nie pracuje gdyż robiąc się tam coraz bardziej nerwowy i agresywny zażywał bym coraz więcej „użytków” typu alkohol i narkotyki i nie wiadomo w jakim okresie do czego by mnie to doprowadziło.
Trza jednak zaznaczyć że w ów pracy udało mi się rzucić palenie papierosów i nie paliłem od 4 stycznia do dnia kiedy to doszło do podjęcia ostatecznej decyzji o zwolnieniu się.
Będąc wtedy bardzo zdenerwowany zapaliłem papierosa i tak czasem „popalam” do dziś lecz niebawem podejmę ponowną próbę pozbycia się i tego nałogu gdyż żona mojego byłego pracodawcy nie jest warta tego bym na nowo zaczął nałogowo palić przez jej chorobę psychiczną.
Tak więc we wszystkim można znaleźć coś dobrego i dlatego też CIESZĘ SIĘ że już tam nie pracuje a cieszyć się będę jeszcze bardziej gdy zacznę pracować gdzie indziej-najlepiej po za terenem tego przeklętego miasta
Szukam pracy!
Hmm jest to chyba ostatnie miejsce w którym chciałbym znaleść swojego pracodawcę,ale czasem człowiek nie ma zbyt wielu pozytywnych wyjść i wybiera tak zwane mniejsze zło-a zły to jest pomysł pisania o tym tutaj choć z drugiej strony ewentualny pracodawca chcąc mnie zatrudnić i znajdując mnie właśnie tutaj na tej stronie wiedziałby kogo zatrudnia i czego może się spodziewać po kimś,może czymś takim jak ja.
Tak więc dobrze czy też źle zamieszczam też i tutaj ów ogłoszenie o pracy.
” SZUKAM PRACY
Młody 30-paro letni kawaler,bez zobowiązań szuka pracy najlepiej w charakterze POMOCNIKA PIEKARZA.
Posiadam kilkuletnie doświadczenie pracy na tym etacie a dokładniej w ręcznej produkcji podstawowego pieczywa.
Mimo tego że PIEKARNISTWO jest jedynym zawodem na którym się „trochę” znam-na poziomie pomocnika to dopuszczam możliwość podjęcia każdej innej „STAŁEJ” pracy w dowolnym zawodzie po ewentualnym przyuczeniu w ostateczności „budownictwo”.
Rejon zatrudnienia „CAŁA POLSKA” warunek początkowe zakwaterowanie do czasu pierwszych poborów i wynajmu czegoś we własnym zakresie (minimalne warunki to zamykamy pokój jednoosobowy z nieograniczonym dostępem do kuchni i łazienki do czasu zamieszkania)
Hmm myślę że dane o wykształceniu i o sobie pisać tu nie muszę można to znaleść czytając ów stronę.
Kontakt przez email lub komunikator gadu gadu podany na stronie głównej. ”
Dodam że głównym powodem zamieszczania tutaj i wogóle w sieci ogłoszeń w poszukiwaniu pracy jest „nadzieja” na znalezienie szansy na wyjechanie z tego „przeklętego” miasta do którego popełniłem błąd wracając kilkanaście lat temu uciekając z ośrodka wychowawczego.
….a po za tym jako jedyny jest leworęczny.
Gdy powiedział mi że będzie robił tak jak chce to wulgarnie mu powiedziałem by poszedł bo go uderze i wtedy udał się do szatni się przebierać.
Nikt z nas nie wiedział że akurat szła żona szefa która słyszała ów krzyki.
Zeszła by zobaczyć i dowiedzieć się co się stało z tą wodą.
Jak tylko zeszła zawołała mnie,myśląc że będzie pytała o wodę i awarie podeszłem.
Dalej sytuacja odegrała się błyskawicznie,gdy byłem już blisko jej zapytała „co się stało,czemu krzycze?”i nie czekając na jakieś wyjaśnienia sytuacji UDERZYŁA MNIE W TWARZ.
Nie wiem ale jak dla mnie to raczej coś nie do pomyślenia takie zachowanie,wiemy my pracownicy że niejednokrotnie w ten sposób postępuje ze swoim ponad 40 letnim synem ale ja nie jestem jej synem a tylko pracownikiem.
W pierwszej chwili chciałem jej oddać ale nawet nie podniosłem ręki powiedziałem tylko że jak jeszcze raz to zrobi to jej wyrwę tą rękę.
Czemu jej nie oddałem nie wiem do teraz.
Może dla tego że była kobietą a może że byłem pod wpływem narkotyku który mnie uspokajał mimo wszystko a może uległem jakiejś zmianie w swoim zachowaniu po nie udanym planie „A”-nie wiem,wiem że kiedyś zrobiłbym to bez chwili wachania.
Żona szefa poszedła po tym zajściu do innych pracowników pożalić się jaki to ja jestem zły,słyszałem jak pytała się co się stało z ów baterią i zaworem a zaraz po ten mówiła że to ja go urwalem-to mnie akurat nie dziwiło wkońcu za wszystko byłem tam winny, winny że zakładowy kot zdechł,winny że kradne jedzenie drugiemu kotu lub pieniądze na to (pisałem o tym),winny że została zrobiona produkcja zlecona przez pracodawcę a jego żonie wydaje się za dużo zrobione,winny,winny,winny…
Jeszcze przez parę minut próbowałem wykonać swoje obowiązki ale nie potrafiłem,rzuciłem wszystko i poszedłem się przebrać.
Na szatni zjawiła się żona szefa i nie wiem może chciała załagodzić sytuację co miała w zwyczaju albo jeszcze bardziej mnie zdenerwować sprawdzając na ile może sobie jeszcze pozwolić.
Tak czy owak jak tylko się odezwała powiedziałem jej by spier…(poszła) na górę bo jej zaje..(uderze) wtedy mówiła to co miała też w zwyczaju że długo tu nie popracuje,że wielu chętnych itd…
Ja na to powtórzyłem to co mówiłem wcześniej tylko głośniej gdyż może z brakiem rozumu straciła też słuch więc krzykłem „spier.. kur… na górę bo za chwilę ci zaje…”-chyba zrozumiał gdyż grożąc mi chyba każdym kogo zna i nie zna udała się do domu na górze w budynku zakładu pracy a ja po przebraniu się też wyszedłem zwalniając się z pracy.
Ktoś mógłby powiedzieć że zbyt pochopna decyzja że może by się to jakoś ułożyło ale ja wiem że od dziś zawsze gdy bym ja choć tylko widział na oczy to zawsze będę miał ochotę jej oddać za to co zrobiła i wiem że pewnie kiedyś bym to zrobił więc naprawdę dla mojego dobra i mojego bezpieczeństwa wolałem się zwolnić z pracy ku radości niektórym niż kiedyś zrobić coś czego nie chce.
Pracowałem tam teraz trzy lata to i tak długo jak dla mnie.

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)