Wiele osób w świece realnym pyta mnie od zawsze w jaki sposób straciłem oko?
Zazwyczaj odpowiadam że to pamiątka po pewnej osobie ale nie pamiętam jak to się stało.
Postanowiłem opowiedzieć te zdarzenie tutaj skoro już i tak wszystko o sobie pisze.
Jak już pisałem wypadek miał miejsce w 1980r.więc jak miałem 5 lat.
Do domu przyjechał najstarszy z moich braci który w tamtym okresie rzadko bywał w domu ale nie wiem do dzisiaj gdzie był chyba jakaś szkoła z internatem czy coś takiego.
Któregoś dnia ów brat nazwijmy go Andrzej zrobił z czterech zapałek,igły,trochę nitki i kartki papieru taką lotke podobną do takiej co to się rzuca do tarczy.
Tak więc tego feralnego dnia Andrzej wraz z mamą bawili się ową lotką rzucając w siebie na wzajem.
Ja i nie pamiętam czy inni bracia siedzieliśmy w małym pokoju a walka na lotki toczyła się między dwoma pokojami znajdującymi się dokładnie na przeciw siebie gdzie oddzielał je przedpokuj.
W pewnym momencie postanowiłem iść do toalety gdzie wejście do niej znajdowało się również na przedpokoju po stronie małego pokoju w którym to siedziałem oddalone od owego pokoju jakieś dwa metry.
Wychodząc z pokoju do toalety na przedpokuj owa walka na lotki nie ustała,gdy zbliżałem się już do dźwi ubikacj odwróciłem się z jakiegoś powodu w kierunku bawiących się lotką i w tym momencie dostałem nią w oko.
Między pokojami a ubikacją były jakieś dwa metry odległości,na przedpokoju nie było okien więc nie mogło być jakiegoś dużego przeciągu czy zawirowań powietrza.
Każdy wcześniejszy rzut lotką był po lini prostej między pokojami.
Jest bardzo mało prawdopodobne by akurat ten rzut był tak przypadkowo feralny że zniosło lotke aż o taki kąt lotu akurat w moim kierunku.
Pamiętam że rzucała wtedy mama i że się obruciłem tuż przed dźwiami od ubikacj,nie pamiętam jednak dlaczego się obruciłem.
Dopuszczam wsumie dwie możliwości jedna to ta w którą chce wierzyć to znaczy że jako dziecko ciekawy dalszym rozwojem zabawy przed wejściem do ubikacj chciałem zobaczyć czy brat dostanie ową lotką czy też się obroni zamykając w porę dźwi od pokoju i w tym celu się obruciłem,a druga to ta że obruciłem się dla tego że poprostu zostałem zawołany,tak czy owak gdybym się nie obrucił dostał bym w tył głowy a tak dostałem w oko.
Lotka została wyciągniętą z mojego oka przez name zaraz po zdarzeniu oczywiście i jak dowiedziałem się z dokumentów medycznych dopiero po tygodniu od czasu zdarzenia trafiłem do okulisty gdyż od tygodnia skarżyłem się na ból oka.
Pamiętam że mama kazała mi mówić iż to w przedszkolu jakaś dziewczynka niechcący uderzyła mnie w oko rogiem jakiejś kartki od kolorowanki i też jest tak zapisane w owych dokumentach medycznych jako powód bólu oka.
Zostałem skierowany do szpitala gdzie jak pisało w dokumentach ponieważ było zagrożenie dla drugiego oka (nie pamiętam jakie to zagrożenie) postanowiono usunąć owe oko by ratować drugie.
Zapisano też tam że podczas operacj wyciągnięto z oka opiłki metalu oraz czarne włukno co obala teorie wypadku w przedszkolu.
Pamiętam że jakiś zabieg w szpitalu bardzo mnie bolał i nie chciałem a nawet za nic nie pozwalałem go sobie robić ale niewiem czemu nie pamiętam czy samo trafienie w oko lotką oraz ten tydzień po nim czy mnie bolał czy też nie ale to pewnie przyczyna minionego czasu:(
Gdy wróciłem do domu z placówek wychowawczych kilkakrotnie mieszkając w rodzinnym domu słyszałem od mamy gdy poruszałem temat wypadku że często mnie odwiedzała w szpitalu i że nawet kupiła mi jakiś tam samochód na baterie.
Oczywiście pamiętam tem samochód którym doprowadzałem do szału kobiety na oddziale w szpitalu gdyż bardzo hałasował gdy się nim bawiłem,a leżałem na oddziale kobiecym nie dziecięcym sam nie wiem dlaczego.
Nigdy jednak mi słyszałem od mamy ani od nikogo innego faktów mojego wypadku oka a o pewnie i tak nic nieznaczącym słowie przepraszam nawet nie wspomnę,nie sądzę by nawet najlepszy samochód na baterie wyrównywał mi stratę oka czy też umniejszał wine osoby przyczyniającej się do tego:(
wrz 012009

BLOG ROKU
NIEBIESKA LINIA
Ostatnio Komentowali :)