W placówkach wychowawczych jakie miałem „przyjemność” zwiedzić w dzieciństwie był taki zwyczaj że jeśli ktoś wybierał się na przepustkę,nawet na dwa dni to musiał robić coś takiego o nazwie obiegówka gdzie każdy z przełożonych musiał złożyć swój podpis potwierdzający że zniczym nie zalegam przed wyjazdem i dlatego też przed nim trza było posprzątać w swoich szafkach w pokoju i magazynku grupowym by wychowawcy dali swój podpis,oddać książkę do biblioteki by bibliotekarka dała swoją zgodę,udać się do lekarza by stwierdził że opuszczam ośrodek zdrowy no i oczywiście dyrektor szkoły potwierdzając że w szkoła wydaje zgodę i kierownik placówki jako główny i najważniejszy podpis. Wsumie zajmowało to około tygodnia by wyjechać na 2 dni,ale zawsze było to traktowane jako coś fajnego gdyż miało się świadomość tego co czeka na końcu tej drogi-WOLNOŚĆ,choćby nawet i ta dwu dniowa.
Zawsze gdy już musiałem wracać z ów przepustki choć nie miałem ich zbyt wiele,gdyż zwykle brakowało mi zgody rodziców na przepustkę choć sąd zgodę zawsze wyrażał to za każdym razem gdy wracałem strasznie się głupio czułem,nie wiem czy to był strach czy tylko obawa ale za każdym razem czułem się tak jakbym jechał do placówki poraz pierwszy,wyobrażając sobie jak bardzo tam jest źle.
Dziś jestem dorosły i obiegówki zostały tylko wspomnieniem a przepustki zamieniły się jedynie na urlopy w pracy jeśli pracuje wystarczająco długo by ów urlop dostać.
Mimo upływu lat i tak wielkich zmian nadal przed urlopem sprzętam swoją szafke w pracy by pozostawić porządek po sobie a gdy zbliża się okres końca urlopu czuje się bardzo podobnie jak w dzieciństwie gdy wiozą mnie do ośrodka wychowawczego.
Mimo tego że znam w pracy wszystkich na tyle dobrze że wiem co po kim mogę się spodziewać,czego oczekiwać po powrocie tak jak to się miało w placówkach wychowawczych to jednak mam wrażenie że ów urlop był głupim pomysłem że powinienem pracować,przeciesz inni tam zostali i pracują więc dlaczego ja jestem w domu.
Może ktoś poczuje się nie zadowolony że ja jestem w domu a on nadal tam jest.
Wiem że to nie jest normalne i nawet w dzieciństwie nie było takie myślenie wkońcu poprostu mi się to należało czy też należy ale mimo tego ów pytania,myśli i obawy co zastane po powrocie są silniejsze,a nie było mnie tylko 4 dni.
Satysfakcja z przepustki kiedyś i urlopu dziś zamienia się w obawy i wyżuty sumienia że źle się zrobiło nim do końca przepustki czy też urlopu dochodzi.
Po powrocie zwykle okazuje się że nic się nie zmienia wszystko jest tak jak było nim wyjechałem czy też poszedłem na urlop i wszelkie obawy były bezzasadne i znikają do następnego razu.
Jak to wyjaśnia sensownie,skąd takie obawy,czym powodowane?
gru 032009

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
A co ja czułam wracając do Bidula z przepustki?
-strach
-obawę
-wątpliwości- czy dam radę wytrzymać.
-chęć płaczu.
-silną bezsilność
-niepokoj
-smutek
-brak chęci do czegokolwiek.
-mysli samobojcze.
-mysli, ze nie dam rady.
-zamkniecie sie, wycofanie sie z kontaktow.
I tak dalej, zbyt bolesne, aby sobie to przypominać…
Też musiałam być zdrowa opuszczając Bidul, musiałam mieć zrobiony dyżur i generalkę.
Musiałam mieć zgodę dyrekcji Bidula, żeby jechać na przepustkę- tak jakby zgoda Sądu była czymś nie wystarczalnym.
No było to było. Jest urlop teraz. Czy nie masz jakiegoś wpływu na to, co będziesz robił w tym czasie? Nie masz żadnego wyboru? w jakim celu wychodzić z pokoju? No ja przecież Cię nie znam zbyt dobrze. Nie wiem, co mógłbyś lubić czy po prostu co lubisz robić. Może lubsz siedzieć w pokoju, Znam chłopaka, który na czas urlopu zamyka się w pokoju i klei modele samolotów. Bo tak lubi. Nie wiem, czy Ty lubisz wysiłek fizyczny czy wręcz przeciwnie spokojne lenistwo, a może jakąś dłubaninę ? Lubisz działać czy obserwować ? Ja jestem ogólnie raczej „obserwator”, lubię na przykład leżeć w lesie i obserwować życie wokół. Małe – malutkie życie. Krople rosy, listki, pajęczynki – te klimaty. Umiem wtedy nie myśleć. Super jest. Lubię pojechać gdzieś, gdzie widać dużo nieba i patrzeć na chmury, też się wtedy odłączam. W ogóle mnie przyroda bez ludzi wycisza. Cel – moja własna przyjemność, danie sobie czegoś, co jest dla mnie i tylko dla mnie. Lubię też chodzić. Daleko. Zmęczyć się. Żeby poczuć nogi. Jest całkiem sporo rzeczy, które znalazlam sobie do lubienia. Raczej takich niedrogich. Dostępnych. Bez ludzi, bo mnie męczą. Może i Ty znajdziesz kiedyś coś, co da Tobie i tylko Tobie frajdę. Zasługujesz na to.
Coś miłego?
Co masz na myśli DMM?
Przepustka-wędrówki z ojcem w celu wyłudzeń ewentualnie nuda gdzieś na wsi a jedyna rozrywka to praca w pgr-u będąc dzieckiem raczej miastowym czy też urlop wprawdzie odpoczynek od kłótni i awantur zawodowych z współpracownikami ale odpoczynek ten spędza się w pokoju umierając z nudów bo po co gdzieś wychodzić w jakim celu.
Ja mam wrażenie że zamienia się tyko jedno zło na drugie.
A czy tak bardzo głęboko, w środku siebie to masz uczucie, że Tobie się coś dobrego należy? Że zasługujesz na przyjemność, odpoczynek, coś miłego? Ja wyjeżdżając na obiektywnie należne urlopy miałam takie odczucie, że w tym czasie to powinnam ( tu wpisać cały tłum obowiązków) zamiast „nicnierobienia”. Bo człowiek co nic nie robi jest niepotrzebny i poniesie smutne konsekwencje obijania się. Jest nie w porządku w stosunku do innych. Taki przekaz z dziecistwa. Oduczam się tego, ale na razie średnio mi idzie. Będąc gdzieś tam za własne zarobione pieniądze nadal muszę kontrolować to wewnętrzne „coś”, które mi przypomina o mojej „nieobowiązkowości” i straszy konsekwencjami „karygodnego lenistwa”. Obiektywny idiotyzm, subiektywne poczucie, że nie mam prawa do miłych rzeczy.