Pamiętam jak swego czasu często pytano mnie o to jaki jestem teraz,jaki w pracy czy w życiu osobistym.
Postaram się odpowiedzieć tutaj teraz na pytanie jaki jestem w pracy.
Odkąd pamiętam zawsze gdy miałem coś zrobić,cokolwiek za co miałem dostać wynagrodzenie bez znaczenia jakie,czy jakąś rzecz czy też finanse zawsze starałem się to zrobić jak najlepiej umiałem by płacący był zadowolony.
Tak jest do dziś.
Bez znaczenia jest i był fakt jakie może to przynieść konsekwencje,nie interesowało i nie interesuje mnie fakt że mogę złamać prawo,że mogę przez wykonanie ów czynności nie być akceptowanym przez innych współpracowników czy też że w trakcie ów pracy myślę że mi się to poprostu nie opłaca że na tym tracę.
Jeśli już się zgodziłem na podjęcie danego zadania czy też czynności to poprostu muszę ją wykonać.
Kiedyś często słyszałem że „nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu” nie mam pojęcia co to znaczy ale wiem że choć próbowałem wielokrotnie wyluzować,niej osobiście podchodzić do obowiązków za które mi płacą to poprostu nie potrafię.
Zdaje sobie sprawę że moje podejście do pracy bardzo osobiste na tyle że nawet pracodawca niby w żartach twierdził kiedyś że bardziej się martwię niż on sam jest dla jednych zaletą pracownika a dla innych wadą,ale z szczerze pisząc skąd u mnie taki stosunek do czynności za które mi płacą nie mam pojęcia,nie potrafię wyjaśnić dlaczego muszę coś robić skoro mi za to płacą i robić to szybko i dobrze na tyle na ile potrafię,nawet pracując na godziny pracę wykonuje szybko choć pracuje krócej więc mniej płacą,lecz inaczej nie potrafię.
W jedyny zakładzie pracy jak w każdym innym jest kilka etatów,parę różnych stanowisk pracy ale wcale mnie to nie interesuje robię to co uważam za stosowne że powinno być zrobione bez różnicy czy należy to do moich obowiązków,czy też mógłby to zrobić ktoś inny choć wolniej czy też później,jeśli przyspieszy to wykonanie zadania za które mi płacą to ja to chętnie zrobię.
Inaczej a dokładniej przeciwnie ma się sprawa do pracy za która mi się płaci i powiedzmy każe mi się coś robić a nawet poleceniem zmusza do tego bym coś robił coś co według mnie można by było zrobić później albo ktoś inny mógłby to zrobić,wtedy będąc zmuszony do takiej pracy wcale mi się nie chce jej robić.
Wprawdzie wykonam polecenia przełożonego ale bez zaangażowania,na odczepnego,poprostu odwale pańczyzne.
Najlepiej i najchętniej pracuje i wykonuje zadania wtedy gdy sam podejmuje decyzję o czasie i sposobie wykonania zadania.
Hmm pisząc ten post przypomiało mi się moje pierwsze i ostatnie jakie miałem umówione spotkanie z pewnym pedofilem na dworcu w warszawie gdy byłem na ucieczce z domu dziecka,wtedy po całkowicie przypadkowym spotkaniu z nim umówiłem się na inny dzień w tygodniu chyba na środę przy kasie nr.4.
Jechałem wtedy do biologicznego ojca który mieszkał w krakowie,pisałem o tym już kiedyś wtedy to też płacono mi za spotkanie i traktowałem to jako pracę i pamiętam że wtedy też choć miałem zaledwie góra 13 lat to traktowałem to bardzo poważnie i bardzo chciałem stawić się na spotkanie ale nie stawiłem się gdyż ojciec odesłał mnie do placówki-nie byłem mu wtedy potrzebny.
Tak owszem dziś nie żałuję tego że się nie wstawiłem na ów spotkanie ale pamiętam że bardzo chciałem bo miałem zarobić,pamiętam jak opowiadałem ojcu o tym że muszę być w warszawie wtedy bo obiecałem że pomogę mleczażowi rozstawiać butelki z mlekiem a jak wiecie w czasach komunizmu mleko zwykle znajdowało się pod dźwiami domu rano jeśli się za to płaciło.
Tak więc pracę traktuje jako obietnice która trzeba wykonać bez różnicy na wszystko jeśli tylko mogę.
Tak więc skończyło się lato i zaczęła jesień.
Jest coś czego wręcz sneyk nie lubi o tej porze roku.
Zapewne każdy z nas niejednokrotnie słyszał i usłyszy „śpiew” wiatru wdzierającego się do pomieszczeń zamkniętych gdy na zewnątrz dość mocno ów wiatr szaleje na otwartym polu czy też terenie,ów „śpiew można usłyszeć przez cały rok lecz jesienią jest znacznie częstszym zjawiskiem.
Nie wiem tak naprawdę czemu ale zawsze gdy słyszę ten „śpiew” wiatru to przychodzi mi do głowy wspomnienie w którym chyba poraz pierwszy go usłyszałem,a było to gdy będąc małym dzieckiem spałem pod dźwiami frontowymi w domu swojej biologicznej mamy o czym już pisałem na początku blogu.
Do dziś jednak zastanawiam się dlaczego gdy to słyszę ten „śpiew” zawsze o tym myślę choć wprawdzie przez chwilę ale myślę.
Tłumacze sam sobie że to dlatego że w tamtym okresie bałem się tego „śpiewu” choć wcale tego nie jestem pewien gdyż jak już wiecie niewiele pamiętam z okresu „beztroskiego dziecinstwa”-cóż zawsze to jakieś wspomnienie które się utrwaliło na zawsze w mej pamięci. (niektórzy ten śpiew wiatru nazywają ponoć wiatrem wisielca oznaczającego że ktoś się właśnie powiesił ale to tylko przesądy i legendy)
Tak więc udałem się z wynikami testu osobowości do jednego z genialnych psychiatrów w moim mieście by przetłumaczył mi na ludzki,zrozumiały dla mnie wynik tych testów.
Już na początku zapoznawania się z tymi wynikami dumnie oświadczył:
„ma pan zaburzenia osobowości od początku to mówiłem”
Zapytałem jakie to są zaburzenia wiem że przypisuje się mi zaburzenia ale dokładnie jaka nazwa?
W odpowiedzi usłyszałem że jest w psychiatri taki termin jak”osobowość chwiejna emocjonalnie typ impulsywny” i że ja mam taką właśnie osobowość.
Oto znalezione cechy osób z ów osobowością w internecie:
* niestabilność emocjonalna
* brak kontroli działań impulsywnych
* wybuchy gwałtownych zachowań
* tysiące myśli w głowie
* ochota wyżycia się na sobie
* duże napięcie w sobie
* wroga postawa
* wrogie spojrzenia na ludzi
* nienawiść
Muszą wystąpić co najmniej trzy spośród cech wymienionych poniżej, a w tym druga:
* wyraźna tendencja do nieoczekiwanych działań bez zważania na konsekwencje
* wyraźna tendencja do zachowań kłótliwych i do wchodzenia w konflikty z innymi, szczególnie jeżeli impulsywne działania zostały pokrzyżowane lub skrytykowane
* ciążenie ku erupcjom gniewu lub gwałtowności, połączone z niezdolnością do kontrolowania wynikającego z tego wybuchowego zachowania
* trudność utrzymania jakiegokolwiek kursu działań, który nie wiąże się z natychmiastową nagrodą
* niestabilny i kapryśny nastrój
Muszę stwierdzić że chyba to nawet do mnie pasuje ![]()
Niestety gdy zapytałem jak się tego pozbyć usłyszałem że to niemożliwe gdyż to nie jest choroba lecz zwykła cechą charakteru człowieka,a charakter jako taki kształtuje się od dnia narodzin do 21-szego roku życia a potem to już poprostu jest a ja jestem znacznie starszy niż 21 latek i że ponieważ moje życie nie było usłane różami to mój charakter ukształtował się tak jak się ukształtował i jeśli jakiś inny psychiatra twierdzi że można to wyleczyć to kłamie,ale zawsze mogę iść do innego.
Terapia farmakologiczna (lecząc się tabletkami) może ograniczyć niektóre negatywne cechy charakteru ale nie wyleczyć może trochę wyleczyć ów zaburzenie terapia psychologiczną ale jako taka w moim mieście jest niemożliwa gdyż poprostu takiej nie ma a dokładnie jedyną jaka jest to już o niej pisałem że stwierdził ów psycholog że nawet jakiś tam Beihmer (guru w psychologi) nie dałby se rady w moim przypadku.
Zastanawiajace jest to że od zawsze słyszę że powinienem się leczyć a lekarz twierdzi że leczenie nic tu nie pomoże gdyż moja choroba nie jest chorobą-jak za tym nadążyć?
Inna sprawa to ciekawi mnie czemu ponownie gdy poprosiłem o jakieś tabletki uspokajające znów dostałem tabletki które leczą padaczkę a której ja z całą pewnością nie posiadam,oczywiście dostałem też coś na uspokojenie by w pracy nie być zbyt agresywny słownie gdyż wcale to mi się nie podoba i zapewne innym też choć pewnie już się do tego przyzwyczaili.
No dobrze znam nazwę zaburzeń ale co dalej z tym zrobić tego niestety nie wiem,posiadając nienawiść do ludzi nadal będę „tym jedynym szatanistą w pokoju pełnym katolików” o czym pisałem już kiedyś dawno temu gdzieś na początku
Podczas pewnej dyskusji na jakimś forum na temat prób samobójczych nastolatka w ośrodku wychowawczym odpowiadając na pytanie jak mu pomóc ktoś napisał że wystarczy przy nim być w chwili gdy zamierza ów zamach na swoje życie robić.
Opowiem wam tu pewną prawdziwą historię która nie tyczy się mnie ale byłem jej świadkiem.
Będąc w jednym z ośrodków wychowawczych młody chłopak w wieku około 14 lat zrobił sobie tatuaż,malutki krzyżyk na mostku oraz na ramieniu.
Krzyżyk w tych właśnie miejscach nie oznacza osoby mocno wierzącej w Boga,lecz oświadcza wszystkim zainteresowanym że osobnik noszący taki właśnie krzyż nie boi się śmierci.
Pewnego ranka w łazience przy porannej toalecie niedługo po tym jak ów chłopak zrobił sobie ten tatuaż inny z wychowanków go zauważył i postanowił wraz z grupa innych kolegów sprawdzić wiarygodność tego przesłania u właściciela tatuażu.
Zapytany czy wie co oznacza ten tatuaż odpowiedział że wie więc wręczono mu żyletke i kazano to udowodnić poprzez cięcie sobie ręki.
Chłopak myślę że bardziej że strachu nad skutkami odmowy niż nad chęcią udowodnienia że faktycznie nie boi się śmierci zaczą robić sobie „drabinke”-drabinka oznacza cięcie sobie ręki od nadgarstka do obojczyka.
Gdy chłopiec udowadniając że nie boi się śmierci doszedł do okolic łokcia kazano mu ciąć się od strony wewnętrznej ręki co uczynił bez większego zastanowienia się nad tym do momentu aż nie pozwolono mu przestać.
Cięcia wprawdzie nie były głębokie ale chodziło tu o to że jeśli nie boi się śmierci to i odwagę musi mieć na samookaleczenie.
Zaraz po tym incydencie zostało dodane do regulaminu wewnętrzego punkt mówiący o tym że „każdemu kto posiada tatuaż zostanie wstrzymana jakakolwiek przepustka”,więc szybko pojawiła się moda na wybawianie tatuaży poprzez wypalanie ich gasząc na nich niedopałki papierosów.
Takowe pozbywanie się tatuaży również szybko zostało zakazane groźbą pozbawienia przepustek a ów regulamin poprawiono o wyraz „nowy” więc przepis brzmia „osobie posiadającej nowy tatuaż zostaną wstrzymane przepustki”
Pisze o tym gdyż chce pokazać ile jest warte życie czy zdrowie dziecka dla innego dziecka w takich placówkach.
Jeśli jest się przy jakiejś próbie samobójczej to tylko w celu rozrywki lub dotrzymania towarzystwa ale napewno nie w celu pomocy ów osobie,chyba że zostało to tak zaplanowane.
Można by było powiedzieć że to było dawno inne czasy,owszem ale realizując plan A o którym pisałem kiedyś również nie byłem sam w celi,były tam jeszcze dwie osoby i nikt nawet nie myślał o przeszkodzeniu mi w tym choć jedną z tych osób się trochę bała o to że moja śmierć zostanie mu przepisana gdyż odsiadywał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności za dwa morderstwa wtym jedno w zakładzie karnym ale przeszkadzać nikt nie miał zamiaru a to było nie tak dawno i byliśmy dorośli więc ponoć mądrzejsi.
Myślę że nie wiele się zmieniło w placówkach wychowawczych jeśli chodzi o te sprawy i napewno „wystarczy być” to stanowczo za mało by ktoś zrezygnował ze swych zamiarów a wręcz przeciwnie dodaje się odwagi i motywacj wtedy bo przeciesz nie można okazać się tchurzem.
BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)