Tak, więc jestem nadal w PMOW nie opodal Krakowa.
Życie tu jest piekłem na ziemi-wszędzie przemoc niema gdzie i do kogo udać się o pomoc.
Przeklinam każdy dzień, gdy tylko otworze oczy na pobudce i każda noc, bo wiem, że jutro będzie nadal dzień i to, co niesie ze sobą.
Myśli by to zakończyć stają się silniejsze, tylko śmierć da mi ciszę i spokój.
Jest lato mówię, że idę na boisko jak zawsze, gdy chciałem zniknąć i być sam, choć przez parę minut.
Chodzę po pobliskim parku obserwuje chyba bażanty i im zazdroszczę ptasiego życia.
Zaraz za ogrodzeniem boiska są tory kolejowe-szlak towarowy.
Udaje się w tym kierunku łzy płyną mi, z oczów sam nie wiem, dlaczego przecież ja nie płacze nie wolno mi tego robić.
Stoję na tych torach pale papierosa za papierosem i czekam, czekam po długim czasie jak mi się wydawało jedzie wielki pociąg.
Choć go widzę to stoję nadal patrzę się jak się zbliża zaczyna trąbić swoim sygnałem i jedzie coraz bliżej.
Nie wiem, czemu, dlaczego ale uciekłem z torów zacząłem biec i biegłem tak pewien czas. Gdy w końcu się zatrzymałem po pociągu nie było śladu a ja jak gdyby nic się nie stało wróciłem do ośrodka, zbliżała się pora kolacji i pewnie by mnie szukali-znowu.
Jak że wielką trza mieć odwagę by skoczyć z okna lub pod jadący pojazd-dlaczego mówi się, że samobójstwo jest tchórzostwem!
Owszem wcześniej w PDDZ też miałem myśli o końcu, ale wszystko, co w tym celu robiłem to były tylko eksperymenty potwierdzające słowa dorosłych.
Dorośli mówili jak się skaleczysz to przemyj ranę, bo wda się zakażenie i umrzesz no to ciąłem ręce, czym tylko się dało i robiłem opatrunki z piasku, błota myłem ranę wodą z kałuży i nic wszystko się goiło.
Zjedzenie dziecięcej garści biseptolu i polopiryny znalezionych na śmietniku też nie przyniósł oczekiwanego skutku- Hmm dorośli zawsze kłamią dając nadzieję.

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)