Z początku jak już poznałem rodzinę ojca i gdy ojciec znikną ponownie na jakiś czas to babcia odwiedzała mnie w domu dziecka,zabierała nawet na sobotę i niedzielę do siebie bynajmniej pamiętam że raz to miało miejsce może i więcej nie wiem.
Choć zawsze dziwnie się czułem w domu babci tak jakby obco i pamiętam że zawsze było bardzo nudno to bardzo czesto tam chodziłem nawet w tygodniu nie koniecznie za zgodą wychowawców.
Pamiętam też że prosiłem babcię by zabrała mnie do siebie z placówki na zawsze żebym nie musiał wracać w odpowiedzi usłyszałem że jest chora że nie da rady sie mną zająć że to niemożliwe.
Gdy zaczęłem uciekać z domu dziecka kontakt z babcia jakoś sie oddalał coraz częściej słyszałem jaki to jestem podobny do ojca że nic zemnie nie wzrośnie dobrego.
Kiedyś przyszedła w odwiedziny do placówki i przyniosła dwie reklamówki słodyczy,gdy dowiedziała się że właśnie niedawno przywieźli mnie z kolejnej ucieczki słodycze oddała dzieciom z grupy mi mówiąc że na nie nie zasługuje.
Pamiętam że ktoś jakieś dziecko z grupy chciał mi dać coś z tych słodyczy-nie przyjęłem twierdząc że nie są dla mnie.
Wkońcu oświadczyła mi babcia że więcej nie przyjdzie do domu dziecka bo nie wie czy ja akurat tam jestem czy znowu uciekłem ale ja mogę przychodzić do niej jak mi pozwoli wychowawca.
I tak też sie stało babcia już nie przyczódziła a ja przychodziłem do niej rzadziej głównie wtedy gdy nie miałem pomysła gdzie iść będąc na wagarach ze szkoły.
Wszelkie wizyty zawsze trwały góra ze 3 godziny a czasem pare minut za każdym razem jednak słyszałem jaki to ja testem zły i że będe jak mój ojciec co chyba nie sprawiało mi przyjemności gdyż dobrze już wiedziałem jakiego mam ojca.
Tak więc miałem babcię ale nie mogę sobie przypomnieć bym choć raz czuł że jestem jej rodziną że jest dla mnie kimś bliskim sądzę że traktowałem ją i pobyty u niej jako odskocznie od życia w domu dziecka.
wrz 192009

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)