Pamiętacie post w którym zadawałem sobie pytanie „czy zawsze jest się ofiarą”
Ci którzy mieli coś do powiedzenia tam stwierdzili że tak w takich sytuacjach zawsze jest się ofiarą.
Ja biorąc pod uwagę niedawne realne spotkanie na ulicy z synem siostry mojej biologicznej matki-ciotki u której byłem w rodzinie zastępczej o czym pisałem dawno temu,oraz inne szczegóły takie jak opisane w poście „dziwna rozmowa” zastanawiam się nad jednym…..
Otóż czytając wypowiedzi czy też rozmawiając z innym jakimiś tam ofiarami idzie szybko zauważyć czy też usłyszeć coś w rodzaju złości,agresji,nienawiści do swoich oprawców.
W moim przypadku jest jakoś całkiem inaczej mimo tego że wiem,mam świadomość że powinienem być nastawiony anty przyjaźnie do pewnych żyjących jeszcze osób to w rzeczywistości jest inaczej.
Spotykając przypadkowo lub też planowo osoby które z powodu przeszłości powinienem co najmniej nie lubić by nie wspominać o nienawiści czy innej agresji do nich to rozmawiam z nimi tak jakby nic nigdy się nie stało a ja traktuje ich tak jak każdego innego człowieka z ulicy który by zagadał w jakiejś sprawie.
Nie wiem ale myślę że takie podejście raczej nie jest szablonowym podejściem ofiary do oprawcy.
Pewnie spotykając zyge też poszedł bym z nim na przysłowiowe piwo,skoro pamiętam jak dobrze się bawiłem rozmawiając z ojczymem o tym co robił i dlaczego.
Nie ukrywam że miałem zdenerwowanie w stosunku do niego ale to już po rozmowie z nim gdy próbowałem to ułożyć i przypomniałem sobie słowa jak opisywał związanie nóg i ich jeszcze trzymanie by druga osoba mogła się wyżyć ale myślę że tutaj i nie ofiarą by się trochę zdenerwowała słysząc takie historię.
Jak powinna zachowywać się „ofiara dzieciństwa” w stosunku do oprawców po latach?
Skąd u innych ofiar nienawiść i gniew gdy u mnie tylko obojętność?
Wydaje mi się że moje podejście do ów osób nie jest normalne,standardowe i ciekawi mnie dlaczego-napewno nie przez wybaczenie czy też zapomnienie
mar 032010

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
DMM ale gdyby doszło do spotkania Ciebie z ów „kukiełką z przeszłości” to pojawiły by się inne uczucia-emocje niż obojętność zapewne?
Nie wiem jaki „powinien” być stosunek ofiary do oprawców po latach…czy to jest miejsce na to słowo „powinien”. Ale wiem, że ja miałam dystans/obojętność, potem miałam różne inne uczucia, a teraz po terapii mam znowu obojętność, ale taką jakby inną, głębszą i spokojniejszą. Chyba bardziej autentyczną. I zupełnie nie mam chęci się zastanawiać nad odczuciami sprawczyni w tym względzie. Kompletnie mnie już nie obchodzi czy ją (matkę, bo ojciec w międzyczasie umarł) bardziej boli to czy tamto z mojej strony, mnie nawet nie obchodzi czy ją cokolwiek boli, raduje czy coś innego. Kukiełka z przeszłości.
Agori jest tak jak mówisz ignorowanie i obojętność najbardziej rani,lecz tylko tych którym na tym nie zależy.
Mały przykład np: czy gdy uderzysz sadomasohiste to czy będzie to dla niego kara czy przyjemność?
Ps:chciałeś forum masz forum i co dalej?
Ignorowanie boli najbardziej.
Hmm obojętność jest najcięższą „karą”?
Pewnie tak z tą różnicą że kara to jest dla tych dla których zależy na hmm jakiś relacjach między ludzkich.
jeśli jednak strony traktują się hmm „obcesowo” to myślę że gniew,złość,nienawiść a nawet agresja była by na miejscu mile widziana ze strony ofiary do oprawcy jeśli tego brak pojawia się pytanie „dlaczego”
Dawno mnie tu nie było (nie miałem dostępu do Internetu), to teraz pewnie popozostawiam parę wpisów.
Uczucia gniewu, złości, nienawiści wiążą się z bardzo silnymi emocjami, w przeciwieństwie do obojętności. Dlatego, moim zdaniem, to właśnie obojętność jest najcięższą „karą” dla oprawcy.