Jakiś czas temu dostałem pocztą dziwne opowiadanie,nadawca twierdzi że jest tego opowiadania autorem.
Po zapoznaniu się z treścią zapytałem w jakim celu zostało mi to wysłane?
W odpowiedzi usłyszałem bym to ocenił pod punktem realizmu.
potem jakoś kontakt się urwał z autorem ale myśle że może Wy to ocenicie zamnie?
ZA NIECENZUROWE SŁOWA BARDZO PRZEPRASZAM,NIE SĄ MOJE A MYŚLE ŻE DODAJĄ REALIZMU
oto te opowiadanie-
” Rozdział 1 ?
Dziwny klient
Rag stał oparty tyłem o szary filar dworca. W jednej ręce trzymał zapalonego
papierosa, którym od czasu do czasu zaciągał się jakby od niechcenia. Ubrany w
bojówki moro i czarną bluzę z zarzuconym na głowę kapturem, z daleka był niemal
niedostrzegalny. On za to mógł obserwować wszystko dookoła.
Noc była jasna, a okolica dobrze oświetlona, więc nie przeszkadzały mu w tym
nawet ciemne lustrzanki. Odkąd pół roku temu ukradł je z wystawy sklepowej,
zdążył docenić ich wartość i prawie nigdy się z nimi nie rozstawał. W dzień chroniły
jego oczy przed ciekawskimi spojrzeniami ludzi, w nocy przed reflektorami
nienadjeżdżających na parking samochodów. Ale był jeszcze jeden powód, do którego
Rag niechętnie przyznawał się przed samym sobą. Ciemne okulary stanowiły
znakomitą barierę między nim a klientami. Dzięki ich osłonie, przynajmniej na
początku spotkania nie musiał patrzeć im w oczy.
Resztka papierosa żarzyła się coraz słabiej, ale Rag nie wydawał się tym
przejmować. Nie wyszedł przecież po to, żeby zapalić. Mimo zasłoniętych oczu i
zastygłej w idealnej obojętności twarzy, ktoś, kto przyjrzałby mu się dokładniej
odgadłby od razu kierunek w który się wpatrywał. Miejscem tym był najbliższy
wjazd na parking. Mimo mijających minut, chłopak nie wyglądał na
zniecierpliwionego. Był pewien, ?e przyjedzie.
Podczas całej swej kariery został wystawiony tylko kilka razy. Młodzi, żonaci
faceci, których dworzec przyciągał jak magnes, ale równie silnie powstrzymywał
strach. Umawiali się, tchórzyli, ale potem umawiali znowu, aż skrywane żądze
zwyciężyły wstyd i wszelkie skrupuły. Potem stawali się najzachłanniejsi. Rag
wiedział, ?e można wyciągnąć od nich sporo kasy, ale też należy najbardziej uważać.
Człowiek, który się boi, rzadko kiedy trzeźwo analizuje swoje myśli. Jest w stanie
zabić, byle tylko zyskać pewność, ?e jego ciemne uczynki nie zostaną wyciągnięte na
światło dzienne. Teraz, gdy rozpętała się ta słynna afera, Rag prawie ich nie
widywał. Zostali tylko desperaci. I ci starzy wyjadacze, którzy pamiętają dworzec z
czasów, kiedy wszystko wyglądało inaczej, a na centralnym punkcie w podziemiach
było pełno salonów gier.
Ale klient, z którym był teraz umówiony różnił się od wszystkich, z którymi
spotkał się do tej pory. Trudno mu było określić, w czym tkwiła ta inność. Poznali się
przecież zupełnie przeciętnie. Rag siedział wtedy na czacie w dworcowej kafejce i
wyrywał facetów na wieczór. Jak zwykle od czasu, kiedy po okolicy zaczęły kręcić
się gliny. Ostentacyjne przechadzanie się po peronach, albo ?Broadwayu? koło kas
stało się zbyt ryzykowne. Zresztą przez net też nie było źle. Początkowo umawiał się
od razu po krótkiej rozmowie. Po pewnym czasie stał się bardziej wybredny.
Zobaczył, ?e kiedy pogada się dłużej i trochę pozwodzi, można wybrać sobie
najlepszych. Dlatego bawił się, podbijał cenę, a po kilku wirtualnych spotkaniach
wiedział o nich już wszystko. Od firmy w jakiej pracują, poprzez stan konta, na
najbardziej perwersyjnych upodobaniach skończywszy. Wiele tych informacji
podanych było nie wprost, ale Rag znał się na ludziach. Kilka przelotnych spojrzeń
wystarczyło mu, by przeniknąć czyjąś duszę. Dzięki temu był bezpieczny. Mimo, ?e
się sprzedawał, zawsze czuł się stroną, która rozdaje karty.
O facecie, który za chwilę miał się zjawić wiedział naprawdę dużo. Pomimo
to, gdyby nie pokusa wielkiego zarobku, najpewniej zaszył by się w kafejce, albo łaził
po mieście. Coś było nie tak i skrywanie tego głęboko w podświadomości nie
zmieniało wiele. Jednego był pewien ? przyjedzie.
Nie pomylił się. Już za chwilę dał się słyszeć cichy chrzęst trących o jezdnię opon.
Czarne Volvo V70 miękko wjechało na parking. Po chwili wyhamowało, zatrzymując
się w pół drogi do wyznaczonego miejsca. Mocne, blade światła odbiły się w
lustrzankach Raga. Drgnął, ale nie ruszył się ze swojego stanowiska. Wyglądało to,
jakby chłopak i samochód przypatrywali się sobie w milczeniu, nawzajem
wystawiając swą wolę na próbę ? kto kogo przetrzyma. Ale Volvo mimo ?e nowe i
dobre, nie robiło na Ragu żadnego wrażenia. Zza okularów nie było widać, ?e tak
naprawdę patrzy na ciemny kontur postaci za kierownicą. Przedtem wymienili się
zdjęciami, wiedział więc mniej więcej kogo się ma spodziewać. Teraz dopasowywał
zapamiętane elementy do sylwetki człowieka w samochodzie. To był on, nie oszukał
go. Rejestracja też była taka jak mówił. Wszystko w porządku.
Obojętnym ruchem rzucił niedopałek na ziemię i przydeptał nogą. Poprawił bluzę i
leniwym krokiem ruszył w stronę samochodu. ?Przyciemniane szyby, no nieźle? ?
pomyślał. Niektóre detale widać dopiero z bliska. Zwłaszcza w nocy. Facet w
samochodzie odwrócił się i jednym sprawnym ruchem otworzył mu drzwi po
stronie pasażera. Rag wszedł niespiesznie, ale bez cienia wahania. ?Skórzane fotele.
To się fuksło! Dziana szmata musi być…?. Wszelkie wątpliwości minęły jak ręką
odjął. Musi się postarać ? tacy klienci codziennie się nie zdarzają. Bez słowa
zatrzasnął drzwi i samochód ruszył, zostawiając dworzec daleko za sobą. A wraz z
nim dworcowe niepokoje. Rag usadowił się wygodnie na fotelu, przygotowany na
przejażdżkę życia.
-Ładny z ciebie chłopak ? zaczął facet, raz po raz zerkając na niego z za kierownicy.
Pogoda dopisała, ale mimo późnej pory w centrum wciąż pełno było samochodów.
Kierując, nie mógł więc poświęcić Ragowi całej swojej uwagi. ? Mówiłem ci to już jak
odebrałem zdjęcie, ale w realu wyglądasz jeszcze lepiej.
- Yhmm… ? bąknął chłopak. Komplementy nie robiły na nim żadnego wrażenia.
Przywykł do nich. Jego myśli krążyły wokół otwartej skrytki z pieniędzmi, którą
dostrzegł obok fotela. Postanowił po bajerować trochę faceta, a w międzyczasie nieco
ją uszczuplić. Będzie miał trochę drobnych na fajki i Internet.
-Masz na imię Rafał, tak? ? zapytał mężczyzna, jakby chciał się upewnić. W necie już
przedstawiali się sobie, ale widocznie próbował jakoś nawiązać rozmowę. Chłopak
nie miał nic przeciwko. Lubił konwersować z klientami, podczas takich błahych
pogawędek często ujawniali swoje ambicje i słabości. Poza tym skrytka kusiła coraz
bardziej.
-Tak, Rafał… Ale wołają na mnie Rag. A ty Darek, nie? ? rzucił najbardziej
przyjacielskim i swobodnym tonem, na jaki tylko potrafił się zdobyć. Był mistrzem w
swym fachu i dobrze o tym wiedział.
-15 lat… ? ciągnął Darek ? Nie ma co, małolat z ciebie. Nie jesteś za młody na takie
zajęcie?
-Eee tam, jestem już prawie dorosły. Zresztą na dworcu bywają młodsi. Sam
zaczynałem jak miałem 12 lat. ? odparł udając beztroskę. Przemyślnie dolał do
wypowiedzi jeszcze inną, cierpką nutę. Z doświadczenia wiedział, że najlepiej zarobi
wzbudzając odrobinę współczucia.
-życie jest ciężkie dla wielu dzieci… Ale nie bój się, ja cię nie skrzywdzę.
?Nie… To ja skrzywdzę ciebie…? ? odpowiedział w myślach Rag. Jednak nie było w
tym złośliwości. Na głos zaś odpysknął:
-Wszyscy tak mówią.
-Ja jestem inny. Zresztą, nie musisz mi wierzyć. Sam się przekonasz, jak dobrze się
spiszesz. Skończą się twoje zmartwienia. Spotkałeś czarodzieja.
W wesołym głosie faceta było coś, co go zaniepokoiło. ?Czarodzieja…?. Po plecach
przeszedł go nieprzyjemny dreszcz. Zaraz jednak odegnał od siebie obawy.
?Czarodzieja z wypchanym portfelem. Może być i tak. Ciekawe, co mi wyczaruje. A
może to ja coś mu zaczaruję. Pobawię się w Davida Copperfielda.? ? zachichotał w
duchu. Czytał o nim kiedyś w Internecie. Podobno facet umie sprawić, żeby znikały
całe pociągi. Dobry musi być. Pamięta, jak wyobrażał sobie, że też potrafi zwinąć z
peronu pociąg. Gdyby jego brat tak umiał, nie siedziałby teraz za buchnięcie
samochodu.
Powoli wyjeżdżali za miasto i zabudowa stawała się coraz rzadsza.
-Gdzie jedziemy? ? zapytał obojętnie.
-Do lasu ? odparł Darek.
Chłopak nie zdziwił się. Jego klienci mieli zazwyczaj własne rodziny. Rzadko który
mógł go wziąć do swojego mieszkania albo biura. Zwykle załatwiali interesy w
plenerze, albo w samochodzie na opustoszałych leśnych parkingach. ?To pewnie
będzie tylko szybki numerek? ? pomyślał Rag z ?alem. Sam nie wiedział czemu, ale
jak tylko zobaczył ten świetny samochód, miał nadzieję na kąpiel i ciepłą kolację.
?Trzeba oskubać gościa póki czas, bo potem niewiele zostanie? ? stwierdził, niby
mimochodem przesuwając rękę blisko skrytki z pieniędzmi.
-Nie myślałeś, żeby wziąć kogoś na stałe? No wiesz, sponsoring i te sprawy… ? w
pytaniu zbliżył twarz do mężczyzny, zasłaniając sięgającą coraz śmielej dłoń.
Tak naprawdę nie szukał sponsora. Wolał mieć mniej, ale za to być sam sobie panem.
Zresztą miał prawie stuprocentową pewność, ?e biznesmenowi ani w głowie brać
sobie dzieciaka na utrzymanie. Temat był w miarę bezpieczny i dobry do
odwrócenia uwagi. Facet nie zgodzi się, on będzie z nim polemizował, a w
międzyczasie podprowadzi mu trochę kasy.
-No to jak, powiesz mi co o tym myślisz?
-Hmmm… Sam nie wiem… Przyznam się, ?e miałem dla ciebie lepszą propozycję. Ale
o tym potem. Bo przyznaję, bardzo mi się podobasz.
?Co za kurwa… Ciekawe co on kombinuje. Myśli ?e parę tanich tekstów mi sprzeda, i
co? Już jestem jego? Przekonamy się…? ? pomyślał Rag. Na głos zaś powiedział:
-Tak? Ciekawe… A jaka to propozycja?
Drobna ręka powoli powędrowała do wnęki. Pomacał przez chwilę, orientując się co
jest w środku. No nieźle, jakiś banknocik… Ciekawe jaki… Wydawało mu się, ?e są tu
tylko monety. Nie spuszczał wzroku z faceta, podczas gdy zwinne palce pospiesznie
wsunęły pieniądz do rękawa. Teraz jeszcze tylko jakąś większą monetę… O, może
tą… 5 zł, zdaje się… Wiedział, ?e nie może wziąć wszystkiego. To byłoby zbyt
podejrzane. Postanowił jednak buchnąć tyle ile się dało.
-Chodzisz ty gdzieś do szkoły? ? wypalił ni stąd ni zowąd Darek.
?No zajebiście. Jeśli to ma być ta propozycja to wysiadam. Wkurwiają mnie takie
szmaty. Dupy chcą, a udają świętoszków. że tak się niby martwią, ?e pomóc próbują.
Nie zesraj się pedale?
-Kiedyś chodziłem ? wzruszył ramionami piętnastolatek. ? Starczy mi. Na studia i
tak się nie wybieram, radzę sobie bez tego. ? prychnął. Kolejny podtatusiały palant.
A więc przed tym przestrzegała go jego intuicja… Miał już takiego kiedyś… Prawie ?e
był jego sponsorem. Przychodził codziennie, zostawiał kasę. Ale za bardzo się
przejął. Czepiał się ?e pali, ?e wciąga… Nie pozwalał chodzić na dworzec i szlajać się
w nocy po mieście. Ciężko było go od siebie odczepić. Nie, tym razem będzie
rozsądniejszy. Może sprzedać ciało, ale nie sprzeda swojej wolności.
-Naprawdę odpowiada ci takie ?ycie? Nie myślałeś żeby coś zmienić? ? ciągnął facet
nie zrażony.
Zwykle rozmawiając z bogatymi klientami starał się unikać przekleństw. Inne
prostytutki o to nie dbały, ale Rag zaobserwował ?e to słuszna strategia. Udając
?dobrego dzieciaka w złym świecie? można było nieźle zamanipulować. Poza tym
skutecznie ukrywał swój niemały dworcowy staż i podnosił cenę. W tym przypadku
długo się ociągał nim złamał tą zasadę. Jednak rozpatrując wszystkie ?za i przeciw?
postanowił wylać na biznesmena zimny prysznic. Nie obchodziło go, jak bardzo
zaniży stawkę. Towarzystwo wścibskiego klienta zaczęło go coraz bardziej drażnić i
chciał mieć to jak najszybciej za sobą.
-Co cię to kurwa obchodzi co ja myślę? Przyjechałeś tu mnie pieprzyć czy
filozofować? Mogę sobie myśleć cały dzień i co, zmieni to coś? ?nieodgadniony
wyraz twarzy Darka nieco zbił go z tropu, jednak wszedł już w rolę i postanowił
kontynuować. – Nie wiesz? Ja ci powiem ? gówno zmieni!
-Rafał… To znaczy, Rag… Gadaliśmy już parę razy i wiem ?e ładny z ciebie chłopak i
niegłupi. A jak bym zaproponował, ?e mogę ci pomóc to zmienić i zacząć wszystko
od nowa, to co byś powiedział? ? zawiesił głos i zerknął na chłopaka wyczekująco.
Jednak Rag na niego nie patrzył. W głowie przeleciały mu szybko różne obrazy z
przeszłości. Ojciec, leżący na klatce w kałuży rzygów, to znów tłukący go kablem od
żelazka w ślepej furii. Płacz młodszego brata pośród odgłosów awantury. Każący
głos dyrektorki szkoły, do której kiedyś chodził. Jakiś przebłysk jednej z licznych
narkotycznych wizji… I klienci. Mnóstwo klientów, z których każdy był inny, choć
tak naprawdę różnili się niewiele. Każdy z nich mówił mu, ?e jest piękny. Obiecywał
go kochać, zabrać nad morze, albo chociaż do Pizza Hut. Na początku wierzył im,
czekał. Potem kwitował to tylko uśmiechem, albo skinieniem głowy. Słodkie
kłamstwa, topione przez pierwsze słoneczne promienie. Papierowe jak miłość na
niby. Ale ta chyba jednak miała jakąś wartość, skoro tylu ludzi przychodziło po nią
trwoniąc pieniądze i dobrą reputację?
-A jak bym ci powiedział: ?spierdalaj?? ? odparł zaczepnie. W duchu uśmiechnął się
triumfująco. Kto jak kto, ale on, Rag nie potrzebuje niczyjej łaski.
-No cóż… Nie będę cię do niczego zmuszać. Jeszcze o tym pogadamy. ? rzekł klient
pojednawczo. Chłopak zerknął na niego podejrzliwie, jak gdyby chcąc upewnić się
?e najgorsze za nim. Nie cierpiał takich rozmów. Nie cierpiał ludzi, którzy wtrącają się
w jego ?ycie. Co oni mogą rozumieć? Wyglądało jednak, ?e na ten moment Darek nie
zamierza wchodzić z nim w dalszą polemikę. Zamiast tego utkwił wzrok w
przedniej szybie, za którą coraz gęściej przesuwały się ponure cienie drzew.
Nagle samochód skręcił gwałtownie, po czym niespodziewanie zahamował.
Chłopak, który nie miał w zwyczaju zapinania pasów znalazł się z głową na
kolanach swojego klienta.
-Nie klej się tak. Jeszcze się zdążymy na przytulać. ?uśmiechnął się biznesmen. Rag
zerwał się szybko i zaczął wyglądać przez okno. Ciemność zmusiła go do zdjęcia
okularów. Wokoło nie było żadnych świateł, tylko blade reflektory przeświecały
przez mrok pospołu z księżycem.
-Chodź. ? powiedział klient otwierając drzwi Volvo. Chłopak popatrzył na niego jak
na wariata.
-Co, wyłazimy? Ochujałeś? Nie lepiej w samochodzie? W mniejszych się rypałem, a
ten jest całkiem, całkiem. ? głos wciąż miał bezczelny i pełen pewności siebie. Lata
praktyki nauczyły go perfekcyjnego ukrywania emocji, przed innymi a nawet
samym sobą. Czuł jednak, jak niepokój rozchodzi się po jego ciele, pełznąc niczym
wąż. ?W lesie chce się pieprzyć? Nie wierzę… Coś szmata kombinuje, może zajebać
mi chce?? Umysł Raga, przyzwyczajony do ciągłej czujności, której nie były w stanie
zabić nawet narkotyki, układał pospiesznie awaryjne plany działania. Miał nadzieję,
Że żaden z nich nie będzie potrzebny, jednak w krytycznej sytuacji nie może dać się
zaskoczyć.
-Idziesz, czy nie? ? zapytał klient z przyjaznym ponagleniem. Rag wyszedł
niechętnie, kątem oka analizując najdrobniejszy nawet gest biznesmena. Darek
zamknął Volvo i pewnym krokiem ruszył polną drogą między drzewa. Plan numer
jeden, zakładający kradzież samochodu i odjechanie facetowi z przed nosa upadł
natychmiast. Chcąc nie chcąc, nie pozostawało mu nic innego, jak tylko podążyć za
klientem i czekać na dalszy rozwój wypadków.
-Gdzie idziemy? ? spytał, starając się nadać swojemu głosowi brzmienie
podnieconego zaciekawienia.
-Trochę musimy przejść pieszo, ale zobaczysz ?e nie pożałujesz. Gdybym był Jeepem
moglibyśmy podjechać, Volvo ma trochę za niskie podwozie. Bałbym się, ?e o coś
zaczepi. ? opowiedział biznesmen tajemniczo.
?A to ściera, ma dwa samochody…? ? pomyślał Rag, czując ?e napięcie znów powoli
z niego opada. ??Wygląda na to, ?e wie dokąd idzie, chyba tak źle nie będzie?. Wciąż
jednak nie miał odpowiedzi na podstawowe pytanie, a klient zręcznie zmienił temat.
Postanowił spróbować jeszcze raz.
-Chcesz bzykać się w lesie?
Klient spojrzał na niego z nieprzeniknionym uśmiechem, ale nie odezwał się ani
słowem. Szedł tylko na przód, coraz szybszym krokiem, tak, ?e piętnastolatek ledwie
za nim nadążał. ?Kurewska szmata? ? Raga ogarniała coraz większa złość, aż
w końcu wypalił desperacko:
-Chuju, mogę chociaż wiedzieć, gdzie ty mnie ciągniesz do kurwy nędzy?
Wywiozłeś mnie na jakieś zadupie, i nawet odpowiedzieć nie raczysz!
Klient zatrzymał się i spojrzeli na siebie przeciągle. Chłopak, przyzwyczajony do
oglądania świata przez ciemne okulary, bardzo szybko przyzwyczaił się do mroku.
Teraz też, odczytanie wyrazu twarzy Darka nie sprawiało mu dużego problemu. Już
kilkakrotnie widział dzisiaj ten uśmiech.
-Boisz się… nie ma potrzeby. Chciałem ci zrobić niespodziankę, ale jeśli cię to
uspokoi… Jak wiesz, jestem biznesmenem, cały czas muszę gdzieś jeździć, być pod
telefonem. Własna firma to dobra rzecz, ale czasem bardzo męcząca. życie w
centrum miasta potrafi wyzuć człowieka z resztek sił. Zawsze marzyłem, żeby mieć
miejsce, gdzie można prawdziwie odpocząć. Z dala od problemów cywilizacji, ale
jednocześnie korzystając z jej dobrodziejstw. Dlatego 5 lat temu kupiłem tu kawałek
ziemi i wybudowałem sobie dom letniskowy. Przyjeżdżam do niego na urlopy, ale
teraz stoi pusty. Co sądzisz o tym, byśmy się tam udali?
?A jak powiem, ?e nie chcę to akurat mnie posłucha. Wszyscy są tacy sami, cały czas
próbują stwarzać pozory? ? pomyślał Rag cierpko, choć tak naprawdę pomysł
spędzenia nocy w domu całkiem przypadł mu do gustu. Marzenia o kąpieli i kolacji
odżyły, skutecznie osłabiając podejrzliwość z przed paru sekund. Wiedział jednak,
?e nic nie upoważnia go do uśpienia czujności.
-Masz dom w lesie? ? spytał sceptycznie.
-No prawie. Sam zresztą zobaczysz. ? odparł biznesmen wesoło.
?Ta szmata ma jeszcze więcej kasy niż myślałem. W lesie dom mu pozwolili
wybudować. To dopiero!? ? chłopak uśmiechnął się w duchu. Znów los dał mu
dobrą kartę, a taki wytrawny gracz jak Rag już dobrze wiedział co z nią zrobić. Jutro
rano biznesmen odwiezie go na dworzec limuzyną i zostawi tyle forsy, ?e starczy na
tydzień ćpania.
Rozdział 2 ? Szmata
Darek miał 37 lat i własną firmę handlującą nieruchomościami. Średnio wysoki,
średnio zbudowany z włosami przyprószonymi pasemkami siwizny. Teraz w
ciemnościach Rafał nie mógł się mu przyglądać, lecz słyszał jego pewne, miarowe
kroki i chrzęst gałązek łamiących się pod jego stopami. Taki człowiek w takim
miejscu… Piętnastolatek uśmiechnął się ironicznie przypominając sobie jego
wypielęgnowane dłonie z czystymi paznokciami i elegancki zegarek. Jakie
dokumenty podpisywał tą dłonią? Komu ją podawał? Nie ważne jak drogimi
kosmetykami będzie je mył, dziś, kiedy dotknie Raga już na zawsze staną się brudne.
Na razie jednak nie zdawał sobie z tego sprawy. Jego radosny, ufny ton zdradzał
entuzjazm i samozadowolenie. Czy naprawdę nigdy wcześniej nie spotkał nikogo
takiego jak Rafał? Naiwna paplanina o szkole i planach życiowych zasugerowała
chłopakowi, ?e wyobraźnia biznesmena jest dość ograniczona. Pewnie usłyszał o
wydarzeniach na dworcu w jakimś programie w radiu albo telewizji i postanowił
wprowadzić sobie małe urozmaicenie do pełnego zbytków życia.
A jeśli to tylko pozory? Co planował tak naprawdę i jaką rolę miał w tym odegrać
piętnastolatek?
Przez chwilę, patrząc na przedzierającą się przez chaszcze sylwetkę doznał
dziwnego uczucia. Czy to możliwe, żeby kiedyś już widział tego człowieka? Nie, to
tylko wyobraźnia, pobudzona adrenaliną jak narkotykiem tworzyła trudne do
powstrzymania wizje. A jednak w ubraniu, gestach, zapachu mężczyzny było coś
dziwnie znajomego. Zwłaszcza w zapachu. Nie chodziło nawet o dyskretną, lekko
piżmową woń perfum. Rag, który nauczył się uważnie obserwować ludzi umiał z
łatwością wychwycić i zaklasyfikować każdy szczegół ich powierzchowności. Ten
mężczyzna pachnął sukcesem i wielkim światem. Kawą parzoną bez ustanku
podczas firmowych spotkań. Kontrahentami, którzy wchodzili i wychodzili, a każdy
z nich zostawiał mimowolnie cząstkę przyniesionych z zewnątrz woni.
Jak dziecko, które po raz pierwszy próbuje samo dotrzeć do domu, tak chłopak,
niepewnie i po omacku podążył wspomnieniem za swoimi skojarzeniami.
Mieszkanie. Przestronny, jasny przedpokój. W miarę jak skupiał się na tej wizji,
nabierała ona ostrości. Niemal słyszał głośną rozmowę, przetykaną rubasznymi
śmiechami, dochodzącą z pokoju. Poczuł to samo napięcie, z jakim wpatrywał się
wtedy w srebrne, przeszklone mleczną szybą drzwi…
Gdy tak stał nie wiedząc jak się zachować każda sekunda wydawała mu się godziną,.
Czy powinien usiąść na niewysokiej półce, tak jak zrobił to wcześniej Luke i
nonszalancko machając nogami ukrywać zawstydzenie? Przyszedł tu przecież zrobić
dobre wrażenie, a stercząc jak kołek i nerwowo wykręcając sobie palce wyglądał
żałośnie. Próbował podsłuchać rozmowę, nie mógł jednak zrozumieć słów, a strach
skutecznie powstrzymywał go przed podejściem bliżej, pod same drzwi. Zazdrościł
Lukowi, on zawsze zachowuje się tak swobodnie… Może powinien wziąć wcześniej
coś na rozluźnienie?
Na szczęście głuche skrzypnięcie klamki szybko przerwało jego rozterki. W
drzwiach wyłonił się jasnowłosy kolega i mocnym ciągnięciem za rękaw zmusił
podążającego za nim mężczyznę do większego pośpiechu. Facet powiedział jeszcze
coś do swoich gości, których zostawiał w pokoju, oni wybuchnęli śmiechem. Teraz
Rafał zdał sobie sprawę czemu nie mógł zrozumieć o czym mówili ? rozmawiali w
obcym języku. Gdy sobie to uświadomił, ogarnęła go jeszcze większa niepewność,
zaraz jednak ustąpiła ona miejsca uldze. Mężczyzna prowadzony przez Luka
odezwał się do niego po polsku. Ba! Odezwał się najmilszym tonem, jaki chłopak
słyszał w całym swoim dwunastoletnim życiu.
-Jestem Paweł. A ty Rafał, prawda? Łukasz dużo mi o tobie mówił… ? te
niezobowiązujące słowa, okraszone ciepłym uśmiechem sprawiły, ?e chłopaka
przeszedł gwałtowny dreszcz. Mężczyzna zauważył to od razu i delikatnie dotknął
jego ręki.
-Zmarzłeś? ? zapytał z troską. Rafał nie lubił być dotykany i cofnął się odruchowo,
zaraz jednak wykiełkowało w nim poczucie winy. Czy nie rozgniewa tym
mężczyzny? Może wyrzuci go z ciepłego domostwa na śnieg i znów będzie musiał
tułać się dygocząc w dresowej bluzie, zanim dotrze do dworca albo najbliższego
supermarketu? Nie może przecież tak głupio zmarnować swojej szansy. Spojrzał na
mę?czyznę spłoszonym wzrokiem i zdobył się na blady uśmiech.
-Nie wiem co mu się stało. Znam go nie od dziś i wiem ?e potrafi nieźle dokazywać!
? zachichotał Luke usprawiedliwiająco. Rafał zawstydził się jeszcze bardziej. Nigdy
nie należał do grzecznych dzieciaków. Włóczęgę po dworcu rozpoczął niedawno,
jednak umiał się odnaleźć. Nawet starszy od niego Łukasz, z którym często palił
skręty, wiedział na ile może sobie z nim pozwolić. Czy to się zmieni teraz, gdy
zobaczył go w takim stanie? ?To nie fair? ? pomyślał. ?On jest na swoim terenie.
Gdyby trzeba było coś zwinąć, wiadomo ?e byłbym lepszy.? Dobrze jednak wiedział,
?e drobne złodziejstwa nie wystarczą mu by przetrwać. Zwłaszcza po ostatnich
wydarzeniach, kiedy to o mały włos nie wylądował w izbie dziecka. Niechętnie
przyznawał się do tego przed samym sobą, był jednak zdany na łaskę kolegi i jego
sponsora.
Na szczęście mężczyzna nie wyglądał na zrażonego małomównością i
skrępowaniem Rafała. Wręcz przeciwnie, przyglądał mu się chciwie i z pewnym
widocznym zadowoleniem.
-Ile masz lat? ? spytał opierając się o ścianę tuż przy chłopaku. Rafał poczuł się
niezręcznie czując jego mokry oddech tuż przy swoim czole, jednak już wziął się w
garść i nie zamierzał się uchylać. Powoli podniósł oczy, dotąd wlepione w wełniany
dywan i poczuł jak desperacja przywraca mu pewność siebie.
-Piętnaście… ? powiedział lekko chrypiąc. Łypnął na mężczyznę przelotnie, żeby
sprawdzić, czy nie przejrzał kłamstwa. W duchu zaklął, widząc rozbawiony
półuśmiech, który przeszedł po twarzy Pawła. To była dwunasta zima w życiu
chłopaka i dobrze wiedział, ?e nie wygląda na piętnaście. Był niski i drobny, a
delikatne rysy sprawiały ?e wyglądał niewinnie. Przypomniał sobie policjanta, który
oszacował jego wiek na 10 lat.
-No, czyli możemy sobie pogadać jak mężczyzna z mężczyzną. ? odparł facet lekkim
tonem i wolnym krokiem udał się w stronę pokoju. Rafał, który spodziewał się raczej
odpowiedzi typu ?komu ty chcesz wkręcić wała?? przyjął to za dobrą monetę.
Zwłaszcza ?e Luke odchodząc za sponsorem szturchnął go po przyjacielsku.
Paweł wymówił kilka zdań do dwóch mężczyzn siedzących na kanapie i zaraz
zrobiło się między nimi miejsce dla Rafała. Przez chwilę było mu nieprzyjemnie
siedzieć tak blisko ich ciał, szybko jednak o tym zapomniał widząc stół suto
zastawiony alkoholem i pysznościami.
-Jak widzisz mamy tu małą imprezkę, a imprezki mają to do siebie, ?e im więcej na
nich osób, tym weselej. Tym bardziej miło ?e wpadłeś. ?rzucił Paweł. Widząc ?e
chłopak nerwowo zerka na siedzących obok niego gości, pośpieszył z
przedstawieniem ich. ?To moi przyjaciele z Anglii, Dave ? pokazał ręką na faceta
siedzącego po prawej stronie Rafała – i Nicholas.
Usłyszawszy swoje imiona faceci jak na komendę wyszczerzyli zęby w uśmiechu.
Obaj byli już nieco podpici, jednak w swych elegancko skrojonych garniturach
wyglądali wcią? nienagannie. Za chwilę Rafał również został przedstawiony.
-Nice boy! ? mruknął pierwszy z gości, zerkając na chłopaka.
-Yeah, very pretty! ? dodał drugi. ?Pretty rag!
Wszyscy czterej, razem z Łukaszem-Lukiem wybuchnęli śmiechem głośnym i
serdecznym, jakby Nicolas powiedział jakiś świetny dowcip. Od tej chwili Rafał
został Ragiem.
Wspomnienie twarzy Nicholasa obudziło w jego umyśle kolejną wizję. Zobaczył
inny, mniejszy pokój urządzony w podobnym stylu co poprzedni. Tapczan z jasno kakaową,
miękką narzutą, w której fałdach pełno było okruchów z chipsów i popcornu.
Marynarka od szarego garnituru, rzucona w pośpiechu na oparcie kanapy
sprawiła ?e włochaty materiał odwinął się z rozmachem, kując Rafała prosto w oczy.
Próbował wstać, lecz wielkie ciało mężczyzny zablokowało mu wszelkie pole
manewru, tak, ?e mógł tylko niezgrabnie pełzać. Nicolas usiadł okrakiem na jego
nogach i dysząc próbował jedną ręką rozluźnić krawat, podczas gdy druga
wędrowała już pod bluzą chłopaka. Rafała zalała fala obrzydzenia i odrazy tak
wielkiej, ?e omal nie zwrócił wykwintnego posiłku wprost na białą koszulę
biznesmena. Po raz pierwszy w życiu ogarniała go prawdziwa panika. Łzy, którym
siłą woli nie pozwalał na napływanie do oczu płynęły teraz przez nos, bo przerażony
chłopak nie nastarczył ich łykać. Nigdy nie wierzył w Boga, nie znał też porządnie
żadnej modlitwy, jednak teraz, w chwili gdy bał się bardziej niż kiedykolwiek
przedtem, zaczął błagać w myślach stwórcę, żeby to się skończyło, żeby zesłał mu
jakieś rozwiązanie. Jego rozszerzone źrenice wędrowały chaotycznie po całym
pokoju, naiwnie szukając jakiegoś konta, w którym mógłby się ukryć. Na próżno.
Nicholas napierał coraz bardziej i chłopak zaczynał sobie uświadamiać, że nie obroni
go żaden cud, ?e zaraz nastąpi to co nieuniknione. Czuł przy uchu jego usta,
szepczące mu łagodnie jakieś niezrozumiałe słowa i rękę, wędrującą po brzuchu
coraz niżej. Chłopak, który jak dotąd wpółleżał tuż przy oparciu kanapy, poczuł ?e
zsuwa się z niej stopniowo objęty wielkimi nogami mężczyzny. Nagle, w porywie
ostatniego impulsu nadziei zebrał się w sobie i wysunął się dołem spod masywnego
ciała. W ułamku sekundy dopadł do drzwi, zostawiając zaskoczonego Anglika z
pustymi rękami. Wybiegł do przedpokoju i już miał rzucić się ku wyjściu z
mieszkania, kiedy zagrodził mu je Paweł.
-Gdzie ty chcesz łazić po nocach? ? spytał sponsor siląc się na miły ton, jednak w jego
oczach tliła się skrywana wściekłość. Rafał go nie słuchał. Błyskawicznie zrobił w tył
zwrot i wpadł do kolejnego pokoju, w którym kotłowały się dwa splątane cienie.
Jednym z nich był jego kolega.
-Luke! ? wrzasnął z rozpaczą, tonąc w ciemnościach pokoju. Cienie na chwilę
zamarły w bezruchu, a potem mniejszy z nich, wśród przekleństw zaczął
wyplątywać się z uścisku. Nie minęła chwila i Luke stanął przed nim zupełnie nagi.
Rozczochrane, półdługie jasne włosy otaczały jego zagniewaną twarz dziką aureolą.
-Co chciałeś do kurwy nędzy! ? syknął łapiąc go mocno za ramię. ? Nie widzisz ?e
jestem zajęty? Co ty tu w ogóle robisz? Miałeś być z Nicholasem.
-Luke, ja… rezygnuję!
Pamiętał jak wiele kosztowało go wyduszenie z siebie tych kilku słów. Rafał miał
swój honor i nie lubił wychodzić na mazgaja. Teraz jednak, poczuł ?e znalazł się w
sytuacji ponad swoje siły.
-Nie pierdol… ?teraz to w tonie Luka dała się wyczuć nutka strachu. Zaraz jednak
ukrył ją pod maską wściekłości. ? Przecież wiedziałeś po co tu idziesz! Poręczyłem za
ciebie u Pawła, ?e nie jesteś leszczu. A ty mi robisz takie numery?
Rafał jęknął bezradnie. Nawet Luke, jego najlepszy kumpel, przeciwko niemu!
?Je?eli Bóg istnieje, to musi być strasznym kutasem? ?pomyślał w duchu. Łzy
napływały mu do oczu, ale on już ich nie powstrzymywał. Po raz pierwszy od wielu
lat poddał się i wybuchnął głośnym łkaniem. Płacz kolegi kompletnie zbił Luka z
tropu. Strach sprawił, ?e stawał się względem Raga coraz brutalniejszy, zwłaszcza ?e
z pobliskiego łóżka słyszał już zniecierpliwiony głos Dave?a. Schwycił Rafała za
włosy i wykręcił mu głowę w stronę sączącego się zza drzwi światła. Przybliżył
twarz do jego twarzy i popatrzył mu w oczy głęboko i z wyższością.
-Rafałek się rozpłakał! ? prychnął pogardliwie. ? Wiesz, na mnie to nie działa.
Śmieszny jesteś. Myślałem, Że można z tobą ustawiać interesy jak z facetem, a tu co?
Rozmazana panienka. Wiesz do czego się nadajesz? żeby zgnić w bidulu, gdzie będą
budzić cię o szóstej i kłaść spać po dobranocce. Jedyną decyzją, jaką będziesz mógł
podjąć to to, czy się wyszczać czy ode srać. Bo będą traktować cię tak jak na to
zasługujesz. Jak zasmarkanego gówniarza. Albo wypierdalaj do swojego
zarzyganego tatusia. Twój wybór. Teraz przynajmniej jeszcze masz jakieś wybory.
Ale jak nie będziesz się miał gdzie podziać i gliny dobiorą ci się do dupy, to nikt nie
będzie się ciebie o zdanie pytał. Ja dałem ci szansę poznać ludzi i ?yć jak ktoś, nie jak
szmata.
Rafał przypomniał sobie wtedy siebie z przed kilku godzin. Siedział na skórzanej
kanapie, pomiędzy dwoma biznesmenami. Otoczony zapachem sukcesu i wielkiego
świata. Zapachem, który rozbudzał wyobraźnię, sprawiał ?e krew szybciej płynęła w
Żyłach. Zapachem, który dawał nadzieję na coś więcej, na ?ycie w którym
odzyskałby poczucie własnej godności, w którym inni traktowaliby go z szacunkiem
i liczyli się z jego zdaniem. Paweł tłumaczył mu na polski pytania zadawane przez
Anglików, a on odpowiadał, powoli i z namysłem. Po raz pierwszy ktoś tak uważnie
go słuchał, po raz pierwszy był w centrum uwagi. Pytano go o opinie w różnych,
najbanalniejszych nawet sprawach. Na większość tematów nigdy wcześniej się nie
zastanawiał, teraz jednak skupił cały swój wysiłek, żeby nadrobić te zaległości.
Początkowo bał się bardzo, ?e palnie jakąś bzdurę, powoli jednak rozluźniał się i czuł
?e jego wypowiedzi są coraz lepsze, zdania coraz bardziej złożone. Przetrząsał
zakamarki umysłu w poszukiwaniu coraz mądrzejszych określeń, usłyszanych
kiedyś i dawno zapomnianych od nieużywania. Goście zaś uśmiechali się do niego,
kiwali z uznaniem głowami. Wydawało mu się, ?e nawet Luke jest z niego dumny.
Przed nim na stole stał półmisek z krewetkami, kawiorem, plasterkami wędzonego,
skropionego cytryną łososia. Francuskie wino o lekko słodkim, eleganckim smaku.
Śmiali się, kiedy na początku zaczął je pić z butelki. Zaraz jednak dostał kieliszek, tak
czysty i pięknie wypolerowany, ?e Rafał aż bał się dotknąć go ręką, żeby go nie
pobrudzić.
Spędził wspaniałe popołudnie w miłym towarzystwie i mógł spędzić takich jeszcze
wiele. Więc czy rozsądnie było teraz się upierać?
Usłyszawszy głosy chłopców do pokoju zajrzał Paweł. Na jego widok Luke
powoli rozluźnił chwyt i wypuścił Raga. Potem odwrócił się na pięcie i zanurkował
w zacienioną część pokoju. Jego młode ramiona objęły szyję Dave?a który z
zachłannością wzmożoną zniecierpliwieniem znów wpił się w jego usta. Tymczasem
Paweł położył rękę na ramieniu Rafała i delikatnie wyprowadził go z pomieszczenia.
-Co jest, coś nie tak? ? zapytał z troską mężczyzna, kiedy stanęli w przedpokoju. Rag,
którego oczy zdążyły już przyzwyczaić się do półmroku, teraz zmrużył je porażony
jasnością świetlówki. Dzięki temu zdołał uciec przed wnikliwym spojrzeniem Pawła.
Czuł się rozbity i otępiały, nie miał ochoty na poważną rozmowę, która najwyraźniej
się szykowała.
-Nic… Nic ważnego. ? bąknął.
-To wracaj szybko do Nicolasa. Bardzo się zmartwił, ?e go chyba nie polubiłeś, ale
przecież tak nie jest, prawda? ? pytanie Pawła padło jeszcze tonem miękkim i
przymilnym, ale w powietrzu zawisła już niewypowiedziana groźba. Rag jeszcze raz
zmrużył oczy, a potem mocno je zacisnął, by pozbyć się mgły, która je zaszła gdy
płakał. W głowie wciąż tłukło mu się tysiąc myśli. Wiedział jednak, ?e cokolwiek
postanowi, musi najpierw spłacić dług zaciągnięty za dzisiejszą kolację.
-Nie… Lubię go… ? wydusił z siebie. Paweł uśmiechnął się z aprobatą.
-Chcesz jeszcze wina? ? zaproponował, kierując się w stronę dużego, służącego za
salon pokoju, w którym wcześniej ucztowali. Rag posłusznie podążył za nim.
-Paweł… A masz może fety? ? zapytał chłopak z nadzieją w głosie. Zdążył już
przetestować na sobie działanie amfetaminy i wiedział, ?e wciągnięta kreska
pomogłaby mu pozbyć się strachu i wszelkich zahamowań. Zaraz jednak pożałował
tego pytania. Na dźwięk nazwy narkotyku Paweł zamarł, a potem schylił się
spoglądając Rafałowi prosto w twarz.
-Bierzesz to świństwo?
Jego głos brzmiał lodowato i oskarżycielsko, przywodząc chłopakowi na myśl głosy
policjantów. Przez chwilę wyobraził sobie, ?e Paweł jest tajniakiem, który wziął go
na obserwacje żeby zdobyć na niego dowody i wsadzić do poprawczaka. Własny
pomysł przeraził go bardziej niż otaczająca rzeczywistość. Poczuł, ?e w tej chwili
byłby w stanie oddać wszystko, byle tylko koszmarna wizja nie okazała się prawdą.
Paweł najwyraźniej uznał ?e przesadził, bo jego głos szybko złagodniał.
-Nie ważne. ? uspokoił chłopaka ? Ale jeżeli kiedykolwiek to brałeś, to pamiętaj: jak
mamy zostać przyjaciółmi – koniec z fetą. Trawa co innego, ale feta to najgorsze
gówno.
Rafał kiwnął skwapliwie głową, a gdy mężczyzna nalał mu pełen kieliszek wina
wypił duszkiem aż do dna.
-No, teraz już idź do Nicolasa. I nie rób mu więcej przykrości.
Rag poczuł, ?e buntowniczy duch ulatuje z niego do reszty. Wciąż bał się spotkania z
Anglikiem, jednak strach nie odebrał mu umiejętności logicznego rozumowania.
Wiedział, ?e w konfrontacji ze sponsorem jest bez szans. Stłumił więc swe uczucia na
tyle, by być w stanie wejść do pokoju, z którego wcześniej uciekał.
Paradoksalnie, myśl o tym, ?e nie ma wyjścia uspokoiła chłopaka. Przestał się
wyrywać i pozwolił Nicolasowi by go rozebrał, a potem by gładził lubieżnie jego
pośladki. To, co stało się potem, pamiętał jak przez mgłę. Fale obrzydzenia ogarniały
go jeszcze od czasu do czasu, ale wtedy odsuwał je od siebie, myśląc o czymś innym.
Co z tego ?e zasnął, zaciskając zęby mocno na poduszce by stłumić łkanie. Czy nie
obudził się na miękkim tapczanie, zasłanym czystą pościelą? Czy dla drobiazgów
warto było poświęcać tyle wspaniałych rzeczy i możliwości, które się przed nim
otwierały? A gdy na odchodne Nicolas wsunął mu do kieszeni spodni banknot sto
euro, Rag był już pewien, ?e podjął słuszną decyzję.
Gdy po południu pokazał pieniądz Lukowi, przez chwilę dostrzegł w oczach
kolegi najszczerszy podziw.
-Skąd to masz? -wyrwało się blondynowi.
-A co, ty nie dostałeś? ? zapytał Rafał tonem szpanera. Twarz promieniała mu dumą
i zadowoleniem.
-Jasne, ?e dostałem. ? motał się Luke, próbując naprawić swoją reputację. ? No ale
wiesz, ja to co innego. Nie marzę się, na przykład. ? nie tracił okazji, żeby mu
przyciąć. Ale Rag był tego dnia zbyt szczęśliwy, by zwracać na to uwagę.
-No to pokaż. ?powiedział po prostu. Tymczasem podniósł banknot do słońca i
podziwiał, jak mieni się różnymi kolorami. Pierwszy raz w życiu zetknął się
osobiście z obcą walutą.
-Ja od razu poprosiłem Pawła, żeby wymienił mi na złote. ? Łukasz wzruszył
ramionami. ? W Polsce możesz sobie tym co najwyżej podetrzeć dupę, a nie coś
kupić.
-O kurwa… A gdzie to można zamienić? ? słowa kolegi szybko rozmyły jego
beztroskę. Czyżby pieniądz, z którego tak się cieszył, był w rzeczywistości nic nie
wartym papierkiem?
-Chyba w kantorze. Ale to jest w pizdu daleko i nie wiem jak to się robi. ?
wyjaśnienia kolegi nie były dla Rafała pocieszające, a wręcz przeciwnie. Rag
popatrzył chwilę na swój skarb, potem na Łukasza. Zawahał się…
-Luke, dostałeś tyle samo, nie? Będziesz się jeszcze dzisiaj widział z Pawłem. To
może zrobimy tak: ja dam ci kasę co dostałem, a ty mi zamienisz na złotówki. Potem
pójdziesz do Pawła i on ci jeszcze raz zamieni, dobra?
Wtedy myślał ?e to tylko złudzenie, ale zobaczył jak twarz kolegi rozjaśnia się
momentalnie, a usta, które wcześniej ściskał w napięciu nabierają życia.
-Niech będzie. ? rzucił obojętnie. ? Ale wisisz mi browca za fatygę. ? To mówiąc
Luke wydłubał ze swojej kieszeni pomiętą stuzłotówkę i rzucił ją na ziemię przed
Ragiem, jednocześnie wysuwając mu z między palców stu eurowy banknot. ? A teraz
muszę już spadać. ? I zaciskając pieniądz mocno w ręce, oddalił się szybkim i
dziwnie lekkim krokiem.
Teraz, gdy Rag przypominał sobie tamte wydarzenia, przeklinał własną
łatwowierność. ?To niemożliwe, ze byłem kiedyś taką ciotą. Po prostu naiwną,
głupią szmatą?. Tymczasem Darek, który szedł tuż przed nim przez ciemny las,
wciąż próbował wcisnąć mu te same tanie, sloganowe teksty. ?Czym jest dla ciebie
szczęście?? albo ?Nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoje ?ycie?.
?Dobrze, ?e już nie jestem tym durnym dwunastolatkiem co kiedyś. Bo wtedy
? wtedy pewnie bym mu uwierzył? ? pomyślał.
Rozdział 3 ? Fakty i kłamstwa
-Nic nie odpowiesz? ? biznesmen zatrzymał się na chwilę i spojrzał na Raga, a jego
głos zawisł w ciszy. Wbrew pozorom, to właśnie nagła cisza wyrwała Rafała z
zamyślenia. Szli już jakieś 15 minut, a Darek wciąż próbował niezdarnie zagadywać.
Dla chłopaka, który przestał go słuchać, dźwięk jego mowy stał się neutralnym tłem,
tak jak szum drzew i chrzęst kroków. Teraz, gdy biznesmen zamilkł i odwrócił się w
jego stronę, zdał sobie sprawę, ?e nie pamięta nawet, jakie pytanie ostatnio mu
zadał. Uniesione brwi Darka i wyczekujący wyraz jego twarzy sprawił, ?e poczuł się
w obowiązku powiedzieć cokolwiek. Jednocześnie banalny sposób myślenia
mężczyzny napawał go pogardą i odstręczał od podjęcia z nim wszelkich dyskusji.
-A co byś kurwa chciał? Płacisz mi przecież za ruchanie, a nie za chrzanienie z tobą
pierdoł o szczęściu i innych dziecinadach. ? odpysknął, patrząc mu prosto w oczy.
Myślał, ?e takim tekstem, wypowiedzianym lodowato i z wyższością skutecznie
zawstydzi i uciszy natrętnego klienta. Przeżył jednak szok. W odpowiedzi Darek
wybuchnął szczerą wesołością.
-Wiesz co, to ty jesteś jeszcze dziecinny. Mimo ?e strasznie buńczuczny. ? po czym
wciąż z uśmiechem, odwrócił się i znów ruszył przodem. Rag poczuł się dotknięty
do żywego. Wszystkie wyzwiska świata, jakie usłyszał w życiu pod swoim adresem
wydawały mu się niczym, w porównaniu z poniżeniem, jakiego doznał z ust tego
dziwnego mężczyzny. Miał ochotę wyjechać mu prosto w twarz z najsoczystszym
bluzgiem, jednak powstrzymał się. Nie może tak się uzewnętrzniać. Wtedy dałby
Darkowi dodatkową satysfakcję. Zamiast tego postanowił spokojnie się odgryźć:
-Tak, jestem dziecinny. Wystarczająco dziecinny, żeby ci stawał na mój widok.
Wiedział, ?e tym razem cios był celny. Już wyobraził sobie, jak biznesmen odwraca
się ze wściekłością w jego stronę i wymierza mu siarczysty policzek.
-Jak śmiesz, ty niewdzięczny gnoju!
Chłopak zachichotał pod nosem. Och, jak miło będzie podrażnić tego zarozumiałego
garniturka, doprowadzić go do stanu nabrzmiałych tętnic i wysuniętej szczęki! Potem
oczywiście będzie musiał jakoś go udobruchać, udać przestraszonego, skruszonego.
Nie zmieniłoby to jednak faktu, ?e poczułby się panem sytuacji. W tym spotkaniu
było zbyt wiele niejasności i krok za krokiem Rag tracił spokój ducha. Potrzebował
okoliczności, w której mężczyzna odsłoni przed nim emocje, czyniąc swoje zamiary
łatwiejszymi do przejrzenia. Zaraz jednak przekonał się, ?e ma przed sobą godnego
przeciwnika.
-Hmm… Widać, ?e ?ycie cię nie oszczędzało. ?mruknął Darek współczująco. ? Ale ja
to rozumiem. Pewnie gdybym przeżył to, co ty, też bym miał takie podejście do
ludzi.
?Jemu się zdaje, ?e jest lepszy. że on nie ma z tym nic wspólnego. Ma respekt do
ludzi i w ogóle zajebisty jest, a ja to dżont, który przesrał sobie Zycie i któremu trzeba
prawić morały.? ? Rag ścisnął usta w napięciu. Zastanawiał się, co będzie
korzystniejsze. Powinien mu teraz przyciąć, czy zacząć się nad sobą dyskretnie
użalać? Biznesmen najwidoczniej uznał jego milczenie za potwierdzenie swoich słów
i zaczął urabiać chłopaka coraz śmielej.
-Nigdy tego nie opowiadałem, ale wydaje mi się ?e tobie mogę… ? zaczął z
namysłem, jednocześnie zwalniając krok. Rag, który dotąd wlókł się trochę w tyle,
chcąc nie chcąc musiał się z nim zrównać. ?Oho, teraz zacznie się zwierzać? ?
pomyślał z zadowoleniem. Nienawidził opowiadać o sobie, za to słuchanie
przychodziło mu z łatwością. W końcu lepiej obserwować, niż być obserwowanym.
-Kiedy byłem w ósmej klasie podstawówki… Teraz to będzie chyba gimnazjum, nie
wiem jak jest po reformie… ? najwyraźniej zanosiło się na jakąś dłuższą opowieść.
Rafał wytężył uwagę, próbując pochłonąć każdy szczegół wypowiedzi Darka, nie
wyłączając tonu i mimiki. ?Nie ma dzieci w wieku szkolnym? ? odnotował w
pamięci. Rodzina była jedną z niewielu dziedzin życia biznesmena, o której nie udało
mu się jak dotąd dowiedzieć nic konkretnego.
-Ile ja mogłem mieć wtedy lat? Czternaście? Chyba tak, wydaje mi się ?e byłem
prawie w twoim wieku… Był ze mną w klasie jeden chłopak, on był trochę starszy, 16
lat. Pamiętam, ?e nie zdał dwa lata bo wagarował. Mieszkaliśmy na tym samym
osiedlu, więc widywałem go wcześniej. żeby dojść do swojego domu mijałem
zawsze takie dwa bloki, w których mieszkały same pijackie rodziny. Musiałbyś
zobaczyć to osiedle, to byś wiedział, jak było urządzone.
- W której dzielnicy? ? zapytał Rag, starając się ustalić sobie dokładną lokalizację.
- Nie tu, w takiej jednej pipidówie. ? zainteresowanie chłopaka wyraźnie ucieszyło
biznesmena, bo ciągnął coraz pewniejszym tonem. – On siedział często pod swoją
klatką i palił z kolegami. Pamiętam, ?e zawsze strasznie się bałem koło nich przejść,
bo rodzice mnie przed nimi ostrzegali. W każdym razie pewnego dnia nauczycielka
posadziła mnie z nim w jednej ławce. Byłem jednym z lepszych uczniów i liczyła
chyba na to, ?e on przy mnie odrobinę się podciągnie. ? w tym momencie Darek
chrząknął z zażenowaniem. Najwyraźniej domyślił się, ?e w oczach Raga dobra
opinia w szkole to wątpliwa zaleta.
-Fajnie. ? przerwał mu chłopak ironicznym tonem. ? Pewnie pomogłeś mu, wyszedł
na prostą, a teraz żyje długo i szczęśliwie i jest biznesmenem tak jak ty. ? przeciągnął
się niedbale a potem kopnął przed siebie jeden z leżących na drodze kamyków. Obaj
popatrzyli, jak szybuje lekko nad ziemią, a potem nurkuje w zeschniętym listowiu.
?Być kamieniem to dopiero przesrane. Leżysz sobie chuj wie ile i czekasz, aż ktoś
kopniakiem pozwoli ci chwilę polatać.? ? własne myśli rozbawiły Raga do tego
stopnia, ?e głośno zachichotał.
-Pewnie dla ciebie to co mówię jest śmieszne. ? stwierdził Darek zrezygnowanym
tonem.
-Nie, to nie z ciebie. ? rzucił Rafał pojednawczo. ? Spać mi się chce i coś mi się
upierdoliło. Opowiadaj dalej.
-Na początku traktowaliśmy się bardzo nieufnie. Myślał, ?e jestem wtyką belfrów,
która ma go obserwować. Ja natomiast bałem się wyciągać przy nim co lepszych
przyborów, żeby mi ich nie ukradł. Z czasem zaczęliśmy jednak trochę gadać. Nie
było dnia, żeby nie pyskował do jakiegoś nauczyciela, u pedagoga szkolnego bywał
przynajmniej raz w tygodniu. Początkowo twierdziłem, ?e zasłużył na sposób, w jaki
go traktowali. Stopniowo zaczynałem go jednak rozumieć. On był ze swoimi
problemami zupełnie sam. Ze swoją biedą, brakiem nadziei i poczucia
bezpieczeństwa. Z ojcem, który wracał do domu pijany, bił jego i matkę. Z matką,
która wyżywała się na nim od małego, bo przypominał z wyglądu ojca. Nauczyciele
nie potrafili tego pojąć, widzieli tylko to, ?e wagaruje i się nie uczy. Nikt nie kwapił
się, żeby mu pomóc. Nawet koledzy z którymi dzielił los, wypierali się go zawsze,
gdy było im nie po drodze. Najgorsze było to, jak się ciął. Potrafił robić to w środku
lekcji. Strużka krwi płynęła po ławce, plamiła mu ubranie. A on patrzył na nią
obojętnie jak na kapiący kran. Nauczycielka wysyłała go zawsze wtedy do
higienistki. Kiedy wracał, odwijał sobie bandaż i dłubał w ranie. Udawała, ?e tego
nie widzi. Klasa też już zdążyła się do tego przyzwyczaić, jako do jednego z jego
nieznośnych wybryków. Ja jednak nie potrafiłem przyglądać się temu bez
przerażenia. Może dlatego, ?e siedziałem tak blisko. Pewnego razu zdobyłem się na
to, żeby zadać mu pytanie: ?Nie boli cię?? A on na to: ?Boli. I dobrze.?
Kiedy miał 19 lat popełnił samobójstwo. Powiesił się na drzewie, w parku, tuż koło
naszego osiedla. Przez kilka dni wszyscy w mieście o tym plotkowali. Nie wiesz jak
jest w małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają. Słyszałem na przykład takie
głosy:
?Kto by się tym przejmował? Będzie jednego pijaka mniej.? Jakaś jedna młoda
kobieta go pożałowała, ale zakrzyczeli ją. ?Pani wie, kto to był? Młodociany
degenerat. Z takich, co staruszki na ulicach napadają. Ciekawe, czy mówiłaby tak
pani, gdyby napadł pani babkę albo matkę.?
-Chciał się zabić to się zabił. ? uciął Rag wzruszając ramionami. ? A co ten gostek ma
tu do rzeczy?
-Myślę, ?e ty jesteś podobny. Kiedy o tym mówię, wykrzywiasz pogardliwie wargi,
ale tak naprawdę marzysz, żeby móc komuś zaufać. ? powiedział biznesmen z
przekonaniem.
-Dobre sobie. Przecież nawet mnie nie znasz. ? chłopak nawet się nie obruszył. Nie
miał już sił polemizować. Ten facet to najwyraźniej beznadziejny przypadek.
Przyszedł tu, ze z góry określoną wizją świata i żadne argumenty do niego nie
trafiały. ?Tacy są najgorsi? ? pomyślał Rag ? ?Nie odróżnią nawet jednej cioty od
drugiej. Wszystkich pakują w jedną szufladę i uważają się za wielce oświeconych.?
Jednocześnie, jakby przecząc wysuniętej właśnie tezie, ogarniało go inne, niepokojące
uczucie. Darek był jakiś nieautentyczny. To, czego po kontakcie internetowym nie
mógł sprecyzować, zaczynało nabierać określone kształty.
Oczywiście większość klientów trochę grała. Mieli swoje ulubione role: ?dobrego
wujcia?, ?policjanta?, ?pana i władcy?. Grał również Rag, dopasowując się do ich
oczekiwań i wyobrażeń, albo próbując bezkonfliktowo załatwić interesy. Nigdy
jednak ich maski nie były szczelne. Zawsze odnajdywał jakąś wyrwę umożliwiającą
podglądnięcie, co znajduje się pod spodem. Teraz dopiero zdał sobie sprawę, ?e całe
jego zdolności, którym tak ufał, opierały się właśnie na dostrzeganiu i
wykorzystywaniu tych luk. Czyżby biznesmen go przechytrzył? Był ?dobrym
wujciem?, to jasne. Poczciwe uśmiechy, ckliwe teksty, udawana troska… Rag znał to
dobrze i wiedział, ?e mimo łagodnych pozorów tacy klienci byli groźnymi
manipulatorami. Dotąd zadawał się z nimi bez obaw. Umiał odgadnąć ich
prawdziwe myśli i wykorzystać wybraną przez nich rolę po swojemu. Oczywiście
zdarzali się natręci, z którymi poradzenie sobie wymagało trochę czasu i nerwów.
Nigdy jednak nie zetknął się z kimś takim jak Darek. Biznesmen był monolitem. Ze
strachem Rag zaczynał zdawać sobie sprawę, jak wielkim błędem było lekceważenie
mężczyzny. To, co wziął za objawy bezmyślności i braku obycia mogło być przecież
profesjonalną, iście pokerową rozgrywką. Niepewność towarzyszyła chłopakowi od
początku spotkania. Teraz jednak wezbrała na sile, targając jego umysłem jak
szmacianą lalką. W jednej chwili wydawało mu się, ?e zaczyna rozumieć, zaraz
potem, ?e ulega paranoi. Wymacał sprężynowy nóż, który nosił zawsze w kieszeni
bojówek. Chłodny dotyk rękojeści dał mu namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Dla
kogoś innego byłoby to pewnie niewiele, jemu jednak wystarczyło, by przywrócić
rozpędzone myśli na właściwy, rozsądny tor. ?Dom w lesie. Właściwie, czemu nie.
Jak dotąd nie sprzedał mi jeszcze żadnej ściemy. Sam sprawdzałem. Firma istnieje,
on jest prezesem. Zresztą gdyby kitował, skąd wziąłby taką brykę??
Starał się przypomnieć sobie innych ?wujciów?, na jakich ostatnio się natknął. Może
porównanie z nimi Darka dałoby mu jakąś wskazówkę?
Pierwszą wizją, która mu się nasunęła był pewien obraz. Starszy mężczyzna w
granatowym podkoszulku. Jego twarz, poprzecinana była głębokimi bruzdami
zmarszczek, policzki pokryte kilkumilimetrowym zarostem. Wyglądał niechlujnie,
dla nadwrażliwej osoby może nawet strasznie. Nie przeszkadzało to najwidoczniej
trzyletniemu chłopcu, który tulił się do niego jak do dużego, łagodnego psa. Ragowi
mężczyzna przypominał raczej wilka. Mimo wyraźnego piętna wieku jego spojrzenie
wciąż pełne było dzikości i siły. Szare oczy, z niewielkimi rudymi plamkami na
tęczówkach zdawały się całkowicie ignorować istnienie dzieciaka, zwracając się
wprost do obiektywu. Do tego zmrużone nieco powieki i ściągnięte w skupieniu
usta. Bez wątpienia w swym długim życiu wiele przeszedł, i to rzeczy, o których
przeciętni zjadacze chleba nie chcą nawet myśleć. Mimo poufałości, którą obdarzał
go chłopiec łatwo było wyczuć, ?e nie łączą ich więzi rodzinne. ?Wygląda zupełnie
jak pedofil z jakiegoś plakatu? ? zaśmiał się w duchu Rag, gdy po raz pierwszy
otworzył to zdjęcie. Gdyby nie widział innych fotografii i nie rozmawiał z facetem na
czacie, gotów byłby pomyśleć, ?e to czyjaś nędzna prowokacja.
Jarand. W umyśle Raga było to słowo bez brzmienia. Widywał je wyłącznie
jako ciąg pogrubionych liter, wyświetlanych na ekranie bezszeryfową czcionką.
Nigdy go nie zapisał, nigdy nie wypowiadał na głos, ani nawet w myślach. Miał
jednak w życiu okres, kiedy z napięciem wyczekiwał pojawienia się tego ciągu na
liście ukazującej zalogowane osoby. Czemu tak robił? Przecież szanse na to, ?e facet
zostanie jego klientem były nikłe. Może po prostu zbyt łatwo przychodziła mu
wtedy kasa?
Teraz, gdy przypomniał sobie tamte czasy, prawie poczuł kojarzące się z nimi
uczucie odprężenia i chłodu. Tegoroczne lato było wyjątkowo upalne. Każde wyjście
na zewnątrz sprawiało chłopakowi nieznośną udręką. Całymi dniami włóczył się
więc po podziemnych przejściach, łączących dworzec z różnymi punktami miasta.
Zatłoczone aleje, kolorowe od sklepów i reklamowych plakatów chroniły go przed
żarem i dawały miłe poczucie anonimowości. Na ulicy przyglądanie się ludziom
wychodziło trochę nienaturalnie. Jednak tu, w ograniczonej przestrzeni, gdzie niemal
wszyscy się spieszyli, Rag mógł bez skrępowania oddawać się temu zajęciu. Zdążył
zaobserwować nawet harmonogram zmian patroli, przechadzających się wzdłuż
pasaży. Funkcjonariusze, zmęczeni przebywaniem w niedostosowanych do pogody
mundurach pełnili swą służbę jakby od niechcenia. Im bardziej monotonny dyżur
dobiegał końca, tym dalej od miejsca pracy krążyły ich myśli. Rag, osłonięty
ciemnymi lustrzankami, bezczelnie gapił się w ich zaczerwienione twarze, oczy
zerkające tęsknie w stronę baru z zimnym piwem. Może wśród przechodniów tylko
on zadawał sobie trud, aby ich zrozumieć? Dość, ?e nigdy wcześniej wśród policji nie
czuł się tak bezpiecznie. I nigdy nie odważyłby się tuż pod ich nosami robić tego co
robił.
Łowy zaczynał od wstępnej selekcji. Krążył głównie wokół stoisk z lodami,
ponieważ cieszyły się dużą popularnością. Czytał cennik, zaglądał do ustawionych
pod ladą kontenerów pełnych zimnej, aromatyzowanej masy. Ukradkiem chłonął
jednak znacznie bardziej apetyczne informacje. Obserwował, w jakich miejscach
poszczególni kupujący chowają resztę. Płytkie, łatwo dostępne skrytki momentalnie
przykuwały jego uwagę. Jeżeli oprócz tego osoba miała dużo monet lub banknotów
o podobnych nominałach, to należała już do Raga. Zdarzało się, ?e upatrzony obiekt
opuszczał pasaż bez zatrzymywania, nie dając okazji młodemu złodziejowi.
Znacznie częściej padał jego łupem, tracąc 5 lub 10 złotych.
Kilka drobnych akcji wystarczało w zupełności, by zaspokoić dzienne
potrzeby chłopaka. Ale Rag nie był głupi. Wiedział, ?e zabawa w kieszonkowca
dobra jest na klika dni, najwyżej tygodni. Włócząc się w jednym miejscu prędzej czy
później zostanie przyuważony i narobi sobie problemów. Myśl o tym, że może zostać
zatrzymany przez policję nie raz wprawiała w drżenie drobne ręce, wyciągające
chyłkiem banknot. Poza tym, z dnia na dzień podziemny pasaż zaczynał mu
brzydnąć. Teraz, we wspomnieniach, kilka tygodni w nim spędzonych jawiło mu się
złotymi czasami. Był syty, z dala od palącego słońca, zaś blisko toalet i miejsca, w
którym dało się przekimać. Z perspektywy czasu nie mógł zrozumieć uczuć, które
wtedy nim targały. Oszałamiającej klaustrofobii, samotności i monotonii. Ukojenia
szukał w miejscowych kafejkach, grając godzinami w Unreala albo Quake?a. W
końcu, niby przypadkiem zalogował się na znajomym, gejowskim czacie.
Były wakacje, nie musiał daleko szukać klientów. W letniej porze sami ściągali
w okolice dworca niczym muchy do ścierwa. Większość zjeżdżała z satelickich
miejscowości, chociaż zdarzali się też amatorzy z najdalszych zakątków Polski.
Przybywali w ślad za dzieciakami, które czas wolny od szkoły postanowiły spędzić
na samotnej wyprawie do dużego miasta. Sezonowa klientela składała się zwykle z
typków najgorszego sortu. Ani zadbani, ani zbyt bogaci, korzystali z wysokiej
podaży jakby to była wyprzedaż w supermarkecie. Nie peszył ich biały dzień, ani
otoczenie ludzi. Snuli się wypatrując pałętających się nastolatków i podchodząc do
tych, którzy odwzajemniali ich spojrzenia. W tym świecie i w takich sprawach ludzie
rozumieli się bez słów. Za to Rag… tym razem, po prostu chciał pogadać.
Rafał, nie przeszkadzam?
< ~młody_za_kasę> dawno jesteś?
nie ,teraz oglądamy zdjęcia z Kacperkiem
< ~młody_za_kasę> jakim Kacperkiem?
synkiem Jacka, on ma już 3 latka
< ~młody_za_kasę> aha, tym…
< ~młody_za_kasę> no widziałem go na zdjęciach
odebrałeś fotki
< ~młody_za_kase> ładny
teraz jest śliczny, zaraz ci prześlę fotkę
< ~młody_za_kasę> o, to przyślij
< ~młody_za_kasę> wiesz co, po tych fotach to chyba ci wierzę już…
< ~młody_za_kasę> nie mam co nie wierzyć
Nacisnął enter wysyłając wypowiedź, po czym lekko odchylił się w tapicerowanym
krześle. Zagłówek skrzypnął odrobinę za głośno i chłopak zamarł, rozglądając się,
czy nie zwrócił tym uwagi innych klientów kafejki. Ręka machinalnie kliknęła na
minimalizację apletu. Ale nikt nawet nie zerknął w jego stronę. Stanowiska
pooddzielane były plastikowymi parawanami, tak, ?e aby spojrzeć w sąsiedni
monitor trzeba było się trochę wychylić. Lubił ten lokal. Mógł tu przyjść choćby w
środku nocy i nigdy nie wypytywali gdzie ma rodziców i czy mu pozwalają. Mimo
wszystko, nigdy nie przestawał być ostrożny. Taki miał nawyk.
?Niech sobie myśli ?e mu wierzę. Niech sobie myśli, ?e jestem taki głupi i łykam to
wszystko.? Oparł ręce na biurku i zaczął wpatrywać się w skupieniu na
ciekłokrystaliczny monitor. Zminimalizowane okienko zamrugało, wieszcząc
przybycie nowej wiadomości.
?Gdyby tylko wiedział jak go sprawdzam… Ale niech nie wie. Może w końcu się
wkopie?.
Rag spotkał Jaranda kilka dni temu i od początku mężczyzna budził w nim
mieszane uczucia. Z jednej strony rozmowy z nim odprężały go, dawały mu
namiastkę bycia rozumianym i akceptowanym. Wreszcie spotkał kogoś, kto znał
?ycie w jego najbrudniejszym i najbardziej brutalnym wymiarze. Większość
dorosłych, którzy stawali na drodze chłopaka, aż się prosiła o większą lub mniejszą
pobłażliwość. Byli dobrzy w robieniu kasy, co niektórzy pokończyli nawet niezłe
uczelnie. Mimo to, w pewnych kwestiach wykazywali denerwującą ignorancje.
Próbowali go uczyć, ostrzegać przed popełnianiem błędów, ale do świata w którym
żył Rag ich rady miały się jak pięść do nosa. Najgorsze było, jak upierali się ?e to oni
wiedzą lepiej, robili z chłopaka niedoświadczone dziecko, które ?zrozumie jak
dorośnie?. Jarand był inny. Można było przedyskutować z nim wiele spraw i nie
tylko zostać porządnie wysłuchanym, ale i otrzymać sugestię rozsądną i rzeczową.
Czerpiąc z doświadczenia życiowego pięćdziesięciolatka, Rag stwierdził po raz
pierwszy, ?e wiek może być atutem rozmówcy. Jednocześnie znajomość ta była dla
chłopaka jak nieprzyjemna zadra. Podejrzewał ?e jest manipulowany, ale najbardziej
złościła go trudność w ustaleniu, gdzie ta manipulacja się zaczyna i czy ma jakiś cel.
Bo czy historia, którą opowiedział mu mężczyzna miała prawo wydarzyć się w
rzeczywistości?
Rag otworzył okienko, które od kilku sekund mrugało na pasku zadań.
Westchnął, czytając wiadomość od mężczyzny. ?Jak chcesz, mi nie zależy by cię
kłamać, bo i po co ?? ? pisał Jarand. Jego słowa brzmiały prosto i szczerze. Chłopak
nie wiedział, co ma o tym sądzić. Jeszcze raz zalogował się na swoją skrzynkę i
przeglądając odebrane zdjęcia czytał logi z poprzedniej rozmowy.
Ostatnio Komentowali :)