Ankiety

Myślę że opisy na tej stronie to:

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

1.Kontakt

Gadu-Gadu: 4028876
_______________________
E-mail: sneyk@pieklo-dziecinstwa.pl

Myśle że każdy z Nas będąc dzieckiem dostał od dorosłego jakąś „złotą myśl” coś co do dnia dzisieszego utkwiło w pamięci i w jakimś sensie się do tej myśli stosuje,tak jakby była to rada na życie choc wtedy pewnie było to tylko słowo czy też zdanie .

Napisze tu o takich dwóch „złotych myślach” które mi utkwiły w pamięci.

Pierwszą pamiętam bardzo dobrze. Było to w jakiś ciepły letni dzień a Sneyk był w domu dziecka mając najwyżej 12-13 lat.

Niedaleko placówki wktórej mieszkałem Wojsko Polskie przeprowadzało jakieś roboty drogowe,a dokładniej to poprostu coś kopali w ziemi. Jak dla dziecka i to na dodatek chłopca połączenie wojska,dołu,piasku musieło wyjśc z tego coś co nie mogło sie obyc bez mojej skromnej osoby,więc znalazłem się tam siadając na stercie piasku i rozmawiając z kopiącym żołnierzem.

Podczas tej rozmowy w pewnej chwili mijała mnie jakaś wychowawczyni z domu dziecka i widząc mnie na tym piasku powiedziała:

Sneyk czy mógłbyś wstac z tego piasku?

Ponieważ byłem i jestem grzecznym chłopcem :) szybko odpowiedziałem; tak mógłbym.

Ów wychowawczyni chyba nie bardzo jednak na tym zależało gdyż nie czekała na spełnienie swojej prośby udała się w swoim kierunku,a ja nadal siedziałem na piasku rozmawiąc z kopiącym.

Żołnierz który tam kopał słysząc polecenie-prośbe wychowawczyni i widząc moją reakcje na to a raczej jej brak powiedział do mnie jedną z tych właśnie „złotych myśli” a powiedział dokładnie:

„Móc a chciec to różnica”

Zawsze jak słysze „moge” lub „chce” i ewentyalnie przypomne se tą rozmowe to zaraz przypomina mi się pytanie jakie zadał mi ów żołnierz tego dnia i przez chwile zastanawiam się do czego zmierzała by ów moja odpowiedż gdyby była prawdziwa.

Żołnierz w trakcie tej całej rozmowy zadał mi pytanie: cz się onalizuje już?

nie wiedziałem o co chodzi i zapytałem: że co robie?

wtedy padło inne pytanie: czy „wale konia”? (przepraszam za wyrażenie)

Zmieszany a może zawstydzony tym pytaniem odpowiedziałem że; Nie,ale jak wiecie skłamałem gdyż nauczono mnie tego już w wieku przedszkolnym i bardzo często ten procedens uprawiełem sam lub czasem za pomocą innych dorosłych osób.

Do dziś czasem se tak myśle do czego ta rozmowa dorosłego mężczyzny z chłopcem miała prowadzic,czy była to tylko rozmowa dwóch ludzi o jednakowej płci czy też wstęp do kolejnej dziwnej znajomości Sneyka?,nigdy się tego nie dowiedziałem gdyż po oddaniu fauszywej odpowiedzi zakończyłem rozmowe i odszedłem stamtąd.

 

Kolejna „złota myśl” jaką stosuje w życiu to nie pamiętam w jakich okolicznościach miała miejsce gdy ją mi przekazano.

Wiem tylko tyle że powiedział mi to też mężczyzna znacznie starszy aqle jaki i w jakich okolicznosciach to nie wiem a może poprostu nie chce wiedziec.

Tak czy owak w jakiś okolicznościach zadałem temu mężczyżnie pytanie: jak mam teraz się wzracac?-chodziło o to jak teraz mam mówic do niego.

w odpowiedzi usłyszałem:

„Wole jak mówi się do mnie na TY z szacunkiem niż na perpan z myślą pocałuj się w dupe”

Tak nie ważne kiedy i jak to usłyszałem ważne że jest tu wiele prawdy w tych słowach,gdyż to nie wzroty czy też słowa swiadczą o szacunku do osoby a zwykłe ludzkie jej traktowanie,dlatego też nie lubie jak ktoś mówi mi na perpan tylko dlatego ze jestem starszy i że tak go wychowali,tak mu kazali gdy był dzieckiem i tak zostało gdy jest większy czy też starszy.

Jakiś czas temu dostałem pocztą dziwne opowiadanie,nadawca twierdzi że jest tego opowiadania autorem.
Po zapoznaniu się z treścią zapytałem w jakim celu zostało mi to wysłane?
W odpowiedzi usłyszałem bym to ocenił pod punktem realizmu.
potem jakoś kontakt się urwał z autorem ale myśle że może Wy to ocenicie zamnie?

ZA NIECENZUROWE SŁOWA BARDZO PRZEPRASZAM,NIE SĄ MOJE A MYŚLE ŻE DODAJĄ REALIZMU

 

oto te opowiadanie-

” Rozdział 1 ?

 Dziwny klient

Rag stał oparty tyłem o szary filar dworca. W jednej ręce trzymał zapalonego

papierosa, którym od czasu do czasu zaciągał się jakby od niechcenia. Ubrany w

bojówki moro i czarną bluzę z zarzuconym na głowę kapturem, z daleka był niemal

niedostrzegalny. On za to mógł obserwować wszystko dookoła.

Noc była jasna, a okolica dobrze oświetlona, więc nie przeszkadzały mu w tym

nawet ciemne lustrzanki. Odkąd pół roku temu ukradł je z wystawy sklepowej,

zdążył docenić ich wartość i prawie nigdy się z nimi nie rozstawał. W dzień chroniły

jego oczy przed ciekawskimi spojrzeniami ludzi, w nocy przed reflektorami

nienadjeżdżających na parking samochodów. Ale był jeszcze jeden powód, do którego

Rag niechętnie przyznawał się przed samym sobą. Ciemne okulary stanowiły

znakomitą barierę między nim a klientami. Dzięki ich osłonie, przynajmniej na

początku spotkania nie musiał patrzeć im w oczy.

Resztka papierosa żarzyła się coraz słabiej, ale Rag nie wydawał się tym

przejmować. Nie wyszedł przecież po to, żeby zapalić. Mimo zasłoniętych oczu i

zastygłej w idealnej obojętności twarzy, ktoś, kto przyjrzałby mu się dokładniej

odgadłby od razu kierunek w który się wpatrywał. Miejscem tym był najbliższy

wjazd na parking. Mimo mijających minut, chłopak nie wyglądał na

zniecierpliwionego. Był pewien, ?e przyjedzie.

Podczas całej swej kariery został wystawiony tylko kilka razy. Młodzi, żonaci

faceci, których dworzec przyciągał jak magnes, ale równie silnie powstrzymywał

strach. Umawiali się, tchórzyli, ale potem umawiali znowu, aż skrywane żądze

zwyciężyły wstyd i wszelkie skrupuły. Potem stawali się najzachłanniejsi. Rag

wiedział, ?e można wyciągnąć od nich sporo kasy, ale też należy najbardziej uważać.

Człowiek, który się boi, rzadko kiedy trzeźwo analizuje swoje myśli. Jest w stanie

zabić, byle tylko zyskać pewność, ?e jego ciemne uczynki nie zostaną wyciągnięte na

światło dzienne. Teraz, gdy rozpętała się ta słynna afera, Rag prawie ich nie

widywał. Zostali tylko desperaci. I ci starzy wyjadacze, którzy pamiętają dworzec z

czasów, kiedy wszystko wyglądało inaczej, a na centralnym punkcie w podziemiach

było pełno salonów gier.

Ale klient, z którym był teraz umówiony różnił się od wszystkich, z którymi

spotkał się do tej pory. Trudno mu było określić, w czym tkwiła ta inność. Poznali się

przecież zupełnie przeciętnie. Rag siedział wtedy na czacie w dworcowej kafejce i

wyrywał facetów na wieczór. Jak zwykle od czasu, kiedy po okolicy zaczęły kręcić

się gliny. Ostentacyjne przechadzanie się po peronach, albo ?Broadwayu? koło kas

stało się zbyt ryzykowne. Zresztą przez net też nie było źle. Początkowo umawiał się

od razu po krótkiej rozmowie. Po pewnym czasie stał się bardziej wybredny.

Zobaczył, ?e kiedy pogada się dłużej i trochę pozwodzi, można wybrać sobie

najlepszych. Dlatego bawił się, podbijał cenę, a po kilku wirtualnych spotkaniach

wiedział o nich już wszystko. Od firmy w jakiej pracują, poprzez stan konta, na

najbardziej perwersyjnych upodobaniach skończywszy. Wiele tych informacji

podanych było nie wprost, ale Rag znał się na ludziach. Kilka przelotnych spojrzeń

wystarczyło mu, by przeniknąć czyjąś duszę. Dzięki temu był bezpieczny. Mimo, ?e

się sprzedawał, zawsze czuł się stroną, która rozdaje karty.

O facecie, który za chwilę miał się zjawić wiedział naprawdę dużo. Pomimo

to, gdyby nie pokusa wielkiego zarobku, najpewniej zaszył by się w kafejce, albo łaził

po mieście. Coś było nie tak i skrywanie tego głęboko w podświadomości nie

zmieniało wiele. Jednego był pewien ? przyjedzie.

Nie pomylił się. Już za chwilę dał się słyszeć cichy chrzęst trących o jezdnię opon.

Czarne Volvo V70 miękko wjechało na parking. Po chwili wyhamowało, zatrzymując

się w pół drogi do wyznaczonego miejsca. Mocne, blade światła odbiły się w

lustrzankach Raga. Drgnął, ale nie ruszył się ze swojego stanowiska. Wyglądało to,

jakby chłopak i samochód przypatrywali się sobie w milczeniu, nawzajem

wystawiając swą wolę na próbę ? kto kogo przetrzyma. Ale Volvo mimo ?e nowe i

dobre, nie robiło na Ragu żadnego wrażenia. Zza okularów nie było widać, ?e tak

naprawdę patrzy na ciemny kontur postaci za kierownicą. Przedtem wymienili się

zdjęciami, wiedział więc mniej więcej kogo się ma spodziewać. Teraz dopasowywał

zapamiętane elementy do sylwetki człowieka w samochodzie. To był on, nie oszukał

go. Rejestracja też była taka jak mówił. Wszystko w porządku.

Obojętnym ruchem rzucił niedopałek na ziemię i przydeptał nogą. Poprawił bluzę i

leniwym krokiem ruszył w stronę samochodu. ?Przyciemniane szyby, no nieźle? ?

pomyślał. Niektóre detale widać dopiero z bliska. Zwłaszcza w nocy. Facet w

samochodzie odwrócił się i jednym sprawnym ruchem otworzył mu drzwi po

stronie pasażera. Rag wszedł niespiesznie, ale bez cienia wahania. ?Skórzane fotele.

To się fuksło! Dziana szmata musi być…?. Wszelkie wątpliwości minęły jak ręką

odjął. Musi się postarać ? tacy klienci codziennie się nie zdarzają. Bez słowa

zatrzasnął drzwi i samochód ruszył, zostawiając dworzec daleko za sobą. A wraz z

nim dworcowe niepokoje. Rag usadowił się wygodnie na fotelu, przygotowany na

przejażdżkę życia.

-Ładny z ciebie chłopak ? zaczął facet, raz po raz zerkając na niego z za kierownicy.

Pogoda dopisała, ale mimo późnej pory w centrum wciąż pełno było samochodów.

Kierując, nie mógł więc poświęcić Ragowi całej swojej uwagi. ? Mówiłem ci to już jak

odebrałem zdjęcie, ale w realu wyglądasz jeszcze lepiej.

- Yhmm… ? bąknął chłopak. Komplementy nie robiły na nim żadnego wrażenia.

Przywykł do nich. Jego myśli krążyły wokół otwartej skrytki z pieniędzmi, którą

dostrzegł obok fotela. Postanowił po bajerować trochę faceta, a w międzyczasie nieco

ją uszczuplić. Będzie miał trochę drobnych na fajki i Internet.

-Masz na imię Rafał, tak? ? zapytał mężczyzna, jakby chciał się upewnić. W necie już

przedstawiali się sobie, ale widocznie próbował jakoś nawiązać rozmowę. Chłopak

nie miał nic przeciwko. Lubił konwersować z klientami, podczas takich błahych

pogawędek często ujawniali swoje ambicje i słabości. Poza tym skrytka kusiła coraz

bardziej.

-Tak, Rafał… Ale wołają na mnie Rag. A ty Darek, nie? ? rzucił najbardziej

przyjacielskim i swobodnym tonem, na jaki tylko potrafił się zdobyć. Był mistrzem w

swym fachu i dobrze o tym wiedział.

-15 lat… ? ciągnął Darek ? Nie ma co, małolat z ciebie. Nie jesteś za młody na takie

zajęcie?

-Eee tam, jestem już prawie dorosły. Zresztą na dworcu bywają młodsi. Sam

zaczynałem jak miałem 12 lat. ? odparł udając beztroskę. Przemyślnie dolał do

wypowiedzi jeszcze inną, cierpką nutę. Z doświadczenia wiedział, że najlepiej zarobi

wzbudzając odrobinę współczucia.

-życie jest ciężkie dla wielu dzieci… Ale nie bój się, ja cię nie skrzywdzę.

?Nie… To ja skrzywdzę ciebie…? ? odpowiedział w myślach Rag. Jednak nie było w

tym złośliwości. Na głos zaś odpysknął:

-Wszyscy tak mówią.

-Ja jestem inny. Zresztą, nie musisz mi wierzyć. Sam się przekonasz, jak dobrze się

spiszesz. Skończą się twoje zmartwienia. Spotkałeś czarodzieja.

W wesołym głosie faceta było coś, co go zaniepokoiło. ?Czarodzieja…?. Po plecach

przeszedł go nieprzyjemny dreszcz. Zaraz jednak odegnał od siebie obawy.

?Czarodzieja z wypchanym portfelem. Może być i tak. Ciekawe, co mi wyczaruje. A

może to ja coś mu zaczaruję. Pobawię się w Davida Copperfielda.? ? zachichotał w

duchu. Czytał o nim kiedyś w Internecie. Podobno facet umie sprawić, żeby znikały

całe pociągi. Dobry musi być. Pamięta, jak wyobrażał sobie, że też potrafi zwinąć z

peronu pociąg. Gdyby jego brat tak umiał, nie siedziałby teraz za buchnięcie

samochodu.

Powoli wyjeżdżali za miasto i zabudowa stawała się coraz rzadsza.

-Gdzie jedziemy? ? zapytał obojętnie.

-Do lasu ? odparł Darek.

Chłopak nie zdziwił się. Jego klienci mieli zazwyczaj własne rodziny. Rzadko który

mógł go wziąć do swojego mieszkania albo biura. Zwykle załatwiali interesy w

plenerze, albo w samochodzie na opustoszałych leśnych parkingach. ?To pewnie

będzie tylko szybki numerek? ? pomyślał Rag z ?alem. Sam nie wiedział czemu, ale

jak tylko zobaczył ten świetny samochód, miał nadzieję na kąpiel i ciepłą kolację.

?Trzeba oskubać gościa póki czas, bo potem niewiele zostanie? ? stwierdził, niby

mimochodem przesuwając rękę blisko skrytki z pieniędzmi.

-Nie myślałeś, żeby wziąć kogoś na stałe? No wiesz, sponsoring i te sprawy… ? w

pytaniu zbliżył twarz do mężczyzny, zasłaniając sięgającą coraz śmielej dłoń.

Tak naprawdę nie szukał sponsora. Wolał mieć mniej, ale za to być sam sobie panem.

Zresztą miał prawie stuprocentową pewność, ?e biznesmenowi ani w głowie brać

sobie dzieciaka na utrzymanie. Temat był w miarę bezpieczny i dobry do

odwrócenia uwagi. Facet nie zgodzi się, on będzie z nim polemizował, a w

międzyczasie podprowadzi mu trochę kasy.

-No to jak, powiesz mi co o tym myślisz?

-Hmmm… Sam nie wiem… Przyznam się, ?e miałem dla ciebie lepszą propozycję. Ale

o tym potem. Bo przyznaję, bardzo mi się podobasz.

?Co za kurwa… Ciekawe co on kombinuje. Myśli ?e parę tanich tekstów mi sprzeda, i

co? Już jestem jego? Przekonamy się…? ? pomyślał Rag. Na głos zaś powiedział:

-Tak? Ciekawe… A jaka to propozycja?

Drobna ręka powoli powędrowała do wnęki. Pomacał przez chwilę, orientując się co

jest w środku. No nieźle, jakiś banknocik… Ciekawe jaki… Wydawało mu się, ?e są tu

tylko monety. Nie spuszczał wzroku z faceta, podczas gdy zwinne palce pospiesznie

wsunęły pieniądz do rękawa. Teraz jeszcze tylko jakąś większą monetę… O, może

tą… 5 zł, zdaje się… Wiedział, ?e nie może wziąć wszystkiego. To byłoby zbyt

podejrzane. Postanowił jednak buchnąć tyle ile się dało.

-Chodzisz ty gdzieś do szkoły? ? wypalił ni stąd ni zowąd Darek.

?No zajebiście. Jeśli to ma być ta propozycja to wysiadam. Wkurwiają mnie takie

szmaty. Dupy chcą, a udają świętoszków. że tak się niby martwią, ?e pomóc próbują.

Nie zesraj się pedale?

-Kiedyś chodziłem ? wzruszył ramionami piętnastolatek. ? Starczy mi. Na studia i

tak się nie wybieram, radzę sobie bez tego. ? prychnął. Kolejny podtatusiały palant.

A więc przed tym przestrzegała go jego intuicja… Miał już takiego kiedyś… Prawie ?e

był jego sponsorem. Przychodził codziennie, zostawiał kasę. Ale za bardzo się

przejął. Czepiał się ?e pali, ?e wciąga… Nie pozwalał chodzić na dworzec i szlajać się

w nocy po mieście. Ciężko było go od siebie odczepić. Nie, tym razem będzie

rozsądniejszy. Może sprzedać ciało, ale nie sprzeda swojej wolności.

-Naprawdę odpowiada ci takie ?ycie? Nie myślałeś żeby coś zmienić? ? ciągnął facet

nie zrażony.

Zwykle rozmawiając z bogatymi klientami starał się unikać przekleństw. Inne

prostytutki o to nie dbały, ale Rag zaobserwował ?e to słuszna strategia. Udając

?dobrego dzieciaka w złym świecie? można było nieźle zamanipulować. Poza tym

skutecznie ukrywał swój niemały dworcowy staż i podnosił cenę. W tym przypadku

długo się ociągał nim złamał tą zasadę. Jednak rozpatrując wszystkie ?za i przeciw?

postanowił wylać na biznesmena zimny prysznic. Nie obchodziło go, jak bardzo

zaniży stawkę. Towarzystwo wścibskiego klienta zaczęło go coraz bardziej drażnić i

chciał mieć to jak najszybciej za sobą.

-Co cię to kurwa obchodzi co ja myślę? Przyjechałeś tu mnie pieprzyć czy

filozofować? Mogę sobie myśleć cały dzień i co, zmieni to coś? ?nieodgadniony

wyraz twarzy Darka nieco zbił go z tropu, jednak wszedł już w rolę i postanowił

kontynuować. – Nie wiesz? Ja ci powiem ? gówno zmieni!

-Rafał… To znaczy, Rag… Gadaliśmy już parę razy i wiem ?e ładny z ciebie chłopak i

niegłupi. A jak bym zaproponował, ?e mogę ci pomóc to zmienić i zacząć wszystko

od nowa, to co byś powiedział? ? zawiesił głos i zerknął na chłopaka wyczekująco.

Jednak Rag na niego nie patrzył. W głowie przeleciały mu szybko różne obrazy z

przeszłości. Ojciec, leżący na klatce w kałuży rzygów, to znów tłukący go kablem od

żelazka w ślepej furii. Płacz młodszego brata pośród odgłosów awantury. Każący

głos dyrektorki szkoły, do której kiedyś chodził. Jakiś przebłysk jednej z licznych

narkotycznych wizji… I klienci. Mnóstwo klientów, z których każdy był inny, choć

tak naprawdę różnili się niewiele. Każdy z nich mówił mu, ?e jest piękny. Obiecywał

go kochać, zabrać nad morze, albo chociaż do Pizza Hut. Na początku wierzył im,

czekał. Potem kwitował to tylko uśmiechem, albo skinieniem głowy. Słodkie

kłamstwa, topione przez pierwsze słoneczne promienie. Papierowe jak miłość na

niby. Ale ta chyba jednak miała jakąś wartość, skoro tylu ludzi przychodziło po nią

trwoniąc pieniądze i dobrą reputację?

-A jak bym ci powiedział: ?spierdalaj?? ? odparł zaczepnie. W duchu uśmiechnął się

triumfująco. Kto jak kto, ale on, Rag nie potrzebuje niczyjej łaski.

-No cóż… Nie będę cię do niczego zmuszać. Jeszcze o tym pogadamy. ? rzekł klient

pojednawczo. Chłopak zerknął na niego podejrzliwie, jak gdyby chcąc upewnić się

?e najgorsze za nim. Nie cierpiał takich rozmów. Nie cierpiał ludzi, którzy wtrącają się

w jego ?ycie. Co oni mogą rozumieć? Wyglądało jednak, ?e na ten moment Darek nie

zamierza wchodzić z nim w dalszą polemikę. Zamiast tego utkwił wzrok w

przedniej szybie, za którą coraz gęściej przesuwały się ponure cienie drzew.

Nagle samochód skręcił gwałtownie, po czym niespodziewanie zahamował.

Chłopak, który nie miał w zwyczaju zapinania pasów znalazł się z głową na

kolanach swojego klienta.

-Nie klej się tak. Jeszcze się zdążymy na przytulać. ?uśmiechnął się biznesmen. Rag

zerwał się szybko i zaczął wyglądać przez okno. Ciemność zmusiła go do zdjęcia

okularów. Wokoło nie było żadnych świateł, tylko blade reflektory przeświecały

przez mrok pospołu z księżycem.

-Chodź. ? powiedział klient otwierając drzwi Volvo. Chłopak popatrzył na niego jak

na wariata.

-Co, wyłazimy? Ochujałeś? Nie lepiej w samochodzie? W mniejszych się rypałem, a

ten jest całkiem, całkiem. ? głos wciąż miał bezczelny i pełen pewności siebie. Lata

praktyki nauczyły go perfekcyjnego ukrywania emocji, przed innymi a nawet

samym sobą. Czuł jednak, jak niepokój rozchodzi się po jego ciele, pełznąc niczym

wąż. ?W lesie chce się pieprzyć? Nie wierzę… Coś szmata kombinuje, może zajebać

mi chce?? Umysł Raga, przyzwyczajony do ciągłej czujności, której nie były w stanie

zabić nawet narkotyki, układał pospiesznie awaryjne plany działania. Miał nadzieję,

Że żaden z nich nie będzie potrzebny, jednak w krytycznej sytuacji nie może dać się

zaskoczyć.

-Idziesz, czy nie? ? zapytał klient z przyjaznym ponagleniem. Rag wyszedł

niechętnie, kątem oka analizując najdrobniejszy nawet gest biznesmena. Darek

zamknął Volvo i pewnym krokiem ruszył polną drogą między drzewa. Plan numer

jeden, zakładający kradzież samochodu i odjechanie facetowi z przed nosa upadł

natychmiast. Chcąc nie chcąc, nie pozostawało mu nic innego, jak tylko podążyć za

klientem i czekać na dalszy rozwój wypadków.

-Gdzie idziemy? ? spytał, starając się nadać swojemu głosowi brzmienie

podnieconego zaciekawienia.

-Trochę musimy przejść pieszo, ale zobaczysz ?e nie pożałujesz. Gdybym był Jeepem

moglibyśmy podjechać, Volvo ma trochę za niskie podwozie. Bałbym się, ?e o coś

zaczepi. ? opowiedział biznesmen tajemniczo.

?A to ściera, ma dwa samochody…? ? pomyślał Rag, czując ?e napięcie znów powoli

z niego opada. ??Wygląda na to, ?e wie dokąd idzie, chyba tak źle nie będzie?. Wciąż

jednak nie miał odpowiedzi na podstawowe pytanie, a klient zręcznie zmienił temat.

Postanowił spróbować jeszcze raz.

-Chcesz bzykać się w lesie?

Klient spojrzał na niego z nieprzeniknionym uśmiechem, ale nie odezwał się ani

słowem. Szedł tylko na przód, coraz szybszym krokiem, tak, ?e piętnastolatek ledwie

za nim nadążał. ?Kurewska szmata? ? Raga ogarniała coraz większa złość, aż

w końcu wypalił desperacko:

-Chuju, mogę chociaż wiedzieć, gdzie ty mnie ciągniesz do kurwy nędzy?

Wywiozłeś mnie na jakieś zadupie, i nawet odpowiedzieć nie raczysz!

Klient zatrzymał się i spojrzeli na siebie przeciągle. Chłopak, przyzwyczajony do

oglądania świata przez ciemne okulary, bardzo szybko przyzwyczaił się do mroku.

Teraz też, odczytanie wyrazu twarzy Darka nie sprawiało mu dużego problemu. Już

kilkakrotnie widział dzisiaj ten uśmiech.

-Boisz się… nie ma potrzeby. Chciałem ci zrobić niespodziankę, ale jeśli cię to

uspokoi… Jak wiesz, jestem biznesmenem, cały czas muszę gdzieś jeździć, być pod

telefonem. Własna firma to dobra rzecz, ale czasem bardzo męcząca. życie w

centrum miasta potrafi wyzuć człowieka z resztek sił. Zawsze marzyłem, żeby mieć

miejsce, gdzie można prawdziwie odpocząć. Z dala od problemów cywilizacji, ale

jednocześnie korzystając z jej dobrodziejstw. Dlatego 5 lat temu kupiłem tu kawałek

ziemi i wybudowałem sobie dom letniskowy. Przyjeżdżam do niego na urlopy, ale

teraz stoi pusty. Co sądzisz o tym, byśmy się tam udali?

?A jak powiem, ?e nie chcę to akurat mnie posłucha. Wszyscy są tacy sami, cały czas

próbują stwarzać pozory? ? pomyślał Rag cierpko, choć tak naprawdę pomysł

spędzenia nocy w domu całkiem przypadł mu do gustu. Marzenia o kąpieli i kolacji

odżyły, skutecznie osłabiając podejrzliwość z przed paru sekund. Wiedział jednak,

?e nic nie upoważnia go do uśpienia czujności.

-Masz dom w lesie? ? spytał sceptycznie.

-No prawie. Sam zresztą zobaczysz. ? odparł biznesmen wesoło.

?Ta szmata ma jeszcze więcej kasy niż myślałem. W lesie dom mu pozwolili

wybudować. To dopiero!? ? chłopak uśmiechnął się w duchu. Znów los dał mu

dobrą kartę, a taki wytrawny gracz jak Rag już dobrze wiedział co z nią zrobić. Jutro

rano biznesmen odwiezie go na dworzec limuzyną i zostawi tyle forsy, ?e starczy na

tydzień ćpania.

Rozdział 2 ? Szmata

Darek miał 37 lat i własną firmę handlującą nieruchomościami. Średnio wysoki,

średnio zbudowany z włosami przyprószonymi pasemkami siwizny. Teraz w

ciemnościach Rafał nie mógł się mu przyglądać, lecz słyszał jego pewne, miarowe

kroki i chrzęst gałązek łamiących się pod jego stopami. Taki człowiek w takim

miejscu… Piętnastolatek uśmiechnął się ironicznie przypominając sobie jego

wypielęgnowane dłonie z czystymi paznokciami i elegancki zegarek. Jakie

dokumenty podpisywał tą dłonią? Komu ją podawał? Nie ważne jak drogimi

kosmetykami będzie je mył, dziś, kiedy dotknie Raga już na zawsze staną się brudne.

Na razie jednak nie zdawał sobie z tego sprawy. Jego radosny, ufny ton zdradzał

entuzjazm i samozadowolenie. Czy naprawdę nigdy wcześniej nie spotkał nikogo

takiego jak Rafał? Naiwna paplanina o szkole i planach życiowych zasugerowała

chłopakowi, ?e wyobraźnia biznesmena jest dość ograniczona. Pewnie usłyszał o

wydarzeniach na dworcu w jakimś programie w radiu albo telewizji i postanowił

wprowadzić sobie małe urozmaicenie do pełnego zbytków życia.

A jeśli to tylko pozory? Co planował tak naprawdę i jaką rolę miał w tym odegrać

piętnastolatek?

Przez chwilę, patrząc na przedzierającą się przez chaszcze sylwetkę doznał

dziwnego uczucia. Czy to możliwe, żeby kiedyś już widział tego człowieka? Nie, to

tylko wyobraźnia, pobudzona adrenaliną jak narkotykiem tworzyła trudne do

powstrzymania wizje. A jednak w ubraniu, gestach, zapachu mężczyzny było coś

dziwnie znajomego. Zwłaszcza w zapachu. Nie chodziło nawet o dyskretną, lekko

piżmową woń perfum. Rag, który nauczył się uważnie obserwować ludzi umiał z

łatwością wychwycić i zaklasyfikować każdy szczegół ich powierzchowności. Ten

mężczyzna pachnął sukcesem i wielkim światem. Kawą parzoną bez ustanku

podczas firmowych spotkań. Kontrahentami, którzy wchodzili i wychodzili, a każdy

z nich zostawiał mimowolnie cząstkę przyniesionych z zewnątrz woni.

Jak dziecko, które po raz pierwszy próbuje samo dotrzeć do domu, tak chłopak,

niepewnie i po omacku podążył wspomnieniem za swoimi skojarzeniami.

Mieszkanie. Przestronny, jasny przedpokój. W miarę jak skupiał się na tej wizji,

nabierała ona ostrości. Niemal słyszał głośną rozmowę, przetykaną rubasznymi

śmiechami, dochodzącą z pokoju. Poczuł to samo napięcie, z jakim wpatrywał się

wtedy w srebrne, przeszklone mleczną szybą drzwi…

Gdy tak stał nie wiedząc jak się zachować każda sekunda wydawała mu się godziną,.

Czy powinien usiąść na niewysokiej półce, tak jak zrobił to wcześniej Luke i

nonszalancko machając nogami ukrywać zawstydzenie? Przyszedł tu przecież zrobić

dobre wrażenie, a stercząc jak kołek i nerwowo wykręcając sobie palce wyglądał

żałośnie. Próbował podsłuchać rozmowę, nie mógł jednak zrozumieć słów, a strach

skutecznie powstrzymywał go przed podejściem bliżej, pod same drzwi. Zazdrościł

Lukowi, on zawsze zachowuje się tak swobodnie… Może powinien wziąć wcześniej

coś na rozluźnienie?

Na szczęście głuche skrzypnięcie klamki szybko przerwało jego rozterki. W

drzwiach wyłonił się jasnowłosy kolega i mocnym ciągnięciem za rękaw zmusił

podążającego za nim mężczyznę do większego pośpiechu. Facet powiedział jeszcze

coś do swoich gości, których zostawiał w pokoju, oni wybuchnęli śmiechem. Teraz

Rafał zdał sobie sprawę czemu nie mógł zrozumieć o czym mówili ? rozmawiali w

obcym języku. Gdy sobie to uświadomił, ogarnęła go jeszcze większa niepewność,

zaraz jednak ustąpiła ona miejsca uldze. Mężczyzna prowadzony przez Luka

odezwał się do niego po polsku. Ba! Odezwał się najmilszym tonem, jaki chłopak

słyszał w całym swoim dwunastoletnim życiu.

-Jestem Paweł. A ty Rafał, prawda? Łukasz dużo mi o tobie mówił… ? te

niezobowiązujące słowa, okraszone ciepłym uśmiechem sprawiły, ?e chłopaka

przeszedł gwałtowny dreszcz. Mężczyzna zauważył to od razu i delikatnie dotknął

jego ręki.

-Zmarzłeś? ? zapytał z troską. Rafał nie lubił być dotykany i cofnął się odruchowo,

zaraz jednak wykiełkowało w nim poczucie winy. Czy nie rozgniewa tym

mężczyzny? Może wyrzuci go z ciepłego domostwa na śnieg i znów będzie musiał

tułać się dygocząc w dresowej bluzie, zanim dotrze do dworca albo najbliższego

supermarketu? Nie może przecież tak głupio zmarnować swojej szansy. Spojrzał na

mę?czyznę spłoszonym wzrokiem i zdobył się na blady uśmiech.

-Nie wiem co mu się stało. Znam go nie od dziś i wiem ?e potrafi nieźle dokazywać!

? zachichotał Luke usprawiedliwiająco. Rafał zawstydził się jeszcze bardziej. Nigdy

nie należał do grzecznych dzieciaków. Włóczęgę po dworcu rozpoczął niedawno,

jednak umiał się odnaleźć. Nawet starszy od niego Łukasz, z którym często palił

skręty, wiedział na ile może sobie z nim pozwolić. Czy to się zmieni teraz, gdy

zobaczył go w takim stanie? ?To nie fair? ? pomyślał. ?On jest na swoim terenie.

Gdyby trzeba było coś zwinąć, wiadomo ?e byłbym lepszy.? Dobrze jednak wiedział,

?e drobne złodziejstwa nie wystarczą mu by przetrwać. Zwłaszcza po ostatnich

wydarzeniach, kiedy to o mały włos nie wylądował w izbie dziecka. Niechętnie

przyznawał się do tego przed samym sobą, był jednak zdany na łaskę kolegi i jego

sponsora.

Na szczęście mężczyzna nie wyglądał na zrażonego małomównością i

skrępowaniem Rafała. Wręcz przeciwnie, przyglądał mu się chciwie i z pewnym

widocznym zadowoleniem.

-Ile masz lat? ? spytał opierając się o ścianę tuż przy chłopaku. Rafał poczuł się

niezręcznie czując jego mokry oddech tuż przy swoim czole, jednak już wziął się w

garść i nie zamierzał się uchylać. Powoli podniósł oczy, dotąd wlepione w wełniany

dywan i poczuł jak desperacja przywraca mu pewność siebie.

-Piętnaście… ? powiedział lekko chrypiąc. Łypnął na mężczyznę przelotnie, żeby

sprawdzić, czy nie przejrzał kłamstwa. W duchu zaklął, widząc rozbawiony

półuśmiech, który przeszedł po twarzy Pawła. To była dwunasta zima w życiu

chłopaka i dobrze wiedział, ?e nie wygląda na piętnaście. Był niski i drobny, a

delikatne rysy sprawiały ?e wyglądał niewinnie. Przypomniał sobie policjanta, który

oszacował jego wiek na 10 lat.

-No, czyli możemy sobie pogadać jak mężczyzna z mężczyzną. ? odparł facet lekkim

tonem i wolnym krokiem udał się w stronę pokoju. Rafał, który spodziewał się raczej

odpowiedzi typu ?komu ty chcesz wkręcić wała?? przyjął to za dobrą monetę.

Zwłaszcza ?e Luke odchodząc za sponsorem szturchnął go po przyjacielsku.

Paweł wymówił kilka zdań do dwóch mężczyzn siedzących na kanapie i zaraz

zrobiło się między nimi miejsce dla Rafała. Przez chwilę było mu nieprzyjemnie

siedzieć tak blisko ich ciał, szybko jednak o tym zapomniał widząc stół suto

zastawiony alkoholem i pysznościami.

-Jak widzisz mamy tu małą imprezkę, a imprezki mają to do siebie, ?e im więcej na

nich osób, tym weselej. Tym bardziej miło ?e wpadłeś. ?rzucił Paweł. Widząc ?e

chłopak nerwowo zerka na siedzących obok niego gości, pośpieszył z

przedstawieniem ich. ?To moi przyjaciele z Anglii, Dave ? pokazał ręką na faceta

siedzącego po prawej stronie Rafała – i Nicholas.

Usłyszawszy swoje imiona faceci jak na komendę wyszczerzyli zęby w uśmiechu.

Obaj byli już nieco podpici, jednak w swych elegancko skrojonych garniturach

wyglądali wcią? nienagannie. Za chwilę Rafał również został przedstawiony.

-Nice boy! ? mruknął pierwszy z gości, zerkając na chłopaka.

-Yeah, very pretty! ? dodał drugi. ?Pretty rag!

Wszyscy czterej, razem z Łukaszem-Lukiem wybuchnęli śmiechem głośnym i

serdecznym, jakby Nicolas powiedział jakiś świetny dowcip. Od tej chwili Rafał

został Ragiem.

Wspomnienie twarzy Nicholasa obudziło w jego umyśle kolejną wizję. Zobaczył

inny, mniejszy pokój urządzony w podobnym stylu co poprzedni. Tapczan z jasno kakaową,

miękką narzutą, w której fałdach pełno było okruchów z chipsów i popcornu.

Marynarka od szarego garnituru, rzucona w pośpiechu na oparcie kanapy

sprawiła ?e włochaty materiał odwinął się z rozmachem, kując Rafała prosto w oczy.

Próbował wstać, lecz wielkie ciało mężczyzny zablokowało mu wszelkie pole

manewru, tak, ?e mógł tylko niezgrabnie pełzać. Nicolas usiadł okrakiem na jego

nogach i dysząc próbował jedną ręką rozluźnić krawat, podczas gdy druga

wędrowała już pod bluzą chłopaka. Rafała zalała fala obrzydzenia i odrazy tak

wielkiej, ?e omal nie zwrócił wykwintnego posiłku wprost na białą koszulę

biznesmena. Po raz pierwszy w życiu ogarniała go prawdziwa panika. Łzy, którym

siłą woli nie pozwalał na napływanie do oczu płynęły teraz przez nos, bo przerażony

chłopak nie nastarczył ich łykać. Nigdy nie wierzył w Boga, nie znał też porządnie

żadnej modlitwy, jednak teraz, w chwili gdy bał się bardziej niż kiedykolwiek

przedtem, zaczął błagać w myślach stwórcę, żeby to się skończyło, żeby zesłał mu

jakieś rozwiązanie. Jego rozszerzone źrenice wędrowały chaotycznie po całym

pokoju, naiwnie szukając jakiegoś konta, w którym mógłby się ukryć. Na próżno.

Nicholas napierał coraz bardziej i chłopak zaczynał sobie uświadamiać, że nie obroni

go żaden cud, ?e zaraz nastąpi to co nieuniknione. Czuł przy uchu jego usta,

szepczące mu łagodnie jakieś niezrozumiałe słowa i rękę, wędrującą po brzuchu

coraz niżej. Chłopak, który jak dotąd wpółleżał tuż przy oparciu kanapy, poczuł ?e

zsuwa się z niej stopniowo objęty wielkimi nogami mężczyzny. Nagle, w porywie

ostatniego impulsu nadziei zebrał się w sobie i wysunął się dołem spod masywnego

ciała. W ułamku sekundy dopadł do drzwi, zostawiając zaskoczonego Anglika z

pustymi rękami. Wybiegł do przedpokoju i już miał rzucić się ku wyjściu z

mieszkania, kiedy zagrodził mu je Paweł.

-Gdzie ty chcesz łazić po nocach? ? spytał sponsor siląc się na miły ton, jednak w jego

oczach tliła się skrywana wściekłość. Rafał go nie słuchał. Błyskawicznie zrobił w tył

zwrot i wpadł do kolejnego pokoju, w którym kotłowały się dwa splątane cienie.

Jednym z nich był jego kolega.

-Luke! ? wrzasnął z rozpaczą, tonąc w ciemnościach pokoju. Cienie na chwilę

zamarły w bezruchu, a potem mniejszy z nich, wśród przekleństw zaczął

wyplątywać się z uścisku. Nie minęła chwila i Luke stanął przed nim zupełnie nagi.

Rozczochrane, półdługie jasne włosy otaczały jego zagniewaną twarz dziką aureolą.

-Co chciałeś do kurwy nędzy! ? syknął łapiąc go mocno za ramię. ? Nie widzisz ?e

jestem zajęty? Co ty tu w ogóle robisz? Miałeś być z Nicholasem.

-Luke, ja… rezygnuję!

Pamiętał jak wiele kosztowało go wyduszenie z siebie tych kilku słów. Rafał miał

swój honor i nie lubił wychodzić na mazgaja. Teraz jednak, poczuł ?e znalazł się w

sytuacji ponad swoje siły.

-Nie pierdol… ?teraz to w tonie Luka dała się wyczuć nutka strachu. Zaraz jednak

ukrył ją pod maską wściekłości. ? Przecież wiedziałeś po co tu idziesz! Poręczyłem za

ciebie u Pawła, ?e nie jesteś leszczu. A ty mi robisz takie numery?

Rafał jęknął bezradnie. Nawet Luke, jego najlepszy kumpel, przeciwko niemu!

?Je?eli Bóg istnieje, to musi być strasznym kutasem? ?pomyślał w duchu. Łzy

napływały mu do oczu, ale on już ich nie powstrzymywał. Po raz pierwszy od wielu

lat poddał się i wybuchnął głośnym łkaniem. Płacz kolegi kompletnie zbił Luka z

tropu. Strach sprawił, ?e stawał się względem Raga coraz brutalniejszy, zwłaszcza ?e

z pobliskiego łóżka słyszał już zniecierpliwiony głos Dave?a. Schwycił Rafała za

włosy i wykręcił mu głowę w stronę sączącego się zza drzwi światła. Przybliżył

twarz do jego twarzy i popatrzył mu w oczy głęboko i z wyższością.

-Rafałek się rozpłakał! ? prychnął pogardliwie. ? Wiesz, na mnie to nie działa.

Śmieszny jesteś. Myślałem, Że można z tobą ustawiać interesy jak z facetem, a tu co?

Rozmazana panienka. Wiesz do czego się nadajesz? żeby zgnić w bidulu, gdzie będą

budzić cię o szóstej i kłaść spać po dobranocce. Jedyną decyzją, jaką będziesz mógł

podjąć to to, czy się wyszczać czy ode srać. Bo będą traktować cię tak jak na to

zasługujesz. Jak zasmarkanego gówniarza. Albo wypierdalaj do swojego

zarzyganego tatusia. Twój wybór. Teraz przynajmniej jeszcze masz jakieś wybory.

Ale jak nie będziesz się miał gdzie podziać i gliny dobiorą ci się do dupy, to nikt nie

będzie się ciebie o zdanie pytał. Ja dałem ci szansę poznać ludzi i ?yć jak ktoś, nie jak

szmata.

Rafał przypomniał sobie wtedy siebie z przed kilku godzin. Siedział na skórzanej

kanapie, pomiędzy dwoma biznesmenami. Otoczony zapachem sukcesu i wielkiego

świata. Zapachem, który rozbudzał wyobraźnię, sprawiał ?e krew szybciej płynęła w

Żyłach. Zapachem, który dawał nadzieję na coś więcej, na ?ycie w którym

odzyskałby poczucie własnej godności, w którym inni traktowaliby go z szacunkiem

i liczyli się z jego zdaniem. Paweł tłumaczył mu na polski pytania zadawane przez

Anglików, a on odpowiadał, powoli i z namysłem. Po raz pierwszy ktoś tak uważnie

go słuchał, po raz pierwszy był w centrum uwagi. Pytano go o opinie w różnych,

najbanalniejszych nawet sprawach. Na większość tematów nigdy wcześniej się nie

zastanawiał, teraz jednak skupił cały swój wysiłek, żeby nadrobić te zaległości.

Początkowo bał się bardzo, ?e palnie jakąś bzdurę, powoli jednak rozluźniał się i czuł

?e jego wypowiedzi są coraz lepsze, zdania coraz bardziej złożone. Przetrząsał

zakamarki umysłu w poszukiwaniu coraz mądrzejszych określeń, usłyszanych

kiedyś i dawno zapomnianych od nieużywania. Goście zaś uśmiechali się do niego,

kiwali z uznaniem głowami. Wydawało mu się, ?e nawet Luke jest z niego dumny.

Przed nim na stole stał półmisek z krewetkami, kawiorem, plasterkami wędzonego,

skropionego cytryną łososia. Francuskie wino o lekko słodkim, eleganckim smaku.

Śmiali się, kiedy na początku zaczął je pić z butelki. Zaraz jednak dostał kieliszek, tak

czysty i pięknie wypolerowany, ?e Rafał aż bał się dotknąć go ręką, żeby go nie

pobrudzić.

Spędził wspaniałe popołudnie w miłym towarzystwie i mógł spędzić takich jeszcze

wiele. Więc czy rozsądnie było teraz się upierać?

Usłyszawszy głosy chłopców do pokoju zajrzał Paweł. Na jego widok Luke

powoli rozluźnił chwyt i wypuścił Raga. Potem odwrócił się na pięcie i zanurkował

w zacienioną część pokoju. Jego młode ramiona objęły szyję Dave?a który z

zachłannością wzmożoną zniecierpliwieniem znów wpił się w jego usta. Tymczasem

Paweł położył rękę na ramieniu Rafała i delikatnie wyprowadził go z pomieszczenia.

-Co jest, coś nie tak? ? zapytał z troską mężczyzna, kiedy stanęli w przedpokoju. Rag,

którego oczy zdążyły już przyzwyczaić się do półmroku, teraz zmrużył je porażony

jasnością świetlówki. Dzięki temu zdołał uciec przed wnikliwym spojrzeniem Pawła.

Czuł się rozbity i otępiały, nie miał ochoty na poważną rozmowę, która najwyraźniej

się szykowała.

-Nic… Nic ważnego. ? bąknął.

-To wracaj szybko do Nicolasa. Bardzo się zmartwił, ?e go chyba nie polubiłeś, ale

przecież tak nie jest, prawda? ? pytanie Pawła padło jeszcze tonem miękkim i

przymilnym, ale w powietrzu zawisła już niewypowiedziana groźba. Rag jeszcze raz

zmrużył oczy, a potem mocno je zacisnął, by pozbyć się mgły, która je zaszła gdy

płakał. W głowie wciąż tłukło mu się tysiąc myśli. Wiedział jednak, ?e cokolwiek

postanowi, musi najpierw spłacić dług zaciągnięty za dzisiejszą kolację.

-Nie… Lubię go… ? wydusił z siebie. Paweł uśmiechnął się z aprobatą.

-Chcesz jeszcze wina? ? zaproponował, kierując się w stronę dużego, służącego za

salon pokoju, w którym wcześniej ucztowali. Rag posłusznie podążył za nim.

-Paweł… A masz może fety? ? zapytał chłopak z nadzieją w głosie. Zdążył już

przetestować na sobie działanie amfetaminy i wiedział, ?e wciągnięta kreska

pomogłaby mu pozbyć się strachu i wszelkich zahamowań. Zaraz jednak pożałował

tego pytania. Na dźwięk nazwy narkotyku Paweł zamarł, a potem schylił się

spoglądając Rafałowi prosto w twarz.

-Bierzesz to świństwo?

Jego głos brzmiał lodowato i oskarżycielsko, przywodząc chłopakowi na myśl głosy

policjantów. Przez chwilę wyobraził sobie, ?e Paweł jest tajniakiem, który wziął go

na obserwacje żeby zdobyć na niego dowody i wsadzić do poprawczaka. Własny

pomysł przeraził go bardziej niż otaczająca rzeczywistość. Poczuł, ?e w tej chwili

byłby w stanie oddać wszystko, byle tylko koszmarna wizja nie okazała się prawdą.

Paweł najwyraźniej uznał ?e przesadził, bo jego głos szybko złagodniał.

-Nie ważne. ? uspokoił chłopaka ? Ale jeżeli kiedykolwiek to brałeś, to pamiętaj: jak

mamy zostać przyjaciółmi – koniec z fetą. Trawa co innego, ale feta to najgorsze

gówno.

Rafał kiwnął skwapliwie głową, a gdy mężczyzna nalał mu pełen kieliszek wina

wypił duszkiem aż do dna.

-No, teraz już idź do Nicolasa. I nie rób mu więcej przykrości.

Rag poczuł, ?e buntowniczy duch ulatuje z niego do reszty. Wciąż bał się spotkania z

Anglikiem, jednak strach nie odebrał mu umiejętności logicznego rozumowania.

Wiedział, ?e w konfrontacji ze sponsorem jest bez szans. Stłumił więc swe uczucia na

tyle, by być w stanie wejść do pokoju, z którego wcześniej uciekał.

Paradoksalnie, myśl o tym, ?e nie ma wyjścia uspokoiła chłopaka. Przestał się

wyrywać i pozwolił Nicolasowi by go rozebrał, a potem by gładził lubieżnie jego

pośladki. To, co stało się potem, pamiętał jak przez mgłę. Fale obrzydzenia ogarniały

go jeszcze od czasu do czasu, ale wtedy odsuwał je od siebie, myśląc o czymś innym.

Co z tego ?e zasnął, zaciskając zęby mocno na poduszce by stłumić łkanie. Czy nie

obudził się na miękkim tapczanie, zasłanym czystą pościelą? Czy dla drobiazgów

warto było poświęcać tyle wspaniałych rzeczy i możliwości, które się przed nim

otwierały? A gdy na odchodne Nicolas wsunął mu do kieszeni spodni banknot sto

euro, Rag był już pewien, ?e podjął słuszną decyzję.

Gdy po południu pokazał pieniądz Lukowi, przez chwilę dostrzegł w oczach

kolegi najszczerszy podziw.

-Skąd to masz? -wyrwało się blondynowi.

-A co, ty nie dostałeś? ? zapytał Rafał tonem szpanera. Twarz promieniała mu dumą

i zadowoleniem.

-Jasne, ?e dostałem. ? motał się Luke, próbując naprawić swoją reputację. ? No ale

wiesz, ja to co innego. Nie marzę się, na przykład. ? nie tracił okazji, żeby mu

przyciąć. Ale Rag był tego dnia zbyt szczęśliwy, by zwracać na to uwagę.

-No to pokaż. ?powiedział po prostu. Tymczasem podniósł banknot do słońca i

podziwiał, jak mieni się różnymi kolorami. Pierwszy raz w życiu zetknął się

osobiście z obcą walutą.

-Ja od razu poprosiłem Pawła, żeby wymienił mi na złote. ? Łukasz wzruszył

ramionami. ? W Polsce możesz sobie tym co najwyżej podetrzeć dupę, a nie coś

kupić.

-O kurwa… A gdzie to można zamienić? ? słowa kolegi szybko rozmyły jego

beztroskę. Czyżby pieniądz, z którego tak się cieszył, był w rzeczywistości nic nie

wartym papierkiem?

-Chyba w kantorze. Ale to jest w pizdu daleko i nie wiem jak to się robi. ?

wyjaśnienia kolegi nie były dla Rafała pocieszające, a wręcz przeciwnie. Rag

popatrzył chwilę na swój skarb, potem na Łukasza. Zawahał się…

-Luke, dostałeś tyle samo, nie? Będziesz się jeszcze dzisiaj widział z Pawłem. To

może zrobimy tak: ja dam ci kasę co dostałem, a ty mi zamienisz na złotówki. Potem

pójdziesz do Pawła i on ci jeszcze raz zamieni, dobra?

Wtedy myślał ?e to tylko złudzenie, ale zobaczył jak twarz kolegi rozjaśnia się

momentalnie, a usta, które wcześniej ściskał w napięciu nabierają życia.

-Niech będzie. ? rzucił obojętnie. ? Ale wisisz mi browca za fatygę. ? To mówiąc

Luke wydłubał ze swojej kieszeni pomiętą stuzłotówkę i rzucił ją na ziemię przed

Ragiem, jednocześnie wysuwając mu z między palców stu eurowy banknot. ? A teraz

muszę już spadać. ? I zaciskając pieniądz mocno w ręce, oddalił się szybkim i

dziwnie lekkim krokiem.

Teraz, gdy Rag przypominał sobie tamte wydarzenia, przeklinał własną

łatwowierność. ?To niemożliwe, ze byłem kiedyś taką ciotą. Po prostu naiwną,

głupią szmatą?. Tymczasem Darek, który szedł tuż przed nim przez ciemny las,

wciąż próbował wcisnąć mu te same tanie, sloganowe teksty. ?Czym jest dla ciebie

szczęście?? albo ?Nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoje ?ycie?.

?Dobrze, ?e już nie jestem tym durnym dwunastolatkiem co kiedyś. Bo wtedy

? wtedy pewnie bym mu uwierzył? ? pomyślał.

Rozdział 3 ? Fakty i kłamstwa

-Nic nie odpowiesz? ? biznesmen zatrzymał się na chwilę i spojrzał na Raga, a jego

głos zawisł w ciszy. Wbrew pozorom, to właśnie nagła cisza wyrwała Rafała z

zamyślenia. Szli już jakieś 15 minut, a Darek wciąż próbował niezdarnie zagadywać.

Dla chłopaka, który przestał go słuchać, dźwięk jego mowy stał się neutralnym tłem,

tak jak szum drzew i chrzęst kroków. Teraz, gdy biznesmen zamilkł i odwrócił się w

jego stronę, zdał sobie sprawę, ?e nie pamięta nawet, jakie pytanie ostatnio mu

zadał. Uniesione brwi Darka i wyczekujący wyraz jego twarzy sprawił, ?e poczuł się

w obowiązku powiedzieć cokolwiek. Jednocześnie banalny sposób myślenia

mężczyzny napawał go pogardą i odstręczał od podjęcia z nim wszelkich dyskusji.

-A co byś kurwa chciał? Płacisz mi przecież za ruchanie, a nie za chrzanienie z tobą

pierdoł o szczęściu i innych dziecinadach. ? odpysknął, patrząc mu prosto w oczy.

Myślał, ?e takim tekstem, wypowiedzianym lodowato i z wyższością skutecznie

zawstydzi i uciszy natrętnego klienta. Przeżył jednak szok. W odpowiedzi Darek

wybuchnął szczerą wesołością.

-Wiesz co, to ty jesteś jeszcze dziecinny. Mimo ?e strasznie buńczuczny. ? po czym

wciąż z uśmiechem, odwrócił się i znów ruszył przodem. Rag poczuł się dotknięty

do żywego. Wszystkie wyzwiska świata, jakie usłyszał w życiu pod swoim adresem

wydawały mu się niczym, w porównaniu z poniżeniem, jakiego doznał z ust tego

dziwnego mężczyzny. Miał ochotę wyjechać mu prosto w twarz z najsoczystszym

bluzgiem, jednak powstrzymał się. Nie może tak się uzewnętrzniać. Wtedy dałby

Darkowi dodatkową satysfakcję. Zamiast tego postanowił spokojnie się odgryźć:

-Tak, jestem dziecinny. Wystarczająco dziecinny, żeby ci stawał na mój widok.

Wiedział, ?e tym razem cios był celny. Już wyobraził sobie, jak biznesmen odwraca

się ze wściekłością w jego stronę i wymierza mu siarczysty policzek.

-Jak śmiesz, ty niewdzięczny gnoju!

Chłopak zachichotał pod nosem. Och, jak miło będzie podrażnić tego zarozumiałego

garniturka, doprowadzić go do stanu nabrzmiałych tętnic i wysuniętej szczęki! Potem

oczywiście będzie musiał jakoś go udobruchać, udać przestraszonego, skruszonego.

Nie zmieniłoby to jednak faktu, ?e poczułby się panem sytuacji. W tym spotkaniu

było zbyt wiele niejasności i krok za krokiem Rag tracił spokój ducha. Potrzebował

okoliczności, w której mężczyzna odsłoni przed nim emocje, czyniąc swoje zamiary

łatwiejszymi do przejrzenia. Zaraz jednak przekonał się, ?e ma przed sobą godnego

przeciwnika.

-Hmm… Widać, ?e ?ycie cię nie oszczędzało. ?mruknął Darek współczująco. ? Ale ja

to rozumiem. Pewnie gdybym przeżył to, co ty, też bym miał takie podejście do

ludzi.

?Jemu się zdaje, ?e jest lepszy. że on nie ma z tym nic wspólnego. Ma respekt do

ludzi i w ogóle zajebisty jest, a ja to dżont, który przesrał sobie Zycie i któremu trzeba

prawić morały.? ? Rag ścisnął usta w napięciu. Zastanawiał się, co będzie

korzystniejsze. Powinien mu teraz przyciąć, czy zacząć się nad sobą dyskretnie

użalać? Biznesmen najwidoczniej uznał jego milczenie za potwierdzenie swoich słów

i zaczął urabiać chłopaka coraz śmielej.

-Nigdy tego nie opowiadałem, ale wydaje mi się ?e tobie mogę… ? zaczął z

namysłem, jednocześnie zwalniając krok. Rag, który dotąd wlókł się trochę w tyle,

chcąc nie chcąc musiał się z nim zrównać. ?Oho, teraz zacznie się zwierzać? ?

pomyślał z zadowoleniem. Nienawidził opowiadać o sobie, za to słuchanie

przychodziło mu z łatwością. W końcu lepiej obserwować, niż być obserwowanym.

-Kiedy byłem w ósmej klasie podstawówki… Teraz to będzie chyba gimnazjum, nie

wiem jak jest po reformie… ? najwyraźniej zanosiło się na jakąś dłuższą opowieść.

Rafał wytężył uwagę, próbując pochłonąć każdy szczegół wypowiedzi Darka, nie

wyłączając tonu i mimiki. ?Nie ma dzieci w wieku szkolnym? ? odnotował w

pamięci. Rodzina była jedną z niewielu dziedzin życia biznesmena, o której nie udało

mu się jak dotąd dowiedzieć nic konkretnego.

-Ile ja mogłem mieć wtedy lat? Czternaście? Chyba tak, wydaje mi się ?e byłem

prawie w twoim wieku… Był ze mną w klasie jeden chłopak, on był trochę starszy, 16

lat. Pamiętam, ?e nie zdał dwa lata bo wagarował. Mieszkaliśmy na tym samym

osiedlu, więc widywałem go wcześniej. żeby dojść do swojego domu mijałem

zawsze takie dwa bloki, w których mieszkały same pijackie rodziny. Musiałbyś

zobaczyć to osiedle, to byś wiedział, jak było urządzone.

- W której dzielnicy? ? zapytał Rag, starając się ustalić sobie dokładną lokalizację.

- Nie tu, w takiej jednej pipidówie. ? zainteresowanie chłopaka wyraźnie ucieszyło

biznesmena, bo ciągnął coraz pewniejszym tonem. – On siedział często pod swoją

klatką i palił z kolegami. Pamiętam, ?e zawsze strasznie się bałem koło nich przejść,

bo rodzice mnie przed nimi ostrzegali. W każdym razie pewnego dnia nauczycielka

posadziła mnie z nim w jednej ławce. Byłem jednym z lepszych uczniów i liczyła

chyba na to, ?e on przy mnie odrobinę się podciągnie. ? w tym momencie Darek

chrząknął z zażenowaniem. Najwyraźniej domyślił się, ?e w oczach Raga dobra

opinia w szkole to wątpliwa zaleta.

-Fajnie. ? przerwał mu chłopak ironicznym tonem. ? Pewnie pomogłeś mu, wyszedł

na prostą, a teraz żyje długo i szczęśliwie i jest biznesmenem tak jak ty. ? przeciągnął

się niedbale a potem kopnął przed siebie jeden z leżących na drodze kamyków. Obaj

popatrzyli, jak szybuje lekko nad ziemią, a potem nurkuje w zeschniętym listowiu.

?Być kamieniem to dopiero przesrane. Leżysz sobie chuj wie ile i czekasz, aż ktoś

kopniakiem pozwoli ci chwilę polatać.? ? własne myśli rozbawiły Raga do tego

stopnia, ?e głośno zachichotał.

-Pewnie dla ciebie to co mówię jest śmieszne. ? stwierdził Darek zrezygnowanym

tonem.

-Nie, to nie z ciebie. ? rzucił Rafał pojednawczo. ? Spać mi się chce i coś mi się

upierdoliło. Opowiadaj dalej.

-Na początku traktowaliśmy się bardzo nieufnie. Myślał, ?e jestem wtyką belfrów,

która ma go obserwować. Ja natomiast bałem się wyciągać przy nim co lepszych

przyborów, żeby mi ich nie ukradł. Z czasem zaczęliśmy jednak trochę gadać. Nie

było dnia, żeby nie pyskował do jakiegoś nauczyciela, u pedagoga szkolnego bywał

przynajmniej raz w tygodniu. Początkowo twierdziłem, ?e zasłużył na sposób, w jaki

go traktowali. Stopniowo zaczynałem go jednak rozumieć. On był ze swoimi

problemami zupełnie sam. Ze swoją biedą, brakiem nadziei i poczucia

bezpieczeństwa. Z ojcem, który wracał do domu pijany, bił jego i matkę. Z matką,

która wyżywała się na nim od małego, bo przypominał z wyglądu ojca. Nauczyciele

nie potrafili tego pojąć, widzieli tylko to, ?e wagaruje i się nie uczy. Nikt nie kwapił

się, żeby mu pomóc. Nawet koledzy z którymi dzielił los, wypierali się go zawsze,

gdy było im nie po drodze. Najgorsze było to, jak się ciął. Potrafił robić to w środku

lekcji. Strużka krwi płynęła po ławce, plamiła mu ubranie. A on patrzył na nią

obojętnie jak na kapiący kran. Nauczycielka wysyłała go zawsze wtedy do

higienistki. Kiedy wracał, odwijał sobie bandaż i dłubał w ranie. Udawała, ?e tego

nie widzi. Klasa też już zdążyła się do tego przyzwyczaić, jako do jednego z jego

nieznośnych wybryków. Ja jednak nie potrafiłem przyglądać się temu bez

przerażenia. Może dlatego, ?e siedziałem tak blisko. Pewnego razu zdobyłem się na

to, żeby zadać mu pytanie: ?Nie boli cię?? A on na to: ?Boli. I dobrze.?

Kiedy miał 19 lat popełnił samobójstwo. Powiesił się na drzewie, w parku, tuż koło

naszego osiedla. Przez kilka dni wszyscy w mieście o tym plotkowali. Nie wiesz jak

jest w małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają. Słyszałem na przykład takie

głosy:

?Kto by się tym przejmował? Będzie jednego pijaka mniej.? Jakaś jedna młoda

kobieta go pożałowała, ale zakrzyczeli ją. ?Pani wie, kto to był? Młodociany

degenerat. Z takich, co staruszki na ulicach napadają. Ciekawe, czy mówiłaby tak

pani, gdyby napadł pani babkę albo matkę.?

-Chciał się zabić to się zabił. ? uciął Rag wzruszając ramionami. ? A co ten gostek ma

tu do rzeczy?

-Myślę, ?e ty jesteś podobny. Kiedy o tym mówię, wykrzywiasz pogardliwie wargi,

ale tak naprawdę marzysz, żeby móc komuś zaufać. ? powiedział biznesmen z

przekonaniem.

-Dobre sobie. Przecież nawet mnie nie znasz. ? chłopak nawet się nie obruszył. Nie

miał już sił polemizować. Ten facet to najwyraźniej beznadziejny przypadek.

Przyszedł tu, ze z góry określoną wizją świata i żadne argumenty do niego nie

trafiały. ?Tacy są najgorsi? ? pomyślał Rag ? ?Nie odróżnią nawet jednej cioty od

drugiej. Wszystkich pakują w jedną szufladę i uważają się za wielce oświeconych.?

Jednocześnie, jakby przecząc wysuniętej właśnie tezie, ogarniało go inne, niepokojące

uczucie. Darek był jakiś nieautentyczny. To, czego po kontakcie internetowym nie

mógł sprecyzować, zaczynało nabierać określone kształty.

Oczywiście większość klientów trochę grała. Mieli swoje ulubione role: ?dobrego

wujcia?, ?policjanta?, ?pana i władcy?. Grał również Rag, dopasowując się do ich

oczekiwań i wyobrażeń, albo próbując bezkonfliktowo załatwić interesy. Nigdy

jednak ich maski nie były szczelne. Zawsze odnajdywał jakąś wyrwę umożliwiającą

podglądnięcie, co znajduje się pod spodem. Teraz dopiero zdał sobie sprawę, ?e całe

jego zdolności, którym tak ufał, opierały się właśnie na dostrzeganiu i

wykorzystywaniu tych luk. Czyżby biznesmen go przechytrzył? Był ?dobrym

wujciem?, to jasne. Poczciwe uśmiechy, ckliwe teksty, udawana troska… Rag znał to

dobrze i wiedział, ?e mimo łagodnych pozorów tacy klienci byli groźnymi

manipulatorami. Dotąd zadawał się z nimi bez obaw. Umiał odgadnąć ich

prawdziwe myśli i wykorzystać wybraną przez nich rolę po swojemu. Oczywiście

zdarzali się natręci, z którymi poradzenie sobie wymagało trochę czasu i nerwów.

Nigdy jednak nie zetknął się z kimś takim jak Darek. Biznesmen był monolitem. Ze

strachem Rag zaczynał zdawać sobie sprawę, jak wielkim błędem było lekceważenie

mężczyzny. To, co wziął za objawy bezmyślności i braku obycia mogło być przecież

profesjonalną, iście pokerową rozgrywką. Niepewność towarzyszyła chłopakowi od

początku spotkania. Teraz jednak wezbrała na sile, targając jego umysłem jak

szmacianą lalką. W jednej chwili wydawało mu się, ?e zaczyna rozumieć, zaraz

potem, ?e ulega paranoi. Wymacał sprężynowy nóż, który nosił zawsze w kieszeni

bojówek. Chłodny dotyk rękojeści dał mu namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Dla

kogoś innego byłoby to pewnie niewiele, jemu jednak wystarczyło, by przywrócić

rozpędzone myśli na właściwy, rozsądny tor. ?Dom w lesie. Właściwie, czemu nie.

Jak dotąd nie sprzedał mi jeszcze żadnej ściemy. Sam sprawdzałem. Firma istnieje,

on jest prezesem. Zresztą gdyby kitował, skąd wziąłby taką brykę??

Starał się przypomnieć sobie innych ?wujciów?, na jakich ostatnio się natknął. Może

porównanie z nimi Darka dałoby mu jakąś wskazówkę?

Pierwszą wizją, która mu się nasunęła był pewien obraz. Starszy mężczyzna w

granatowym podkoszulku. Jego twarz, poprzecinana była głębokimi bruzdami

zmarszczek, policzki pokryte kilkumilimetrowym zarostem. Wyglądał niechlujnie,

dla nadwrażliwej osoby może nawet strasznie. Nie przeszkadzało to najwidoczniej

trzyletniemu chłopcu, który tulił się do niego jak do dużego, łagodnego psa. Ragowi

mężczyzna przypominał raczej wilka. Mimo wyraźnego piętna wieku jego spojrzenie

wciąż pełne było dzikości i siły. Szare oczy, z niewielkimi rudymi plamkami na

tęczówkach zdawały się całkowicie ignorować istnienie dzieciaka, zwracając się

wprost do obiektywu. Do tego zmrużone nieco powieki i ściągnięte w skupieniu

usta. Bez wątpienia w swym długim życiu wiele przeszedł, i to rzeczy, o których

przeciętni zjadacze chleba nie chcą nawet myśleć. Mimo poufałości, którą obdarzał

go chłopiec łatwo było wyczuć, ?e nie łączą ich więzi rodzinne. ?Wygląda zupełnie

jak pedofil z jakiegoś plakatu? ? zaśmiał się w duchu Rag, gdy po raz pierwszy

otworzył to zdjęcie. Gdyby nie widział innych fotografii i nie rozmawiał z facetem na

czacie, gotów byłby pomyśleć, ?e to czyjaś nędzna prowokacja.

Jarand. W umyśle Raga było to słowo bez brzmienia. Widywał je wyłącznie

jako ciąg pogrubionych liter, wyświetlanych na ekranie bezszeryfową czcionką.

Nigdy go nie zapisał, nigdy nie wypowiadał na głos, ani nawet w myślach. Miał

jednak w życiu okres, kiedy z napięciem wyczekiwał pojawienia się tego ciągu na

liście ukazującej zalogowane osoby. Czemu tak robił? Przecież szanse na to, ?e facet

zostanie jego klientem były nikłe. Może po prostu zbyt łatwo przychodziła mu

wtedy kasa?

Teraz, gdy przypomniał sobie tamte czasy, prawie poczuł kojarzące się z nimi

uczucie odprężenia i chłodu. Tegoroczne lato było wyjątkowo upalne. Każde wyjście

na zewnątrz sprawiało chłopakowi nieznośną udręką. Całymi dniami włóczył się

więc po podziemnych przejściach, łączących dworzec z różnymi punktami miasta.

Zatłoczone aleje, kolorowe od sklepów i reklamowych plakatów chroniły go przed

żarem i dawały miłe poczucie anonimowości. Na ulicy przyglądanie się ludziom

wychodziło trochę nienaturalnie. Jednak tu, w ograniczonej przestrzeni, gdzie niemal

wszyscy się spieszyli, Rag mógł bez skrępowania oddawać się temu zajęciu. Zdążył

zaobserwować nawet harmonogram zmian patroli, przechadzających się wzdłuż

pasaży. Funkcjonariusze, zmęczeni przebywaniem w niedostosowanych do pogody

mundurach pełnili swą służbę jakby od niechcenia. Im bardziej monotonny dyżur

dobiegał końca, tym dalej od miejsca pracy krążyły ich myśli. Rag, osłonięty

ciemnymi lustrzankami, bezczelnie gapił się w ich zaczerwienione twarze, oczy

zerkające tęsknie w stronę baru z zimnym piwem. Może wśród przechodniów tylko

on zadawał sobie trud, aby ich zrozumieć? Dość, ?e nigdy wcześniej wśród policji nie

czuł się tak bezpiecznie. I nigdy nie odważyłby się tuż pod ich nosami robić tego co

robił.

Łowy zaczynał od wstępnej selekcji. Krążył głównie wokół stoisk z lodami,

ponieważ cieszyły się dużą popularnością. Czytał cennik, zaglądał do ustawionych

pod ladą kontenerów pełnych zimnej, aromatyzowanej masy. Ukradkiem chłonął

jednak znacznie bardziej apetyczne informacje. Obserwował, w jakich miejscach

poszczególni kupujący chowają resztę. Płytkie, łatwo dostępne skrytki momentalnie

przykuwały jego uwagę. Jeżeli oprócz tego osoba miała dużo monet lub banknotów

o podobnych nominałach, to należała już do Raga. Zdarzało się, ?e upatrzony obiekt

opuszczał pasaż bez zatrzymywania, nie dając okazji młodemu złodziejowi.

Znacznie częściej padał jego łupem, tracąc 5 lub 10 złotych.

Kilka drobnych akcji wystarczało w zupełności, by zaspokoić dzienne

potrzeby chłopaka. Ale Rag nie był głupi. Wiedział, ?e zabawa w kieszonkowca

dobra jest na klika dni, najwyżej tygodni. Włócząc się w jednym miejscu prędzej czy

później zostanie przyuważony i narobi sobie problemów. Myśl o tym, że może zostać

zatrzymany przez policję nie raz wprawiała w drżenie drobne ręce, wyciągające

chyłkiem banknot. Poza tym, z dnia na dzień podziemny pasaż zaczynał mu

brzydnąć. Teraz, we wspomnieniach, kilka tygodni w nim spędzonych jawiło mu się

złotymi czasami. Był syty, z dala od palącego słońca, zaś blisko toalet i miejsca, w

którym dało się przekimać. Z perspektywy czasu nie mógł zrozumieć uczuć, które

wtedy nim targały. Oszałamiającej klaustrofobii, samotności i monotonii. Ukojenia

szukał w miejscowych kafejkach, grając godzinami w Unreala albo Quake?a. W

końcu, niby przypadkiem zalogował się na znajomym, gejowskim czacie.

Były wakacje, nie musiał daleko szukać klientów. W letniej porze sami ściągali

w okolice dworca niczym muchy do ścierwa. Większość zjeżdżała z satelickich

miejscowości, chociaż zdarzali się też amatorzy z najdalszych zakątków Polski.

Przybywali w ślad za dzieciakami, które czas wolny od szkoły postanowiły spędzić

na samotnej wyprawie do dużego miasta. Sezonowa klientela składała się zwykle z

typków najgorszego sortu. Ani zadbani, ani zbyt bogaci, korzystali z wysokiej

podaży jakby to była wyprzedaż w supermarkecie. Nie peszył ich biały dzień, ani

otoczenie ludzi. Snuli się wypatrując pałętających się nastolatków i podchodząc do

tych, którzy odwzajemniali ich spojrzenia. W tym świecie i w takich sprawach ludzie

rozumieli się bez słów. Za to Rag… tym razem, po prostu chciał pogadać.

Rafał, nie przeszkadzam?

< ~młody_za_kasę> dawno jesteś?

nie ,teraz oglądamy zdjęcia z Kacperkiem

< ~młody_za_kasę> jakim Kacperkiem?

synkiem Jacka, on ma już 3 latka

< ~młody_za_kasę> aha, tym…

< ~młody_za_kasę> no widziałem go na zdjęciach

odebrałeś fotki

< ~młody_za_kase> ładny

teraz jest śliczny, zaraz ci prześlę fotkę

< ~młody_za_kasę> o, to przyślij

< ~młody_za_kasę> wiesz co, po tych fotach to chyba ci wierzę już…

< ~młody_za_kasę> nie mam co nie wierzyć

Nacisnął enter wysyłając wypowiedź, po czym lekko odchylił się w tapicerowanym

krześle. Zagłówek skrzypnął odrobinę za głośno i chłopak zamarł, rozglądając się,

czy nie zwrócił tym uwagi innych klientów kafejki. Ręka machinalnie kliknęła na

minimalizację apletu. Ale nikt nawet nie zerknął w jego stronę. Stanowiska

pooddzielane były plastikowymi parawanami, tak, ?e aby spojrzeć w sąsiedni

monitor trzeba było się trochę wychylić. Lubił ten lokal. Mógł tu przyjść choćby w

środku nocy i nigdy nie wypytywali gdzie ma rodziców i czy mu pozwalają. Mimo

wszystko, nigdy nie przestawał być ostrożny. Taki miał nawyk.

?Niech sobie myśli ?e mu wierzę. Niech sobie myśli, ?e jestem taki głupi i łykam to

wszystko.? Oparł ręce na biurku i zaczął wpatrywać się w skupieniu na

ciekłokrystaliczny monitor. Zminimalizowane okienko zamrugało, wieszcząc

przybycie nowej wiadomości.

?Gdyby tylko wiedział jak go sprawdzam… Ale niech nie wie. Może w końcu się

wkopie?.

Rag spotkał Jaranda kilka dni temu i od początku mężczyzna budził w nim

mieszane uczucia. Z jednej strony rozmowy z nim odprężały go, dawały mu

namiastkę bycia rozumianym i akceptowanym. Wreszcie spotkał kogoś, kto znał

?ycie w jego najbrudniejszym i najbardziej brutalnym wymiarze. Większość

dorosłych, którzy stawali na drodze chłopaka, aż się prosiła o większą lub mniejszą

pobłażliwość. Byli dobrzy w robieniu kasy, co niektórzy pokończyli nawet niezłe

uczelnie. Mimo to, w pewnych kwestiach wykazywali denerwującą ignorancje.

Próbowali go uczyć, ostrzegać przed popełnianiem błędów, ale do świata w którym

żył Rag ich rady miały się jak pięść do nosa. Najgorsze było, jak upierali się ?e to oni

wiedzą lepiej, robili z chłopaka niedoświadczone dziecko, które ?zrozumie jak

dorośnie?. Jarand był inny. Można było przedyskutować z nim wiele spraw i nie

tylko zostać porządnie wysłuchanym, ale i otrzymać sugestię rozsądną i rzeczową.

Czerpiąc z doświadczenia życiowego pięćdziesięciolatka, Rag stwierdził po raz

pierwszy, ?e wiek może być atutem rozmówcy. Jednocześnie znajomość ta była dla

chłopaka jak nieprzyjemna zadra. Podejrzewał ?e jest manipulowany, ale najbardziej

złościła go trudność w ustaleniu, gdzie ta manipulacja się zaczyna i czy ma jakiś cel.

Bo czy historia, którą opowiedział mu mężczyzna miała prawo wydarzyć się w

rzeczywistości?

Rag otworzył okienko, które od kilku sekund mrugało na pasku zadań.

Westchnął, czytając wiadomość od mężczyzny. ?Jak chcesz, mi nie zależy by cię

kłamać, bo i po co ?? ? pisał Jarand. Jego słowa brzmiały prosto i szczerze. Chłopak

nie wiedział, co ma o tym sądzić. Jeszcze raz zalogował się na swoją skrzynkę i

przeglądając odebrane zdjęcia czytał logi z poprzedniej rozmowy.

W sobote otrzymałem zgodnie z obietnicą pocztą wyniki testu osobowości i sprawności umysłowej.
Jak już pisałem sprawnośc umysłową mam dobrą,pytanie co do testu z zaburzenia osobowości.
Pierwsze zdanie i to podkreślone w tych wynikach brzmi:
„Badanego cechuje specyficzne tendencją do ……….. wybuchów emocjonelnych”
Kropki oznaczają wyrazy których nie potrafie przeczytac,gdyż pismo jest pisane odręcznie z lekarskim charakterem pisania.
Cóż oznacza te „specyficzne zaburzenia osobowości?
Podstawowym moim celem udania się do miasta X było stwierdzenie czy posiadam jakieś zaburzenia oraz dokładnie ewentualne je nazwanie.
Ponieważ na pierwszej wizycie u psychologa podałem adres strony i poprosiłem o zapoznanie się z nią przed wydaniem opini,a na następnej wizycie zostałem poinformowany że ze stroną się zapoznano jednak tylko z wpisem o pierwszej wizyci oraz pozostałymi które były akurat na tej stronie.
Choc nie stwierdzono tego głośno to jednak odniosłem wrażenie że raczej nie chciano wdawac się zemną w jakieś dyskusje,a tylko zakończyc te testy się porzaegnac.
Psycholog był strasznie małomówny po tym jak przeczytał o tym że pisze o wizycie u niego,w odrużnieniu od pierwszej wizyty.
Po pierwszej wizycie na pytanie co dalej usłyszałem że na następnej wykonam ostatni test,taki długi na który wtedy brakło czasu,porozmawiamy o tym i pewnie będe musiał udac sie do psychiatry,gdyż to on mnie skierował (była to chyba rozmowa telefoniczna gdy umawiałem sie na drugąwizyte)
Na drugiej wizycie usłyszałem tylko „wyniki wyśle pocztą,proszę podac adres;oraz na koniec to wszysto” więc o jakiejś rozmowie nie było mowy a że i ja odczuwałem napiętą sytuacje w powietrzu do rozmów nie nalegałem.
Wyniki jakie otrzymałem wżaden sposób nie odpowiadają na pytanie jakie mam zaburzenia osobowosci,potwierdzają jedynie że jakieś mam.
Po wizycie w miescie X u psychologa spodziewałem się czytelnych wyników w których znajde diagnoze oraz ewentualne zalecenia,tu jednak nic takiego nie ma.
Owszem jest napisane wsumie to co w aktach które mam z placówek gdy byłem jeszcze dzieckiem.
Pisze tam jak wszędzie że zli rodzice,zli opiekunowie i zly podopieczny,ale to ja wiem i wiedziałem nim pojechałem na badania.
Choc sprawdzałem to nigdzie nie znalazłem znaczenia pojecia „specyficzne zaburzenia”
Czyżbym stwożył nową grupe zaburzeń?
Kolejne ciekawe zdanie jakie znajduje w tych wynikach to :
„akty samobójcze to najprawdopodobniej ………… tzw „wołania o pomoc”,wewnetrznego rozdarcia i braku sensu życia”.
Raczej nie będe się
zastanawiał nad tym co to ma znaczyc,widac mój umysł jest zbyt mały by to zrozumiec.
Zastanawiam się tylko nad jednym,skoro wołałem o pomoc podejmując próbe samobójczą to dlaczego nikt nigdy się o tym nie dowiedział?,dlaczego gdy podejmowałem taka decyzje zawsze robiłem to sam bez rozgłosu i świadków mogących mi przeszkodzic,a jak nie wyszło z jakis powodów to milczałem o tym jakby nic się nie stało.
Nawet po realizacji planu A o którym pisałem gdy już się obudziłem zrobiłem wszystk by myśleli że to okresowa „forma buntu” która minie w niedługim czasie-więc gdzie tu wołanie?
Hmm nie wiem co dalej zrobic z tym całym wynikiem wsumie nic mi nie daje,nic nie wyjasnia a powoduje tylko kolejne pytania pewnie bez odpowiedzi :(

Zaglądam na swój blog i tak se myślę że blog ma tytuł piekło dzieciństwa a o dzieciństwie dawno już nie pisałem.
Co prawda to co dziś opisze nie można zaliczyć do piekła a raczej do wspomnienia pewnej nocy ktora utkwiła mi w pamięci i niemal zawsze ów noc przez chwilę wspominam gdy mamy mocno deszczową pogodę:).
Wiec jak wiecie,jako wychowanek domu dziecka nie byłem w oczach wychowawców wzorcem do naśladowania i często z ów placówki uciekałem.
Nie pamiętam już jak to się stało że tego dnia mimo godzin nocnych nadal byłem w miejscowości w której znajduje sie dom dziecka,zwykle ów miejscowość opuszczałem jak najszybciej.
Wiec była noc a napewno było już ciemno gdy stałem na przystanku autobusowym by wyjechać z ów miasta.
W oczekiwaniu na autobus nagle zerwał sie strasznie silny wiatr a zaraz po nim się rozpadało,niby nic wielkiego ale wtedy chyba poraz pierwszy widziałem taką pogodę.
Wiatr był tak silny że jako góra 12-13 letni chłopiec nie potrafiłem dać kroku w kierunku przeciwnym niż wiał ów wiatr,to wiatr decydował gdzie mam iść a schować sie też nie bylo gdzie gdyż na przystanku nie bylo wiaty czy innego zadaszenia.
Deszcz nie miał żadnego znaczenia gdyż był tak mocny że w ciągu krótkiej chwili byłem tak mokry że już bardziej deszcz nie mógł mi zaszkodzić.
W tą wlasnie pogodę czekałem na autobus sam nie wiem ile ale jak myślałem wtedy i myślę dziś bardzo długo. Jednak autobus sie nie pojawił być może wcale w nocy tam nie kursował.
Poniewarz pogoda sie nie poprawiała a po autobusie ani śladu postanowiłem poszukać jakiegoś schronienia do rana.
Udałem sie w kierunku szkoły do której chodziłem gdyż blisko niej wiedziałem że jest coś w rodzaju studzienki ciepłowniczej,w której po wejści do środka często paliło sie papierosy między lekcjami.
Tak też wszedłem do tej studzienki,włazu zabezpieczającego wejście pewnie nikt dawno już nie widział wiec z wejściem nie było problemu.
Pamiętam że w środku była jedna gruba rura i parę małych wychodzących z ziemi,a przedewszystkim było sucho i ciepło wychodzące chyba z tych rur ogrzewało całą studzienke.
Poniewarz bylo tam bardzo ciasno,chyba nikt nie przewidział tam miejsc leżących położyłem sie na ów grubej rurze i usnołem.
Hmm jak to sie ma do lekcji chemi?
Rano gdy się obudziłem dostałem taką wlasnie lekcje poznając po raz pierwszy co to jest wata szklanna którą była pokryta cała rura oraz jej działanie na ciało ludzkie :)

Tak widać Sneyk ma już dosyć zastanawiania się nad tym czy jest normalny lecz dziwny czy też głupi i dlatego dziwny?
Dlatego też postanowiłem niedawno udać się do prawdziwych specjalistów w mieście X oddalonym o sto kilometrów od zamieszkującej wioski w celu zrobienia dokładnych testów Sneyka umysłu by nazwać wkońcu ów zaburzenie osobowości o jakie podejrzewa sie Sneyka od zawsze.
Okazuje sie że takie badania są kosztowne i konieczne jest skierowanie od psychiatry.
W mieście X ów psychiatra nie chętnie je wydaje,lecz po krtótkiej wymianie zdań zmienia zdanie i wręcza mi skierowanie na badania psychologiczne.
Psycholog nie stwarza większych problemów by przyjąć mnie od razu bez wyznaczonego terminu gdy stwierdzam że jestem przyjezdny.
Po zdaniu kilku pytań podstawych przystępujemy do testów,gdyż na skierowaniu od psychiatry zostało napisane test inteligencji oraz osobowości (na tym mi wlasnie zależy),zaczynamy od testów na inteligencję.
Ogólnie wyjada to w ten sposób że odpowiada sie na wiele dziwnych często jak dla mnie bezsensownych pytań.
Już w trakcie testów psycholog stwierdza że z inteligencją nie jest u mnie źle.
Jednakże do dzisiaj zastanawiam się nad jednym pytaniem zadanyn mi tego dnia.
Psycholog nic o mnie wtedy nie wiedziała poza podstawowymi danymi takimi jak wiek czy wykszczałcenie,wiec ów pytanie nie było jakoś specjalnie kierowane do mojej osoby a poprostu było częścią ów testów.
Ów pytanie brzmiało
„dlaczego nie powinno się bić dzieci?”
Tak wiem proste pytanie ale odpowiedź okazuje się trudna gdyż i wtedy i teraz nie potrafię na to odpowiedzieć racjonalnie jednym zdaniem czy słowem.
Chyba odpowiedziałem że nie wiem (choć powinienem znać odpowiedź z własnych doświadczeń,ale pytanie zaczynało sie od „dlaczego”wiec sie nie dziwię)
Pod koniec testów na inteligencję nawiązałem rozmowę do swojej przeszłości i w pewnym sensie odpowiedziałem ów psycholog na pytanie czemu jestem negatywnie nastawiony do swojej matki?,gdyż psycholog to chyba zauważył po pytaniu czy moja mama żyje?-odpowiedziałem że niestety tak.
Gdy już dałem do zrozumienia że w „dzieciństwie” byłem molestowany i przez kogo to zauważyłem wielkie zdziwienie psycholog po tym jak stwierdziłem że poczatek zaczą sie od ów matki.
Chyba sie trochę zdenerwowalem gdy z niedowierzeniem psycholog powtórzyła moje słowo”przez matkę?”
Podniesionym juz głosem zapytałem czy to takie dziwne?,bo co kobieta nie może?
W odpowiedzi usłyszałem z pewnym zakłopotaniem że nie dziwne że kobieta ale że matka.
Hmm sam nie wiem czy to dziwne czy też nie,gdyż myślę że większość kobiet uprawiający ten procedens są zapewne matkami,ale przemilczalem swoją myśl.
Gdy juz wiedziała ów psycholog bardzo podstawowe dane o mojej przeszłości zadałem kolejne ważne pytanie-
„na ile ktoś taki jak ja z taką przeszłością może być normalny,nie być aspołeczny?”
W odpowiedzi usłyszałem a raczej nie usłyszałem niczego gdyż milczała zapewne zastanawiając sie nad sensowną odpowiedzią,wiec dodałem tak w skali 1/10 jaki procent jest normalnych?
Usłyszałem odpowiedź że to trudne pytanie,że to zależy od….,wiec brak odpowiedzi :( .
Test na inteligencję dobiegł końca,ponieważ okazało sie że zają więcej czasu niż planowano dlatego też test na którym mi zależy odbędzie sie w późniejszymy terminie. Podsumowując test psycholog stwierdziła że choć jeszcze nie podliczyła wyników to już może stwierdzić że mimo mojego wykształcenia mieszcze sie w granicach normy a nawet trochę ponad przyjętą normę w tym teście na inteligencję,inna sprawa to to co siedzi u mnie w głowie.
Nigdy nie twierdziłem że nie jestem inteligentny,choć może nie posiadam wiedzy szkolnej tak mało potrzebnej w dalszym życiu człowieka (no bo po co komu wiedza jaka jest stolica brazyli jak tam pojedzie to sie dowie:) )
Na odchodne wiedząc że będę pisał o tym zapytałem czy chce przeczytać moją historię opisaną w internecie?
Gdy została wyrażona chęć podałem adres a raczej go napisałem prosząc by to co tu wzięła pod uwagę przy teście na osobowość-gdyż tak se myślę tu jest więcej o mnie niż sam komukolwiek bym miał odwagę i chęci opowiadać.
Liczę że naprawdę tu zajrzy i zapozna się z postami przed wizytą na test osobowości.

Dziś mija rok odkąd postanowiłem założyć ów stronę.
Pierwotnie cała historia miała się zakończyć wraz z uzyskaniem dziececej wolności z placówek opiekuńczych,jednak co jakiś czas nadal aktualizuje stronę pisząc swoje wspomnienia czy aktualne wydarzenia z mojego życia.
Co mi dało pisanie bloga przez ten okres?
Napewno mobilizację do tego by wywalczyć wgląd w akta sądowe mojej biologicznej rodziny,choć chciałem w swoje ale widać zostało to jakoś połączone i o mnie było tam nie wiele.
Wierzę też że to dzięki pisaniu ów bloga pedagog z ostatniego ośrodka nie utrudniał wysłania mi akt jakie jeszcze zostały w ów ośrodku na mój temat co pewnie można byłoby uniemożliwić prosiścog o ochronie danych osobowych za co jeszcze raz dziękuję.
Pisanie dało mi też świadomość że w taki czy inny sposób niektórzy z Was widzicie w mojej przeszłości swoje historię i wspomnienia co oznacza że są gdzieś w jakiś sposób podobni do mnie choć głównie milczą.
No dobrze ale czemu to pisze?
Można by powiedzieć że dlatego że zaczęłem więc kończę. Można też powiedzieć że dlatego że chce pokazać jak to naprawdę wygląda w świecie realnym gdyż media owszem ostatnio głośno o tym mówią ale tylko pokazują jakiś fragment życia który zwykle kończy się pozytywnie więc jak na filmach. Można by stwierdzić że pisze gdyż widzę że nawet gdy tego nie robię to i tak ktoś to czyta z jakiegoś powodu.
Powodów dlaczego zaczęłem pisać blog i nadal to robię można znaleść wiele i zapewne każdy inaczej odpowiada sobie na to pytanie.
Przyznam się iż niestety nie jestem już całkiem anonimowym blogowiczem i w świecie realnym znajdują się osoby znające sneyka dlatego też nie pisze wszystkiego co bym chciał,choć pewnie nic gorszego na swój temat bym już nie napisał to jednak źle się czuje mając świadomość że ów osoby to czytają i ów osoby przez swoją wiedze tu zdobytą w pewnym sensie zmieniły się w moim odczuciu.
Z tego też właśnie powodu do czasu aż nie znajdę jakiegoś informatyka który zna się na pisaniu stron www i pomoże mi stronę zabezpieczyć odpowiednio blog nie będzie całkowicie przekazywał moich myśli oraz zamiarów. Oczywiście pisać będę dalej jeśli zdąży się coś ważnego nie mogącego mi zaszkodzić to napewno o tym napisze.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim tym którzy postanowili zostawić tu i na forum swoje komentarze czy też wypowiedzi na jakieś tematy a pozostałych zachęcić do tego gdyż wbrew pozorów z komentarzy można wiele się dowiedzieć choć rzadko na nie odpisuje.

Gdy już zapadła ostateczna decyzja co do mojego udziały w psychoterapi zastanawiam się nadal nad jej sensem.
Co takiego miałaby ona zmienić?
Mówiąc tamtemu psychologowi oraz pisząc to też tu na blogu decyzję o pójściu na psychoterapie podjęłem tylko iwyłącznie z powodu nacisku społeczeństwa a nie dla tego że oczekuje czy też potrzebuje jakiejś pomocy.
Zarówno jak i Wy tutaj jak i też 99.90 procent ludzi w realu myśli że ów pomoc psychologiczna jest mi potrzebna lecz ja sam nie widzę w tym sensu. Czytelnicy bloga zapewne w realu starali by sie zrozumieć moje podejście do świata oraz specyficzny punkt widzenia na wszystko co z tym związane,osoby nie świadome poprostu myślą „debil,lepiej z nim nie gadać bo niby o czym” choć i tu na blogu zapewnie znajdą sie takie osoby.
Pytanie jednak brzmi czy faktycznie „debil” czy też człowiek z innymi poglądami?
Niektórzy z Was wracają na blog co świadczy że „opowieści dziwnej treści”które tu pisze nie są bardzo głupie wiec głupiec ich nie pisze.
Owszem miałem parę prób samobójczych takich głupich „dziecięcych” oraz jedną osoby dorosłej „plan A”
Patrząc na to realnie to owszem gdyby ktoś wiedział co robie i był ciekaw dlaczego w dzieciństwie to okazałoby sie że wtedy potrzebowałem pomocy jakiejkolwiek nie koniecznie psychologicznej.
Myśli i prób samobójcze w dzieciństwie były powodowane chwilami załamania,poddania sie,jednak wiece że byłem „dzieckiem państwowym” i wychowywałem sie w państwowych placówkach.
O takich placówkach mówi sie że to „miejsce w których czas słabych zabija a silnych uszlachetnia” i sie z tym zgodzę,byłem często słaby i czas mnie zabijał.
Jednak czas miną ja nadal żyje i nie jestem już w placówkach więc widać należę do tej grupy zwanej „silnych” Owszem myśli oraz próba samobójcza osoby dorosłej można by nazwać głupotą,ale czy nią jest?
„plan A” był niemalże precezyjnie zaplanowany i realizowany przez długi okres wiec nie była to chwila załamania wywołana jakimś tam wydarzeniem na jakiej to podstawie większość ofiar zwanymi później „debilami” popełnia samobójstwo.
Powodów tego czynu na tym blogu można pewnie znaleść wiele ale co spowodowało iż ów plan był realizowany to tak naprawdę tego sam nie wiem poprostu był plan i trza było go zrealizować tak jak później „plan B” który okazał sie do „D”
Osoba chora psychicznie pewnie nie realizowała by planu tak długo co świadczy że ja nią nie jestem.
Owszem mógłbym przyznać rację psychologowi że mam problemy z przystosowaniem sie do społeczeństwa ale czy to choroba?
Dlaczego to ja mam przystosowywać sie do społeczeństwa?
A co z akceptacją społeczeństwa co do jednostki?-wkońcu bez jednostki nie było by społeczeństwa,jak bez kropli nie ma oceanu.
Ów psycholog widział u mnie jako wadę to że mam tendencjie do „oceniania” wszystkiego pod kryterium „to dobre a to złe”,”to może sie sprzydac mi a to jest bezwartościowe”,ale czy to wada?
Czy faktycznie tak jak twierdził czlowiek powinnien być alastyczny i przed oceną czegokolwiek powinien spróbować?
Wiec prosty przykład podam tutaj czy żeby stwierdzić że morderstwo jest złe to muszę kogoś zabić? (Hmm ktoś chętny?)
Swoją drogą ile to razy robimy coś co wydaje sie nam dobre a potem okazuje sie że to było bardzo złe.
Jest na blogu parę komentarzy które mówią że „idź na terapię jeśli tak czujesz że musisz”,ja nigdy tak nie czułem a nawet nie znoszę psychologów,pedagogów,wychowawców itd… Jako osób przedstawiających władzę nad innymi.
Wizyta u psychologa na psychoterapi była motywowana naciskiem społeczeństwa które jasno daje mi do zrozumienia że jestem inny i że powinienem sie leczyć oraz miałem to traktować jako kolejne ciekawe doświadczenie w moim życiu jak wiecie kilka ów doświadczeń miałem,gdyż wszystko traktuje jako doswikęcżenie.
Ja osobiście po tej całej terapi oczekiwałem tylko tyle że przypomnę sobie choć część przeszłości,ludzi i wydarzenia z nią związane,liczba na to że przypomnę sobie coś pozytywnego może nawet miłego z okresu dziecinstwa gdyż nadal wieżę że coś musiało być tylko tego nie pamiętam-jakiś dzień,okres czasu albo zwykle wydarzenie.
Cóż jak i „plan A” tak i też „plan B” okazał sie do „D” choć nie znaczy że nie romowie realizacj któregoś z planów kiedyś licząc na lepszy skutek.

Naprawdę długo myślałem nad tym czy udać sie na kolejną wizytę do ów psychologa-psychoterapeuty,nie dla tego że nie chciałem czy też sie rozmyśliłem ale dlatego że poprostu nie widziałem w tym żadnego sensu.
Wkońcu jednak zdecydowałem się udać i o ów sens i potrzebę zapytać samego psychologa.
Tak wiec niemal na wstępie zapytuje sie jego czy z punktu widzenia psychologi i jego wiedzy w tym temacie myśli że jest mi potrzebny psycholog oceniając mnie na podstawie tych 3-4 wizyt jakie miałem?
W odpowiedzi usłyszałem że tak.
Kolejne pytanie było jak fachowo nazwał by to co obserwuje w mojej osobie?
W odpowiedzi usłyszałem: problemy z adoptacją do środowiska,neurotyczna osobowość.
Pytam wiec wynikająca z?
1.nieodpowiednich metod wychowawczych
2.niewłaściwe doświadczenia z ludźmi
3.niewłaściwie nauczon myśleć,czyli w sposób taki że trzeba wszystko oceniać co jest dobre co złe.
Potem rozwiązała sie dyskusja na temat jego sposobu terapi i tak zwanych zadań jakie mi wymyślał w cześniejszych wizytach po długiej dyskusji sam stwierdził że nie miały sensu.
Jako moją główną wadę widział że cały czas wszystko oceniam kryteriami dobre-złe lecz na 95 procent wszystko bylo na złe co jak sam stwierdził ów rady były złe a głównie o to mu chodziło.
Wkońcu stwierdził że on nie czuje sie na tyle mocny by pracować ze mną i ponownie podkreślił że jestem pierwszym takim jego pacjentem w 18sto letniej karierze.
Jako ciekawostkę napisze że poinformował mnie też że jeśli nie zmienię toku swojego myślenia to wątpi by nawet Aichen Bergen (pisane ze słuchu) coś tu poradził choć jest jakimś tam guru w psychoterapi.
Tak wiec potwierdza sie fakt że jestem jednak wyjątkowy w negatywnym tego słowa znaczeniu choć na pierwszej wizycie twierdził że ma schemat i każdy problem jest taki sam nie ma większych problemów,choć pacjentom sie wydaje że ich problem jest większy.
Tu okazałen sie małym problemem którego nie potrafił ominąć do tego stopnie iż mimo tego że ma początku tej rozmowy stwierdził że terapia jest mi potrzebna to po 30 minutach rozmowy na koniec powiedział że biorąc wszystko pod uwagę psychoterapi jest jednak zbędna dla mnie i musi zostać tak jak jest do końca.
Na tym zakończyliśmy rozmowę z całą pewnością ostatnią.
Nie twierdzę że rezygnuje z psychoterapi lecz z tego psychologa a że w moim mieście psychoterapia jest bardzo ograniczona dostępem (był to jedyny fakt z którym zgadzał sie ów psycholog ze mną) kończę psychoterapie nim tak naprawdę sie zaczęła.

Każdy czlowiek pamięta doskonale datę swoich narodzin i co roku większość ów datę świętuje.
Tak się zastanawiam co naprawdę sie wtedy świętuje.
Będąc dzieckiem świętujemy fakt że jesteśmy rok starsi,rok bliżej do pełnoletności.
A pełnoletność wiadomo w oczach dziecka jest wymarzonym wiekiem gdyż jak myśli dziecko pozwala na zakazane do tej pory.
Szybko jednak będąc pełnoletnim żałujemy że nie jesteśmy dziećmi,bo to wtedy mogliśmy znacznie więcej a teraz to obowiązk człowieka dorosłego.
Mimo zmagań życia codziennego nadal co rok świętuje sie ów datę urodzin.
Ja nadal zastanawiam sie dlaczego?
Cieszymy się z kolejnego przeżytego roku i z jakiś tam osiągnięć w tym roku ale patrząc z drugiej strony każdy miniony rok przybliża nas o rok do własnej śmierci.
Wiec świętujemy fakt że żyjemy rok dłużej czy też że żyć będziemy rok krócej?
Wsumie to dlaczego świętuje sie datę swoich urodzin jako coś wyjątkowego,wkońcu to nie zasługa świętującego że akurat w tym dniu sie urodził lecz jego opiekunów biologicznycz.
Tak wczoraj miałem urodziny kończąc kolejny rok na tej ziemi.
Z opowieści pseudo rodzinnych wiem że będąc dzieckiem w raz z biologiczną matką w szpitalu lub u lekarza w sprawie z okiem lekarz zapytał ją o wiek,gdy ów matka odpowiedziała że 32 ja stwierdziłem na głos że to nie możliwe nikt nie żyje tyle lat!
Tak jednak wiemy że to jest możliwe a nawet zupełnie normalne hmm może już wtedy podświadomie życzyłem jej szybkiej śmierci nim stała sie zupełnie obojętną osobą :)
Ja w swoim życiu świętowałem tylko „wiek chrystusowy” 33 lata,dlaczego właśnie ten? Może kiedyś o tym napisze… Może:)
Ps: i czemu głównie po urodzinach boli głowa…. :)
Dziekuje Wszystkim za złożenie życzeń :)

Być może u niektórych z czytelników bloga pojawia sie pytanie dlaczego ostatnio nie ma nowych postów?
Tak wiec odpowiem na to :)
Jak już pisałem wcześniej wszystko co mogło zostać napisane zostało zapisane.
Moje życie jest rutynowe jak zapewne większości ludzi i prawie nigdy nic sie nie dzieje godnego opisania.
Od jakiegoś czasu każdą wolną chwilę spędzam na graniu w grę interaktywną przez telefon którą gorąco polecam:)
www.tibiame.com.pl
www.tibiame.com
Jest to gra przygodowa pełna magi i czarów :)
Wyżej podane adresy to jest to gra na telefon komórkowy.
www.tibia.pl
www.tibia.com
To wersja orginalna ów gry na komputery z dostępem do internetu :)
Pozatym u Sneyka wsumie bez większych zmian.
Co do kolejnej wizyty u psychologa wciąż sie wacham co do słuszności tego oraz sensu.
A tak to praca spanie i Tibia oczywiście wypełnia resztę czasu dzieki czemu brak czasu na myślenie o rzeczach o których lepiej nie myśleć :)
Obiecuje tym co nadal śledzą ów blog że jeśli zdarzy sie coś w ów życiu to napewno to napisze.

© 2010 Piekło Dzieciństwa Suffusion theme by Sayontan Sinha