Największym paradoksem tego wszystkiego było to że to zyga był chyba najlepszym wychowawcą jakiego miałem.
To na jego dyżurach pamiętam najlepsze chwile z tej placówki.
Zyga potrafił zorganizować nam czas wolny na zabawy poprzez ogniska,wypady na skałki-pozostałości po niemieckich bunkrach,zajęcia kulinarne głównie robienie sałatek warzywnych i wogóle gdyby nie jego upodobania byłby chyba z moich oczach najlepszym wychowawcą z prawdziwego zdarzenia.
To właśnie dzięki niemu mogłem mieć zwierzęta na grupie nawet psa przybłęde bez zgody dyrektora placówki,nim ów dyrektor psa nie wywiózł po tym jak pies nie chciał go wpuścić do grupy podczas nocnego obchodu.
Choć nie pamiętam by choć raz podniósł na mnie rękę w sensie fizycznym znaczy nie uderzył mnie nigdy to chyba sie go bałem gdyż zabrał mi kiedyś plastikowego węża i zabawkowe kajdanki(pewnie w celu bym po nie przyszedł kiedyś do niego) a jak już jego zainteresowanie dziećmi wyszło na jaw i po powrocie na teren placówki cały dom dziecka mówił że zyga już nie pracuje że była milicja u niego że wynosili wideo kasety i niewiadomo co jeszcz to wtedy nie wiem czemu ale chciałem odzyskać swoje zabawki może dla tego że nie miałem ich za wiele a może dla tego że poprostu były moje.
Pamiętam że bardzo sie bałem iść do niego po nie i prosiłem kolegów by poszli ze mną.
Gdy poszliśmy to oczywiście oddał mi je ale zapytał dlaczego to zrobiłem znaczy dlaczego poszedłem na milicję?czy nie chciałem by wysłał opinię o mnie do sądu i dla tego?
Choć nie znałem odpowiedzi na te pytania i nie znam do dziś tak naprawdę to czesto je słyszę w myślach zastanawiając się co miał na myśli mówiąc o opini i skąd wiedział on i cały dom dziecka że to ja byłem na milicj,przeciesz ja tylko przyprowadziłem innych to inni zeznawali.
Choć po zabawki byli ze mną właśnie ci inni to zyga pretensje o milicję kierował do mnie dlaczego…
wrz 192009

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)