Tak więc chyba nigdy nie odkryłem znaczenia pojęcia „wiara w Boga” co tak dokładnie oznacza ale gdybym miał już w coś wierzyć to zapewne poważnie zwią bym dość ciekawą rozmowę diabła z człowiekiem pod uwagę ![]()
Oto ta rozmowa (nie pamiętam skąd ją znam)
„Diabeł chwali się wierzącemu w Boga o swojej sile i mocy wymieniając po kolei wszelkie zło od początku świata i ile ofiar przy tym było oraz ile dusz zabrał.
Człowiek tak słuchał i słuchał aż wkońcu nie wytrzymał i zbulwersowany rzekł do diabła:
To nie możliwe diable,Bóg by ci na to zło nie pozwolił!!
Diabeł ze spokojem wysłuchał oburzenia człowieka i rzekł:
Pewnie masz rację,Bóg by na to nie pozwolił-GDYBY ISTNIAŁ
Jako wspomnienia na temat katolizmu mogę chyba opisać dwie historie z życia sneyka.
Pierwsza miała miejsce na przymusowo-dobrowolnej religi w ostatniej placówce w jakiej byłem i z której uciekłem.
Religia ów była przymusowo-dobrowolna gdyż odbywała się chyba w piątki popołudniu w auli,każdy wychowanek mógł choć nie musiał na nią uczęszczać,jednak Ci którzy postanowili zrezygnować z religi wychowawcy dbali by się tacy nie nudzili i kazali sprzątać „rejony”-wewnętrzny teren ośrodka wychowawczego przez okres trwania religi.
Hmm nie wiem myślę że to tak było dla tego by ksiądz który specjalnie datygował się do przyjazdu do ośrodka wychowawczego nie zastał pustej sali,a nie dla tego by zrobić z nas katolików ![]()
Tak więc na jednej z takich religi jeden z wychowanków wpadł na pomysł by namówić innego wychowanka do zadania księdzu pytania.
Niby nic takiego wkońcu religia od tego jest by pytać o niebo i boga więc wszystko normalne gdyby nie treść pytania ![]()
Otóż namówiony wychowanek miał zapytać się księdza:
Czy w niebie się onanizują?
Tak jak ów wychowanek,tak jak ja wtedy i pewnie wielu innych tam osób zebranych nie znaliśmy znaczenia tego słowa,temu wychowankowi zostało to wytłumaczone że to znaczy czy w niebie się je.
Gdy padło te pytanie i zmieszany ksiądz zapytał czy chłopak wie co to zaczy odpowiedział jak mu wytłumaczono czy się je,a jednocześnie cała sala poznawała znaczenie tego wyrazu i wybuchł jeden głosów śmieci,a ksiądz nie próbując wyprowadzić pytającego z błędu tłumaczył mu że w niebie nie potrzeba fizycznej strawy gdyż nie czuje się głodu-trudno to opisać ale pewnie ten dzień ów ksiądz zapamięta na zawsze i wróci czasem do tego wspomnienia jak wracał tego dnia do wspomnień z wizyty u Jana Pawła II pokazując nam zdjęcie jak podaje mu rękę ![]()
Drugie że wspomnień zaliczył bym w pewnym sensie do rozczarowania.
Miało to miejsce tuż przed moim bierzmowaniem o którym pisałem wcześniej.
Ksiądz (w realu zwany przez moją osobę jako Nawiedzony) kazał mi przez miesiąc raz w tygodniu chodzić do kościoła na mszę i tuż przed bierzmowaniem udać się do spowiedzi biorąc zaświadczenie o tym fakcie.
Jak kazali tak się robiło dla dobra sprawy,co niedziela chodziłem do kościoła wraz z swoim przyszłym chrześniakiem i po miesiącu udałem się do spowiedzi.
No tak więc zaczęłem od słów które ułożyłem sobie na potrzeby tego dnia:
ostatni raz u spowiedzi byłem tak dawno temu że nie pamiętam kiedy a zadanej pokuty zapewne nie odmówiłem.
Popełniłem wiele grzechów (i tu standardowe bla bla bla)
Niby wygląda to normalnie jak zwykła spowiedź.
Tydzień później będąc już ostatni raz w kościele w wyznaczonym terminie ponownie udałem się do spowiedzi mówiąc mniej więcej tak:
Ostatni raz u spowiedzi byłem tydzień temu,żądaną pokutę odmówiłem.
Od tamtego czasu nie popełniłem żadnego grzechu lecz nie wyjawiłem wtedy jednego.
Wielu przedszkolnym uprawiałem sex z własną matką.
Wsumie sam nie wiem czego chciałem mówiąc to przy spowiedzi ktoś mówił mi kiedyś że przy spowiedzi się nie kłamie a jak nie jesteś pewny czy coś jest grzechem to i tak to powiedz ksiądz będzie wiedział więc powiedziałem choć chyba jak już mówiłem traktowałem to jako żart.
W odpowiedzi z tej skrzynki usłyszałem pytanie czy nadal to robię?
Odpowiedziałem że nie.
No i dostałem za ten grzech pokutę 5 razy modlitwę do serca jezusa.
No na całe szczęście krótkie to było wie przeczytałem to 5 razy w ciągu 3-4 dni-a co się miałem spieszyć ![]()
Tak zastanawiając się nad tym to widzę tu małą sprzeczność:)
Mówi się że ofiarą molestowania w dzieciństwie nie ponosi żadnej winy za to co się dzieje że to nie ofiary wina.
Mówi się też że pokuta jest czymś w rodzaju kary za coś złego co się zrobiło i czym uraziło się nieskazitelnę serce jezusa czy też boga.
Więc kto ma tu rację?
Człowiek grzeszny mówi to nie twoja winna byłeś mały a bóg przez księdza mówi zgrzeszyleś musisz ponieść karę-pokutę za grzechy.
Wkońcu czemu ja się dziwię przeciesz chyba to 6 przykazanie mówi nie zabijaj i odkąd istnieje religia człowiek rusza na krucjaty by głosić wiarę w boga zabija niewiernych w imię Boga.
Chyba nigdy jeszcze nie pisałem tak naprawdę na ten właśnie temat,na temat jak się sneyk ma do katolizmu.
Jak większość zapewne dzieci zostałem katolikiem w wielu niemowlęcym poprzez chrzest święty,zapewne dlatego w wielu niemowlęcym bym nie mógł-nie umiał wnieść sprzeciwu lub też choć zapytać „dlaczego” ![]()
Jak na katolickie dziecko przystało będąc w domu biologicznej matki jeszcze oraz w rodzinie zastępczej chodziłem na religię choć chyba wtedy nie był to obowiązkowy przedmiot szkolny.
Skłamał bym twierdząc że tego nie lubiłem choć nie wiem co wtedy lubiłem tak naprawdę religię czy siostrę zakonną która ów religię prowadziła,a choć nie wiem czemu zawsze mam wrażenie że ją bardzo lubiłem.
Jak już pisałe choć było to pewnym zaskoczeniem dla mnie,gdyż wcale o tym nie pamiętałem miałem też pierwszą komunię świętą tuż przed tym nim trafiłem do pogotowia opiekuńczego a skąd później do innych placówek.
W domu dziecka chyba jako ostatniej instytucj w której to dobrowolnie głosiłem chęć chodzenia na religię i czasem nawet tam chodziłem a czasem tylko mówiłem że idę lecz jakoś nie dochodziłem,tak samo było w rodzinie zastępczej gdzie co niedziela dostawałem „pieniążki” na tacę a tuż obok kościoła w kinie grali darmowe „poranki”-bajki dla dzieci w czasie mszy więc wybór był zawsze trudny tak czy owak „pieniążki” na tacę zawsze były potrzebne na tacę lub smakołyk podczas seansu bajek ![]()
No dobrze ale mimo tego że ponoć zostałem wychowany w katolickiej rodzinie takiej czy innej i mimo tego że poznawalem zasady katolizmu nigdy nie mogłem stwierdzić zgodnie z prawda że wierzę w boga,bynajmniej tego nie pamiętam.
Myślę że prawdziwym stwierdzeniem że jest się katolikiem następuje dopiero po przyjęciu trzeciego sakramentu jakim jest bierzmowanie,gdyż wtedy to właśnie wmiarę świadomie mając możliwość ewentualnego jakiegoś sprzeciwu choć pewnie nie wielkiego w wieku 16-17 lat zgadzamy się na ów wiarę.
Bierzmowanie no właśnie jak już miałem w naturze wszystko dziwne więc i ten fakt nie był normalny ![]()
Będąc już całkowicie dorosłym mając jakieś 28-29 lat,widząc wielką chęć przyjęcia wiary katolizmu przez pewnego 12 latka który mimo wieku nie posiadał chrztu ani komuni chciałem mu to umożliwić finansując ów święta a tylko to według matki (alkoholiczki) ów dziecka a mojej sąsiadki w budynku socjalnym w którym mieszkałem przed planem A stało na przeszkodzie by syn był katolikiem.
Sam nie wiem czemu dokładnie ale ów chłopiec gdy zbliżał się jego chrzest poprosił mnie a nawet nalegał gdy odmówiłem bym został jego ojcem chrzestnym,wcale tego nie chciałem ale jakoś nie potrafiłem mu tego wypersfadować i wkońcu się zgodziłem,może z powodu braku innych kandydatów.
Cóż taka uroczystość jak chrzest dziecka wiąże się z wizytą w kościele.
Tam też na rozmowie z księdzem o terminie i możliwości zrobienia dziecku chrztu i komuni dowiaduje się że nie mogę być ojcem chrzestnym z powodu braku bierzmowania.
Widziałem wted tylko dwie możliwości po uzyskaniu takiej informacji.
Jedna to wytłumaczenie dziecku dlaczego nie będzie chrztu chyba że znajdzie innego chrzestnego co wydawało się trudne a druga to zrobienie ów bierzmowanie,chyba druga możliwość wydawała się prostsza bo ją właśnie wprowadziłem z życie,choć zawsze będę miał świadomość tego że uległem szantażowi przez kościół.
I na tym zakończyła się moja droga do katolizmu ale nadal jakoś nie miałem nawet wrażenia że wierzę w jakiegokolwiek Boga,choć znam niektóre fragmenty bibli (mój ulubiony to ten o wyzysku ludzi zbierających winogrono przez jezusa) ale zawsze mówię wiedzieć nie znaczy wierzyć
Stało się to już jakąś rutyną na stronie że gdy dostanę od któregoś z czytelników blogu jakieś opowiadanie własnego autorstwa,lub fragment innego autora a ów opowiadanie bardzo mi się spodoba to umieszczam je na blogu by inni także je poznali ![]()
Oto te opowiadanie:
„Dlaczego słoń nie ucieka?”
„Kiedy Paweł był małym chłopcem, uwielbiał chodzić do cyrku i oglądać występy
magików, klownów, akrobatów oraz pewnego ogromnego słonia. Podczas występów
słoń łamał pnie grubych drzew, demonstrując swoją ogromną siłę.
Pawła od zawsze ciekawiło jak to jest, że ów słoń łamiący drzewa, po każdym
występie jest przywiązywany łańcuchem do małego, wbitego w ziemię kołka i
nie ucieka? Przecież z łatwością mógłby go wyrwać i odejść.
Mamo, tato, dlaczego słoń nie ucieka? – pytał Pawełek.
Pewnie jest tresowany, to nie ucieka – odpowiadali dorośli.
Skoro jest tresowany i nie ucieka, to po co go przywiązują? — pytał dalej
ciekawy Pawełek.
Daj spokój! Nie zadawaj głupich pytań. Nie mamy na nie czasu – strofowali
chłopca rodzice.
Pawełek przestał więc pytać, jednak dalej zastanawiał się – dlaczego słoń
nie ucieka? Nie znalazł jednak odpowiedzi
Mijały dni, tygodnie i lata. Chłopiec w końcu dorósł. Skończył studia,
założył rodzinę, znalazł pracę… i zrozumiał dlaczego słoń nie uciekał?
Słoń nie uciekał, bo od urodzenia był przywiązywany do tego kołka. Paweł
zamknął oczy i wyobraził sobie malutkiego słonika, który tuż po urodzeniu
został przywiązany łańcuchem do kołka wbitego w ziemie. Bezbronne maleństwo
ze wszystkich sił ciągnęło i pchało kołek. Po kilku godzinach wyczerpane
padało ze zmęczenia. Kołek okazał się za solidny dla malutkiego słonia.
Nazajutrz słonik znowu próbował uwolnić się. Kolejnego dnia znowu i znowu,
aż nadszedł dzień, który zmienił naszego słonia na zawsze. Dzień, w którym
biedaczysko zaakceptowało swoją niemoc i poddało się. Uznało: NIE MOGĘ, NIE
DAM RADY i NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ.
A najgorsze jest to, że słoń nigdy później nie zakwestionował utrwalonego
wspomnienia niemocy.
Minęło wiele lat. Słoniątko wyrosło na ogromnego i silnego słonia. Rozwinęło
w sobie wiele umiejętności. Choćby łamanie drzew. Jednak nigdy więcej nie
starało się wypróbować swoich umiejętności w walce z małym drewnianym
kołkiem…
Po latach Paweł doszedł do wniosku:
Często żyjemy w przekonaniu, że nie możemy wykonać wielu rzeczy. Poddajemy
się, ponieważ dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę zakończoną
niepowodzeniem. Usłyszeliśmy krytykę i postanowiliśmy zapomnieć. Czas jednak
biegnie dalej. Spotykamy nowych ludzi, dowiadujemy się nowych rzeczy,
rozwijamy nowe umiejętności. Jednak wszyscy przypominamy trochę słonia z
cyrku – idziemy przez życie, uwiązani do wielu kołków. Mimo, że rośniemy i
rozwijamy się, nie próbujemy ponownie zwyciężyć malutkiego drewienka. Czasem
zapominamy, a czasem boimy się kolejnej przegranej.”
Ja osobiście zwyklem mówić i stosować się do stwierdzenia:
„Niemożliwe jest tylko życie wieczne,wszystko inne jest conajwyżej trudne do wykonania w chwili obecnej”
I zapewne:
„Człowiek od dnia narodzin musi tylko umrzeć wszystko inne może tylko zrobić ale napewno nie musi”
Tak więc mamy zimę i początek ferii zimowych,niestety ten luksus przypada tylko dzieciom ![]()
Ja tak się zastanawiam ile z ów dzieci obecnie korzysta z dobrodziejstw takich ferii?
Chodzi mi o to że gdy są wakacje to niemal każde dziecko wie że w tym okresie należy się kąpać w morzu lub innym naturalnym zbiorniku wodnym,opalać się na słońcu itd..
Jakiś czas temu zapytałem chyba pewnego 19sto latka czy wie co to jest kulig,w odpowiedzi usłyszałem że nie co wcale mnie nie zdziwiło.
Faktycznie jako dobrą cechą domów dziecka było to że organizowali wyjazdy na kolonie w wakacje i na feriie zimowe co roku dziecią które nie pojechały do domów swych rodziców,inaczej sam bym się zastanawiał nad nazwą kulig ![]()
Pamiętam jak będąc w domu dziecka gdzieś na feriach zimowych ów kulig był robiony i jak biegłem za traktorem (widać koni nie mieli) gdyż spadłem z sanek ucząc się przy tym by następnym razem nie zajmować ostatniego miejsca przy takiej zabawie a raczej gdzieś w środku ![]()
Z ferii jakie miałem w życiu będąc dzieckiem pamiętam też naprawdę piękne i wielkie figury robione ze śniegu przez inne dzieci w jakimś konkursie gdzieś na ów feriach zimowych gdzie zostałem wysłany z domu dziecka.
Dziś miastowe dzieci znają tylko sanki jako narzędzie to zjeżdżania z górek w jakimś parku blisko ulic a jak rodzicom sytuacja finansowa pozwala to poznają tylko jeszcze narty.
Ja narty miałem raz na nogach ale jakoś nie potrafiłem się na nich poruszać więc odłączyłem się od grupy która udawała się wraz z zygą na jakąś górę by na nich jeździć i wróciłem na swoją grupę do domu dziecka ale przeciesz jest jeszcze tyle innych zimowych zabaw które z epoką techniki,komputerów odeszły w zapomnienie.
Hmm tak się teraz zastanowiłem co bym wybrał mając do wyboru wyjazd z domu dziecka na wakacje czy feriie gdzieś czy wyjazd w tym okresie do domu biologicznej matki?
Jako dorosły myślę że wybrałbym gdzieś wakacje czy feriie ale dziecko pewnie myśli inaczej więc ciekawe jaki byłby mój wybór gdybym takowy miał oczywiście wtedy,w tamtym okresie.
Tak czy owak takie wyjazdy to zapewne dobra cecha dla dziecka państwowego bo takie dziecko z normalnego domu to jednak mało które może sobie na to pozwolić ze względów finansowych rodziców,ciociasz kiedyś takie wyjazdy były finansowane chyba też z zakładu pracy rodziców ale dziś to raczej nie możliwe
Dziecko: szkoła-grupa
Dorosły: praca-dom
Jak i w placówkach tak i w dorosłym życiu zawsze są przełożeni,osoby mające jakąś tam władze na tyle dużą byśmy bez słowa robili to co każą tak jak np: wychowawca-pracodawca,nauczyciel-wspólnik,mąż-żona lub inny członek rodziny pracodawcy.
Nawet podobnie jest w samej pracy gdzie pewnie w każdej pracy jest jakiś kierownik zmiany,czy majster a oni to właśnie zastępują doskonale „grupowego” w placówce na grupie czy też klasowego w szkole.
Dwa różne światy a jakże bardzo wiele mają wspólnego więc gdzie i kiedy można powiedzieć że człowiek jest na „wolności”,będąc dzieckiem marzyło się o ów „wolności” dorosłem i co się zmieniło?-ja nie widzę znaczących zmian.
Kiedyś będąc już dorosłym chyba nawet stosunkowo nie dawno przeczytałem gdzieś nad dźwiami do jakiejś szkoły napis „Szkoła to Twój drugi dom”,ów napis jakoś dziwnie wbił mi się w pamięć na tyle mocno że nawet nie pamiętam co to była za szkoła ale napis pamiętam doskonale tak jak napis na czerwonej tablicy przy dźwiach pewnego budynku którego mijaliśmy gdy jako dziecko wieźli mnie do pierwszego mojego ośrodka wychowawczego.
Tamten napis nie był jakimś hasłem lecz zwykłą informacją co znajduje się w tym budynku.
Pamiętam bardzo dobrze że patrząc przez okno samochodu byłej milicyjnej nysy przeczytawszy ów szyld-napis poczułem się bardzo dziwnie do dziś nie wiem czemu,zwłaszcza że nie głosił niczego nowego czego już bym nie znał,a ów napis głosił „Państwowy Dom Dziecka dla chłopców”.
Ciekawe co spowodowało wtedy takie dziwne uczucie,przecież właśnie jechałem z domu dziecka w którym byłem parę lat więc wiedziałem co to jest i co znaczy,hmm może ten dopisek-dla chłopców wywarł na mnie ów wrażenie gdyż wszystkie domy dziecka jakie znałem były mieszane ale niby dlaczego,jakie to miało znaczenie,wkońcu bidul to bidul a to był tylko przeczytany napis-szyld.
Wracając do napisu na szkole,można by tak samo stwierdzić dla osób dorosłych że „praca to Twój drugi dom”,ja wtedy jednak pomyślałem sobie że skoro szkoła to mój drugi dom to gdzie był mój pierwszy dom skoro po za domem dziecka szkoła była na miejscu-terenie zamieszkania.
Nie o tym jednak miałem zamiar tu pisać to tak tylko wspomniałem gdyż chyba od tego się zaczęło że niedawno dotarło do mnie coś bardzo dziwnego i choć wiem że to trochę może i głupie jak większość co tu pewnie pisze ale patrząc na to z pewnej perspektywy bardzo prawdziwe i realne na tyle że zastanawiam się czy tylko ja tak mam czy też znajdą się inne osoby z podobnym spostrzeżeniem nawet jeśli do tej pory nie zwracały na to uwagi.
Tak więc wiecie że byłem (moje ulubione określenie) „dzieckiem państwowym” a w chyba w każdej placówce tego typu panuje coś w rodzaju porządku dnia i nocy.
Chodzi mi o to że choć będąc dzieckiem nie zwraca się na to uwagi to jednak w ów placówkach wszystko jest tak zrobione że cały czas jest dokładnie określony na dokładną czynność,nie ma chyba nawet 1 godziny w której wychowawca jakiś nie wiedział co właśnie robi lub gdzie jest wychowanek bez znaczenia o którego by nie pytano,no chyba że jest właśnie na ucieczce lub nie powrocie z przepustki.
Jest określony czas na dosłownie chyba wszystko,myślę że to po to by wychowanek nie miał czasu na myślenie o czymś innym (kto wie co by wymyślił) ![]()
I tak patrząc na siebie co już pisałem chyba również jakoś obecnie mam czas określony na wszystko tylko przez samego siebie czy to w pracy czy też w dymu.
Od chwili pobutki mogę niemal że dokładnie stwierdzić co o której godzinie będę robił i kiedy to skończę wliczając nawet różnice błędu na niespodziewane okoliczności,a nie należę raczej napewno do „poukładanych” osób,w pracy również usilnie staram się pracować nie według okoliczności w pracy a według zegarka na ścianie „gdyż zawsze o tej godzinie robimy…”to czy tamto i zawsze czasowo musi być tak samo inaczej jesteśmy spóźnieni według mnie nie ważne że było więcej pracy czy mniej jak mniej to dobrze oczywiście bo się wyrobiliśmy ![]()
Mówi się że osoby przebywające w placówkach czy to dzieci w domach dziecka i innych wychowawczych czy też dorośli w więzieniach po opuszczeniu mają problemy z dostosowaniem się do dorosłego życia w społeczeństwie na „wolności” ja się zastanawiam czy jednak nie jest to kwestia zaprogramowania w jakiś sposób ów wychowanków a problem jedynie polega na zmianie programu w danej osobie gdy opuszcza placówkę i potem cały czas w jakiś sposób żyje właśnie według tego programu pierwotnemu.
Czasem bez większego powodu przechodzi mi przez głowę myśl że mimo wieku nadal jestem gdzieś w jakiejś placówce gdzie praca która jest obowiązkowa by żyć zastąpiła szkole a grupa mieszkanie,pokój który wynajmuje i tak jak w placówce tak i dziś w życiu wszystko toczy się właśnie wokół tych dwóch miejsc :
cdn…
Niebawem na stronie pojawią się nowe wpisy-posty,które jednak zostaną zablokowane hasłem dostępu.
W tych właśnie wpisach będzie można znaleść informacje rzeczywiste o sneyku i jego czynach i myślach.
Zablokowanie ich jest powodowane bezpieczeństwem moim oraz dobrym samopoczuciem osób zmuszonych spotykać sneyka w realnym świecie.
Tutaj też zrozumiećie jak wiedza zawarta na całej stronie potrafi zmienić człowieka-tak myślę.
Dostęp do wpisów zablokowanych hasłem będzie miał każdy czytelnik strony którego naprawdę to interesuje,jednakże każdy zainteresowany czytelnik będzie musiał spełnić parę warunków by otrzymać hasło dostępu.
Hasło zostanie podane każdemu zainteresowanemu który:
1. Zarejestruje się na stronie www.pieklo-dziecinstwa.pl
2. Napisze conajmniej 2 komentarze nad widocznymi postami każdy z komentarzy musi być napisany innego dnia.
3. Posiada stały adres ip więc użytkownicy mający internet z jakiejkolwiek sieci telefonicznej muszą ów 2 posty napisać chociażby z kawiarenki internetowej swojego miasta.
Tylko spełnienie takich warunków da mi pewność że użytkownik-czytelnik strony nie zna mnie z realnego świata a co za tym idzie nie jest wstanie mi w żaden sposób zaszkodzić oraz samemu czuć się nieswojo w mojej obecności.
Pozostali myślę że zrozumieją gdy będą nadal śledzić wpisy nawet te zablokowane.
Oczywiście na otwartej dla każdego stronie będą nadal pojawiać się nowe myśli ,czyny i wspomnienia sneyka ale jeśli uznam jakiś wpis za coś co może wpłynąć na realne życie moje to ów wpis będzie automatycznie blokowany z dostępem dla osób naprawdę zainteresowanych gdyż pewnie tylko te osoby spełnią ów 3 warunki i też te osoby zapewne mnie zrozumieją oraz moją decyzję w tej sprawie.
Za ewentualne utrudnienia i niedogodność przepraszam ale najważniejsza jest dla mnie moja prywatność i bezpieczeństwo.
Skoro już jestem a raczej byłem przy bulim i ostatnim ośrodku wychowawczym to napisze o tych tabletkach na uspokojenie których nie chciałem brać,ale chyba już gdzieś o tym wspomniałem-chyba ![]()
Wsumie to nie wiele z tego pamiętam ale myślę że początek tego miał wtedy gdy z jakiegoś powodu goniłem jakiegoś dzieciaka-innego wychowanka mojej grupy który bardzo szybko uciekał po schodach na teren grupy wołając pomocy że ja chce go zabić.
Uciekając tak zamykał w biegu wszelkie dźwi które ja otwierałem zaraz za nim i z jakiś dźwi otwierając je została mi w ręku klamka od nich (w takich miejscach jak ośrodek czy dom dziecka wiele rzeczy trzyma się tylko wizualnie,dzieci mają zdolność do dewastacji i prowizycznego ukrycia tego) której jakoś nie wywalilem nawet nie wiedziałem że ją trzymam.
Wkońcu ów wychowanek zamkną się w ostatnim możliwym pokoju a robiąc taki hałas wołając o pomoc zawołał całe piętro i nie tylko więc i wychowawce.
Co było dalej nie pamiętam ![]()
Jakoś po tym zdarzeniu zawołano mnie do pielęgniarki i ona podała mi jakąś tabletkę,gdyż nie narzekałem na zdrowie zapytałem co to za lekarstwo w odpowiedzi usłyszałem że witaminy.
Hmm chyba każde dziecko w jakiś sposób słucha się dorosłych a głównie lekarza więc ów witaminy zjadłem i kazano mi przyjść jutro ponownie po nie rano.
Rano gdy się zjawiłem po te witaminy zauważylem że bierze je z gabloty zamykanej na klucz z półki na której widniał napis „uspokajające”,a napis „witaminy” był wyżej.
Hmm sam nie wiem czemu ale gdy to zobaczyłem to wiedziałem że tego nie wezmę,nie dla tego że były one uspokajające ale dla tego że mnie okłamano,nie powiedziano prawdy.
Tak więc gdy odmówiłem pielengniarka zawołała wychowawce,zjawił się ów buli a potem jeszcze jeden i jeden mnie trzymał na krześle a drugi otwierał mi buzię by pielengniarka wsadziła mi tabletkę.
Po kilku nie udanych próbach ów tabletkę rozpuszczono w wodzie i w podobny sposób mi ją podano co chwilę po tym wyplułem ![]()
Z rezygnacją stwierdzili że nie będą się szarpać jeśli zechce to mogę po nie przyjść tłumacząc na co one są,znaczy się mówiąc że nie będę taki nerwowy.
Jak się nie mylę poszedłem sam po nie już na drugi dzień ale napewno szybko i brałem aż nie powiedzieli że się skończyły ![]()
Czytając swoją opinię z tego chyba ośrodka pamiętam takie zdanie „jest agresywny,nie panuje nad sobą,potrafi nawet rzucić krzesłem w dzieci co zresztą miało już miejsce”-tego nie pamiętam ale jestem sklony się z tym zgodzić wkońcu cel uświęca środki a znając siebie doprowadzony do ostateczności mam jedną myśl w głowie byle by się nie ruszał-on lub ja:)
Jednak nie tłumaczy to podawanie czegoś bez wyjaśnień nawet dziecku i może ta przegrana była powodem zemsty z papierosami od buliego ale to tylko domysły zwłaszcza że nawet nie był moim głównym wychowawcą
Ostatnia z wartych pamiętania historia z okresu dziecinstwa związana z papierosami miała miejsce jeszcze w domu dziecka.
W domu dziecka raczej zawsze paliło się po za grupą na podwórku gdzieś lub w lesie bardzo blisko grupy,ewentualnie w kotłowni.
Tak więc udałem się na podwórko tak zwyczajnie jak dziecko pobawić się a raczej poszwędać po okolicy gdyż to częściej robiłem samodzielnie niż się bawiłem.
Niedaleko grupy w której byłem tuż przy lesie rosło wysokie drzewo na którym ktoś kiedyś zamocował sprężyny od jakiegoś łóżka-musiał to zrobić ktoś dawno temu gdy drzewo było jeszcze małe.
Tam na tym drzewie często mniejsze dzieci takie jak ja się bawili-tak baza no i oczywiście palili papierosy jak i tym razem ![]()
Siedząc tak na tym drzewie i pałac zobaczyłem na dole chłopaka z grupy który gdzieś szedł-chyba na randkę z inną wychowanka placówki.
Jakoś doszło do zauważenia mnie i gdy zszedłem ów chłopak postawił warunek albo pale papieros za papierosem by oduczyć się palić albo mówi wychowawcy-a chłopak był znacznie starszy prawie dorosły.
Zgodziłem się na pierwszy wariant i tak paliłem jego papierosy jeden po drugim bez oczekiwanych rezultatów.
Po wypaleniu chyba ze 6 ów jego koleżanka stwierdziła że to powinno palić się kilka na raz a nie pojedynczo i tak też zrobiono paliłem po 3 papierosy jednocześnie.
Chyba za drugim poczęstunkien 3 papierosami lub też trzecim nie pamiętam wymiotowałem więc o taki rezultat w tym chodziło chyba bo kazano wrócić mi na grupę co uczyniłem zjadająć wcześniej parę liści z drzewa-wierzyliśmy wtedy że to zabija zapach nikotyny z buzi.
Hmm jakoś palenia mnie to nie oduczyło,ciekawe skąd teoria że można w ten sposób kogoś oduczyć ![]()
Co paliłem w życiu po za papierosami głównie w okresie dziecinstwa?-
Suchą trawę-siano zawiniete w duży liść.
Herbatę zarówno jak zwykłą jak i grantlowaną.
Liście cebuli te co to się z nich cebulę obiera.
zwykłą gazetę zawinieta w rolnoik i podpalając ją wciągalo się dym.
Normalne cygaro,Normalną fajkę-i tym i tym zaciągałem się jak zwykłym papierosem chociaż cokolwiek bym nie palił robiłem to jakbym palił papierosa inaczej nie umiem ![]()
A dziś nadal nie pale choć tak wcześnie to zaczęłem to jak narazie nie wydaje się to takie trudne te całe rzucanie palenia,ale to dopiero albo już 4 dzień bez nikotyny
:):):):)
BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)