Ankiety

Myślę że opisy na tej stronie to:

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

1.Kontakt

Gadu-Gadu: 4028876
_______________________
E-mail: sneyk@pieklo-dziecinstwa.pl

Tojest opis jednej z moich ucieczek z domu dziecka których miałem ponad40 ta podróż trwała zaledwie jakieś 4 dni ale każdy choć jeden dzień na ucieczce dawał mi coś wspaniałego jak dla dziecka teraz śmiało mogę nazwać to prawdziwą wolnością bez żadnych zasad,reguł i przepisów oraz zakazów i nakazów dawanych przez dorosłych.
Mimo głodu i niejednokrotnie chłodu każda ucieczka była cudownym doświadczeniem w moim krótkim życiu i jestem dumny że mogłem poznać smak tak prawdziwej wolność choć pewnie żaden opis tego nie będzie wstanie przekazać drugiemu człowiekowi który sam tego nie próbował.
Jest mniej wiecej rok 1988 więc nie mam jeszcze nawet 15 lat i jestem w domu dziecka.
Wbrew podstawowym zasadom że ucieka się w lato gdy jest ciepło uciekam w zimę w owego domu.
Nie jest to moja pierwsza ucieczka więc mam już jakieś tam doświadczenie w tej sprawie:)
Zwykleuciekałem sam ale tym razem na wskutek pewnych zbiegów okolicznościdołącza do mnie jakiś chłopak z normalnego rodzinnego domu który samnie wiem czemu chce uciec ale zabieram go ze sobą.
Będącchyba mocno pod wpływem filmu w którym to dwaj chłopcy uciekają doSzwecji i zostają tam adoptowani (chyba pt.Sto mil do nieba)postanowiliśmy również uciekać za granicę w tym celu sprawdziliśmy namapie jakie miejscowosci leżą koło granic i wybór pada na na Niemcy amiejscowość w którym ją przekroczymy to Chojna,czemu akurat tam niewiem,choć moje rodzinne miasto również leży na granicy w Niemcami towiem już uczony na błędach że lepiej się tam nie pokazywać.
Z miejscowosci w której znajduje się dom dziecka znajduje się wiele kilometrów od owej Choiny to właśnie tam jedziemy.
Niepamiętam już w jaki sposób dojechaliśmy w pobliże owej miejscowosci alezapewne bardzo popularnym wtedy autostopem,często tak podróżowałem gdyżryzyko że zostanę odprowadzony na milicję było zwykle nie wielkie.
Kierowcyjeśli się zatrzymali by podwieść mnie po usłyszeniu jakiejś wymyślonejwcześniej na takie sytuację historii nie zadawali głównie wielu pytańchoć zdarzały się wyjątki i trza było uciekać:)
Tak więc jesteśmy w miejscowosci Choiniczka nie daleko celu znaczy Choiny.
Ponieważ drogowskaz nie wskazuje wielkiej cyfry kilometrów do celu idziemy na piechotę.
Jestemubrany raczej na porę roku wiosenną lub letnią niż zimową ale to mi nieprzeszkadza nie ma aż tak wielkiego mrozu jeśli wogóle jest jakiś.
Idącw kierunku wskazywanym przez drogowskazy do Choiny z Choiniczki widzimyże coś jest nie tak że pisana odległość nie zawsze się zmniejsza a wręczprzeciwnie czasami rośnie czasami maleje raz jest 3 kilometry a zajakiś czas kilometrów jest 8 od wybranego celu.
Ogólnieobliczyliśmy ponad 20 kilometrów do momentu w którym to chybapostanowiliśmy skrócić sobie drogę idąc przez jakiś las gdzie już niebyło drogowskazów choć raczej nazwał bym to jakimś parkiem niż lasem.
Idąctym parkiem jesteśmy już mocno zmęczeni i głodni nie pamiętam dziśkiedy ostatni raz wtedy jadłem ale zapewne nie było śniadania i niewiem czy była kolacja.
Głód w sumie tak bardzo nie przeszkadza zjemy coś w Choinie gorzej ze zmęczeniem nie mam siły dalej iść muszę odpocząć.
Mijamyw parku jakiś drewniany stół kempingowy taki dla turystów chyba,niewiele myśląc kładę się na nim by odpocząć pare minut nie zwracającuwagi że leży tam znaczna warstwa śniegu.
Nie wiem alechyba usnełem gdyż budzi mnie mój towarzysz podróży z płaczem wyciągaznalezioną po drodze butelkę na sprzedaż i mówi że chce do domu żeidzie się poddać na milicję że ma dosyć.
Nie wiem ile spałem na tym stole ale za mało gdyż nadal byłem zmęczony no i teraz na dodatek mokry od śniegu.
Niepozwalam towarzyszowi iść nigdzie samemu pewnie dla tego że też niechciałem zostać sam w tym parku a wiedzieliśmy już na pewno żezabłądziliśmy nie powinniśmy oddalać się od głównej drogi a już na pewnowchodzić w jakiś las.
Idziemy jakaś ścieżką sugerując się tym że każda ścieżka gdzieś prowadzi.
Trafiamynad jakieś jezioro gdzie z daleka widać samochód fiata 126p idziemy wtym kierunku może nas podwiezie do tej Choiny kierowca tego auta.
Pospotkani się z kierowcą który łowił tam ryby,wymianie formgrzecznościowych i odpowiedzi na jego pytania co tu robimy zgodził sięnas podwieźć.Nie wiele myśląc dlaczego tak szybko kończy łowić ryby niekaże nam czekać wsiadamy do jego samochodu i jedziemy.
Wsamochodzie było ciepło i pewnie dlatego znowu usnełem na tylnimsiedzeniu obudziłem się a raczej kierowca mnie obudził przedkomisariatem milicji.
Okazało się że podczas jazdy gdy jaspałem mój towarzysz podróży bardzo chętnie kierowcy opowiadał o naszejwycieczce któremu nie dawało spokoju mój letni ubiór w zimową porę.
Cel podróży częściowo został osiągnięty byliśmy w Choinie choć nie przekroczyliśmy granicy i nikt nas nie adoptował:(

Poleć na:
  • Google Bookmarks
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop

Zostawić odpowiedź

(trzeba wypełnić)

(trzeba wypełnić)


*

Możesz użyć te tagi i atrybuty HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

© 2010 Piekło Dzieciństwa Suffusion theme by Sayontan Sinha