Tak, więc jest 1991r.mam 16 lat i jestem wolny po odbyciu około 8 lat kary nie wiadomo, za co.
Mieszkam w tym czymś, co nazywało się rodzinnym domem wraz z już pięciorgiem rodzeństwa i rodzicami.
W sumie po niedługim czasie po uzyskaniu wolności pod wpływem opowieści braci oraz tych, co dziesiątkami słyszałem w PMOW oraz też z powodu nędzy i biedy w tym domu popełniam pierwsze prawdziwe przestępstwo a potem parę kolejnych obiecując sobie, że jak tylko skończę 18 rok życia to z tym przestanę.
Przestępstwa te polegały na włamaniu się do różnych sklepów i kiosków spożywczych.
Nie wiem, czemu ale czuje, że nie powinienem tu mieszkać, że to nie moje miejsce.
Do nikogo, ale to dosłownie do nikogo z całej mojej rodziny nie potrafię zwracać się po ich tytule znaczy mama, tata, ciocia czy wujek mówię do nich po imieniu, choć jestem wewnętrznie przekonany, że powinienem mówić proszę pana czy pani, ale tak nie mówię, bo jak by to wyglądało.
Więzy rodzinne do każdego członka mojej rodziny są takie same jak do każdego człowieka na tej ziemi-nic do nikogo nie czuje ani miłości ani też nienawiści.
W 1993r.mając 17,5 podejmuje pierwszą legalną pracę taką z ubezpieczeniem itd.
W domu odkąd wróciłem próbuje zrozumieć, dlaczego musiało się dziać to, co się działo niestety nikt nie jest skłony do wyjaśnień.
Gdyby w domu rządził alkohol to by było jakieś wyjaśnienie, ale nie było alkoholizmu w domu, więc dlaczego?!
Im bardziej myślę nad pytaniem bez odpowiedzi, dlaczego tym bardziej czuje się źle.
Jest noc jedyna wolna z pracy w tygodniu(pracuje na nocne zmiany) zakradam się po cichu niczym złodziej do pokoju rodziców stoję w drzwiach i patrzę jak śpią.
Nie wiem skąd pojawiają się myśli o zemście mocno związane z śmiercią śpiących, ale zaraz potem pytanie, co będzie z moim nowym rodzeństwie przecież oni są nie winni mają po 5 i 6 lat, trafią do placówek przecież wiem jak tam jest.
Wracam do swojego łóżka.
Pod koniec następnego tygodnia wynajmuje pokój u obcych ludzi i w sobotę się wyprowadzam z rodzinnego gniazda zdając sobie sprawę, że nie mogę tu mieszkać, że jeśli zostanę to oszaleje lub też zrobię coś strasznego.
W piątek przed wyprowadzką chyba z ciekawości pytam się mamy, co by powiedziała gdybym się wyprowadził? Stwierdziła wtedy, że dobrze, że jedyny mądry, który poszedł na swoje.
Stwierdziłem, że jutro się wyprowadzam nie zauważyłem żadnej reakcji na jej twarzy po prostu wyszła z pokoju gdzie odbywała się rozmowa.
Rano wziąłem wszystkie swoje rzeczy było tego aż dwie reklamówki i poszedłem tam gdzie już opłaciłem pokój na miesiąc, nikomu z rodziny nie podając adresu gdzie mieszkam.
wrz 192009

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)